Menu
A+ A A-

Wielkie emocje, niespodziewane rozstrzygnięcia

  • Futbolowa Liga Szóstek
  • Kategoria: Raporty meczowe
  • Odsłony: 281

We wtorek byliśmy świadkami wielu ciekawych spotkań i rozstrzygnięć. Najciekawszym była chyba porażka Asów z Walkoverem, która dla ekipy Dariusza Nowaka była pierwszą w sezonie. Punkty stracili też Bad Boys remisując po ciekawym meczu z Amadeusem. Przegrał lider tabeli Ligi B1 Oświecenia Team, który w pewnym momencie prowadził już 3:0. W tej samej klasie rozgrywkowej niesamowity powrót w samej końcówce zanotowały Różowe Pantery, które remisując z GS Aleco zdobyły swój pierwszy punkt w sezonie.

Co się wydarzyło?

We wtorek w Lidze A rozegrano dwa spotkania i choć można było się po nich spodziewać sporej dawki emocji, oba nie dostarczyły wrażeń. W ważnym w kontekście utrzymania na najwyższym szczeblu meczu Amber pokonał 9:1 Sensusmed Rolmet KW. Zawodnicy w czarnych koszulkach przeważali przez całe spotkanie, a rywali stać było na jednego gola i choć całkiem ładnego z rzutu wolnego, to jednak na pewno nie spowodował on dobrych nastrojów w ekipie Witolda Tomasza. Pewnym usprawiedliwieniem wysokiej porażki może być brak nominalnego bramkarza, ale nie zmienia to faktu, że Amber był tego dnia zespołem po prostu lepszym. Mimo wygranej drużyna Kamila Maciuły pozostaje w strefie spadkowej. W drugim spotkaniu starły się ze sobą lider oraz wicelider tabeli, więc końcowy wynik może być szokujący. Z drugiej strony już przed spotkaniem należało się liczyć, że GDA nie postawi się GEO-ZENITowi, tak jak zrobiło to przed tygodniem w starciu z Edukacją. Podjęta próba przełożenia meczu ze względu na brak zgody rywala się nie udała i choć zespół zebrał sześciu zawodników do gry, o wyrównanej walce nie mogło być mowy. GEO-ZENIT rozgromił drużynę Grzegorza Gęgotka 17:2 i pozostaje na pozycji lidera tabeli.

W Lidze B1 rozegrano aż cztery spotkania, a uczestniczyły w nich między innymi czołowe ekipy ligi, jak Pink Bowling, Oświecenia Team, czy Wybrzeże Klatki Schodowej. Pinki za rywala miały ekipę beniaminka Jaglacci i były zdecydowanym faworytem starcia, tym bardziej, że do ekipy w błękitnych koszulkach wrócił Kamil Klęk. Oczywiście odcisnął on piętno na grze swojego zespołu mając udział przy 4 z 6 goli (trzy bramki i asysta). Faworyt miał przez całe spotkanie przewagę i choć do przerwy Jaglacci jeszcze się trzymało (1:2), to jednak rzadko zagrażało bramce rywali. W drugiej połowie Pink Bowling nadal przeważało, a było przy tym skuteczniejsze i ostatecznie wygrało 6:1. Mogło zwyciężyć wyżej, ale dobrze między słupkami spisywał się golkiper Tinderwolves, który popisał się kilkoma udanymi interwencjami. Podobnym wynikiem zakończyło się drugie spotkanie, w którym rywalem dobrze spisującego się ostatnio Wybrzeża Klatki Schodowej były Pustynne Lisy. WKS żądny rewanżu za wysoką porażkę z poprzedniej edycji szybko narzucił swoje warunki gry i nie dał większych szans Lisom, które nie radziły sobie z wysokim pressingiem rywali i miały spory problem z wyprowadzeniem piłki i notowały sporo strat w newralgicznych miejscach boisko. Do przerwy WKS prowadził 3:0, a drugą część także wygrał różnicą trzech goli ostatecznie zwyciężając 7:1. Ozdobą meczu można uznać dwa ładne uderzenia z dystansu Czuby. Zespół w białych koszulkach kontynuuje więc udaną serię i pnie się w górę tabeli. Do lidera traci co prawda 4 oczka, ale ma o dwa rozegrane mecze mniej. W trzecim spotkaniu Oświecenia Team grające tym razem bez będącego w kapitalnej formie Nowaka mierzyło się z drugim zespołem Edukacji. Mecz dostarczył wielu emocji, choć początkowo nic nie zapowiadało takiego właśnie scenariusza. Oświecenia w pierwszej odsłonie szybko wyszło na trzybramkowe prowadzenie i prezentowało się naprawdę dobrze. TEB B dopiero pod koniec pierwszej części złamał defensywę rywali i jak się okazało była to zapowiedź szturmu w drugiej części. W niej Oświecenia rzadko stwarzało sobie już okazje strzeleckie, a zawodnicy w pomarańczowych koszulkach konsekwentnie dążyli do odrobienia strat, co udało im się w 43 minucie. Na tym jednak nie poprzestali i w ostatniej minucie gry Szymon Zięba po raz czwarty skierował piłkę do bramki OT dając swojemu zespołowi raczej niespodziewaną wygraną. Porażka sprawiłą, że zespół Konrada Maciejowskiego spadł w tabeli z 1 na 2 lokatę. Edukacja B wskoczyła z kolei na 5 miejsce.

W Lidze B2 miała zagrać cała ligowa czołówka. Miała, ale nie zagrała, bo Royal Ride przeżywające spore problemy kadrowe oddało mecz z Addentem walkowerem i pod znakiem zapytania stoi dalszy udział drużyny w rozgrywkach. Mecze, które się odbyły wynagrodziły nam jednak brak jednego spotkania i oba zakończyły się stratą punktów faworytów. W pierwszym spotkaniu mające na koncie komplet punktów Asy mierzyły się z czwartym w tabeli Walkoverem. Obie drużyny zaprezentowały ofensywny futbol i mieliśmy do czynienia z prawdziwą wymianą ciosów. Lepiej mecz rozpoczęli zawodnicy w białych koszulkach, którzy w przeciągu pierwszych 4 minut dwukrotnie trafili do bramki Juszczyka. Potem jednak byliśmy świadkami zwrotu akcji, zresztą nie jedynego w tym starciu. W efekcie pierwsza część skończyła się remisem 4:4, co było dla Asów pewnym ostrzeżeniem, tym bardziej, że to oni zdobyli gola “do szatni”. Wnioski nie zostały jednak wyciągnięte, bo na początku drugiej odsłony znów doszło do wymiany ciosów, z której zwycięsko wyszedł Walkover strzelając w 6 minut aż trzy gole, na co Asy odpowiedziały jedną bramką oraz uderzeniem w poprzeczkę. Na 11 minut przed końcem Walkover zdobył swoją ósmą bramkę w meczu i choć Asy w końcówce atakowały, to stać je było tylko na jednego, choć pięknego gola (strzał sprzed pola karnego w okienko). Pierwsza porażka Asów stała się więc faktem, a Walkover umocnił się na 4 pozycji w tabeli. Drugie starcie to spotkanie Amadeusa z ciągle osłabionymi (prędko to się nie zmieni ze względu na długotrwałe kontuzje) Bad Boys. Końcowy wynik 1:1, a także fakt, że do 46 minuty mieliśmy wynik 0:0 mógłby wskazywać na to, że byliśmy świadkami meczu, który można określi mianem piłkarskich szachów. Tak jednak nie było, a przez całe spotkanie oglądaliśmy ciekawy i otwarty mecz. Obie drużyny stwarzały sobie sporo okazji strzeleckich, ale strzałom albo brakowało precycji, albo dobrze spisywali się bramkarze obu ekip, którz bez dwóch zdań byli bohaterami meczu. Dzięki nim, a także dzięki nieskuteczności Tryki, który z rzutu karnego trafił w słupek długi czas mieliśmy wynik bezbramkowy. W 46 minucie Wietrzyk wreszcie nie dał szans na skuteczną interwencje Kawalerowi, ale radość Amadeusa była krótkotrwała. Błyskawicznie odpowiedział bowiem Kozieł. “Fioletowi” w końcówce mieli jeszcze okazję na zdobycie zwycięskiego gola, ale kunsztem ponownie wykazał się Kawaler chroniąc swój zespół od porażki. Ostatnim wtorkowym starciem Ligi B1 był mecz Różowych Panter z GS Aleco. Ci pierwsi liczyli na pierwsze punkty w sezonie, ci drudzy natomiast mieli niedosyt po ostatnim remisie z Korkociągami. Pantery w stylu, do którego przyzwyczaiły nas w tym sezonie, czyli bardzo słabo. Po 16. minutach czeterobramkowe i perspektywę spokojnej wygranej miał zespół Aleco. Dopiero w 21. minucie sygnał do ataku dał graczom w różowych koszulkach gol ich kapitana - Piotra Mikołajczyka. Efektem wzmożonych starań Panter było zmniejszenie straty do trzech goli zanim drużyny zamieniły się stronami. Po przerwie Aleco nieco przysnęło i w 33. minucie po pięknej bramce piętką Mikołaja Mikulskiego miało już tylko jednobramkową przewagę. Obraz końcówki meczu to ucieczka GS-u przed rozpędzającymi się rywalami. Na minutę przed końcowym gwizdkiem wydawało się, że dwubramkowa przewaga Aleco wystarczy do zgarnięcia 3 punktów, ale wtedy kolejny oddech złapali “Różowi”. Dwie bramki w 50. minucie zdobyte przez Piotra Mikołajczyka spowodowały, że zdobyli oni upragniony pierwszy punkt w sezonie. Oby był to dla nich punkt zwrotny, ponieważ znajdują się póki co w beznadziejnej sytuacji. Podział punktów spowodował spotęgowanie niedosytu w szeregach GS-u, który po raz kolejny miał problemy z dowiezieniem korzystnego rezultatu do końcowego gwizdka.

Dużych emocji dostarczył nam pojedynek pierwszego w Lidze C1 SoInteractive z trzecimi Bianconerri. Początek spotkania to wzajemne rozeznanie sił, podczas którego żadna z drużyn nie forsowała tempa. Akcje toczyły się głównie w środku pola, co nie przełożyło się na liczne okazje bramkowe. Pierwszy cios zadali Bianconerri, ale na odpowiedź swojego rywala nie musieli czekać zbyt długo. Do końca pierwszej połowy emocji nie było już zbyt wiele, ale wynik remisowy sprawiał, że rozstrzygnięcie jest sprawą nadal otwartą. Po zmianie stron przewagę zdobyli niżej notowani Bianconerri, a udokumentowali ją dwoma trafieniami. Gracze SoI nie wpadli jednak w panikę i pokazali charakter wychodząc w 43. minucie na prowadzenie odrabiając straty z nawiązką. Utrzymywało się ono do ostatniej minuty, kiedy to rzut karny kończący to spotkanie na gola zamienił Marcin Kurek. Podział punktów przy ewentualnym zwycięstwie drugiego CMR Eskulap może spowodować stopnienie przewagi SoInteractive do jednego punktu. Bianconerri nadal na trzeciej lokacie nadal z szansami na awans.

Jedynym wtorkowym starciem Ligi C2 było to pomiędzy eLCe i Soley. Faworytem z racji wyższej lokaty w tabeli byli ci pierwsi i zgodnie z oczekiwaniami zainkasowali 3 punkty. Ponad połowa goli padła jeszcze w pierwszej połowie, która zakończyła się trzybramkowym prowadzeniem graczy w czerwonych koszulkach. Prowadzenie mogło być wyższe, gdyby nie przestrzelony w pierwszych minutach karny oraz obijanie poprzeczek i słupków. Warto wspomnieć o ładnej akcji z 17. minuty, kiedy to Piotr Niemiec przejął piłkę pod swoją bramką i po indywidualnym rajdzie zdobył gola. Druga połowa to aktywniejsza postawa Soley, które stwarzało już więcej zagrożenia. Wysiłki zespołu Piotra Piotrowskiego okazały się jednak niewystarczające na dobrze zorganizowanego rywala. 2. zwycięstwo z rzędu zanotowane przez eLCe i jeśli utrzymają taką formę, to możliwe będzie włączenie się do walki o awans. Soley natomiast po 5. porażce z rzędu znajduje się w nieciekawej sytuacji, przy czym bezpośredni rywale do wyjścia ze strefy spadkowej mają rozegrany mecz mniej.

W Lidze C3 we wtorek skromna reprezentacja w postaci Comarchu i 7 Up. Jednym i drugim wypadało to spotkanie wygrać, gdyż obie drużyny będą bronić się przed spadkiem do Ligi D. Pierwsza połowa dość ostrożna, przez co może dość ospała. Z dwubramkową zaliczką zakończyła ją ekipa Comarchu. W drugiej od bramki kontaktowej rozpoczął 7 Up drażniąc tym swojego rywala, który odpowiedział dwoma bramkami. Comarch był w całym meczu lepszy, ale niepotrzebnie przy trzymbramkowym prowadzeniu nerwową atmosferę w końcówce wprowadził błąd bramkarza, po którym Zielono-Biali poczuli szansę na wyrównanie. Na 2 minuty przed końcowym gwizdkiem 7 Up faktycznie złapał kontakt, ale zamiast wyrównania, w 50. minucie gwoździa do jego trumny wbił… Dominik Gwóźdź. Na następną okazję do przełamania i pierwszych punktów w sezonie muszą więc poczekać do kolejnego meczu, w którym rywalem będzie Big Time. Comarch dzięki wygranej przesuwa się powoli w stronę strefy gwarantującej utrzymanie w Lidze C.

Liga D1 we wtorek to trzy spotkania. Pierwsze z nich rozgrywane pomiędzy Nie ma Lipy a Nieociosanymi wbrew przewidywaniom nie było aż tak wyrównane. No może poza początkiem meczu, kiedy to faktycznie obie drużyny wzajemnie się badały, a klarownych okazji było jak na lekarstwo. Wynik spotkania otworzył, skutecznie egzekwując rzut karny, Michał Tarkowski. Po tym golu tempo gry nieco przyspieszyło, ale główne role odgrywali gracze NmL. Zabójcze dla ich przeciwników były ostatnie 3 minuty pierwszej połowy, w trakcie których prowadzenie graczy w zielonych koszulkach wzrosło o kolejne 3 bramki. Nieociosani próbowali uporać się z tym bagażem goli w drugiej połowie, ale do głosu nie dali im dojść rywale, którzy zaraz po przerwie po raz kolejny zapunktowali. Co prawda przy stanie 5:0 zespołowi w czerwonych strojach udało się strzelić jeszcze dwa gole, ale znowu nie pozostały one bez odpowiedzi drugiej strony. Nie ma Lipy wygrywa w takim samym stosunku jak tydzień temu i notuje 3. zwycięstwo z rzędu. Nieociosani przegrywają natomiast po raz drugi w przeciągu tygodnia i coraz głębiej wpadają w strefę spadkową. W drugim meczu Ligi D1 zmierzyły się zespoły Vittorii i OREO. Mecz miał dość niespodziewany przebieg, gdyż po 10. minutach zazwyczaj nieskuteczni zawodnicy w żółtych koszulkach mieli już trzybramkowe prowadzenie. Gra obu drużyn przypominała bardziej radosny futbol niż żelazną konsekwencję. Zaskoczona Vittoria sytuację boiskową opanowała dopiero w drugiej połowie, kiedy to zdobyła 5 goli, przy tylko jednokrotnej odpowiedzi rywala. Mecz, w którym mieliśmy ciągłą wymianę ciosów zakończył się zwycięstwem graczy w czarnych koszulkach. Na uwagę zasługuje fakt, że gracze OREO zdobyli w tym spotkaniu tylko o jednego gola mniej, niż we wszystkich poprzednich 7 spotkaniach tego sezonu łącznie. Być może ofensywa zespołu Kordiana Pawlika w końcu się odblokuje, co pozwoli na osiąganie lepszych rezultatów w następnych meczach. Vittoria notując drugie zwycięstwo z rzędu powoli ucieka ze strefy spadkowej. Trzecim ze spotkań grupy D2 było starcie Apollo 30 z ABB. Przed meczem ciężko było wskazać faworyta, ponieważ Apollo jest ostatnio w wyśmienitej dyspozycji. Lider natomiast nie zaznał jeszcze w tych rozgrywkach smaku porażki. Od początku spotkania gracze w szarych koszulkach wykazywali wielką chęć do gry, ale to rywale jako pierwsi wyszli na prowadzenie. Ten stan nie trwał jednak długo, bo już po chwili potężnym strzałem zza pola karnego wyrównał lider. Upragnione prowadzenie dla ABB przyszło jeszcze przed zmianą stron, a dał je w 25. minucie Przemysław Toroń. Kilka minut po zmianie stron nastąpiło podwyższenie prowadzenia, na które kontaktową bramką ładnym strzałem z woleja odpowiedziało Apollo. Dobra gra zespołu Marcina Czyżowskiego pozwoliła jednak oddalić widmo pierwszej utraty punktów. Jego zwycięstwo zostało przypieczętowane jeszcze dwoma golami w końcówce, w tym jednym zdobytym ładną podcinką nad bramkarzem. Komplet punktów powędrował do umacniającego się na pozycji lidera ABB przerywając tym samym zwycięski marsz Apollo.

W pierwszym meczu Ligi D2 Virtus Logistics przybył na starcie z Januszami Futbolu w roli murowanego faworyta i pewniaka do zdobycia trzech punktów. Mimo całkiem niedawnego zwycięstwa z Szopenami Futbolu zawodnicy w czarnych koszulkach nadal okupują ostatnią lokatę w tabeli, więc trudno było przypuszczać, by mogli urwać punkty walczącemu o tytuł Virtusowi. Janusze długo jednak odpierali ataki rywali, choć te sunęły na ich bramkę raz za razem. Zawodnicy w białych koszulkach nie byli jednak skuteczni, co jednak uszło im płazem, bo przeciwnicy rzadko stwarzali sobie okazje, którymi mogliby skarcić VL. Niemoc Virtusa przełamał w 22 minucie Szczepan i do przerwy było 1:0. W drugiej części poszło szybciej, bo w ciągu pierwszych 10 minut “Biali” trafili dwukrotnie, później dokładając jeszcze jednego gola. Janusze Futbolu honorowe trafienie zdobyli w 45 minucie w swoim. Dośrodkowanie z autu, obcierka od przeciwnika i piłka ląduje w siatce. Mecz zakończył się więc wynikiem 4:1, co oznacza, że Virtus utrzymał 2 lokatę w tabeli, a Janusze pierwszą od końca. Cztery gole swojemu rywalowi strzelił wicelider, tyle samo strzelił także lider. Mecz Armagedonu z Błękitną Husarią przebiegał zresztą dość podobnie do starcia Virtus - Janusze. Też przez większość spotkania stroną dyktującą warunki gry był faworyt, też w pierwszej połowie niżej notowany zespół trzymał się dzielnie i też na początku drugiej połowy walczący o tytuł zespół odskczył na bezpieczny dystans. Trzeba jednak zaznaczyć, że Husarze stanowili jednak większe zagrożenie dla bramki przeciwników niż Janusze, co ma odzwierciedlenie w liczby zdobytych goli. Do przerwy Armagedon prowadził 2:1 zdobywając drugiego gola na minutę przed końcem pierwszej odsłony. Zawodnicy w pomarańczowych koszulkach, mimo późniejszych okazji, strzelanie zakończyli już w 32 minucie, gdy do siatki trafił Kula. Zawodnik ten zresztą miał udział przy wszystkich trafieniach teamu Lurańca. Dzięki wygranej Armagedon utrzymał pozycję lidera i nie dał się wyprzedzić w tabeli zespołowi Virtus Logistics. Teraz przed “Pomarańczowymi” ważne spotkania: starcie z Geodzikami oraz dwumecz z Virtusem, a w międzyczasie pojedynek z Błękitną Watahą.

W Lidze N2 byliśmy świadkami tylko jednego meczu pomiędzy FC Admind a OSK Adrenaliną. Zdecydowanym faworytem byli bramkostrzelni gracze tego drugiego zespołu, a wtorkowym spotkaniem tylko potwierdzili swoją jakość. OSK przycisnął od pierwszych minut i szybko zdobył dwa gole. Po chwili dorzucił trzecie trafienie i tak na dobrą sprawę odebrał swoim rywalom wszelkie nadzieje na korzystny rezultat. Zniechęcony Admind zagrał kiepsko i robił dużo błędów w defensywie, co skutecznie wykorzystywali gracze w białych strojach. Brak pomysłu w ofensywie poskutkował tylko jednym golem dla ekipy FC. Przed wyższą porażką uratowała ją tylko dobra postawa ich bramkarza - Marcna Piecha. Po zeszłotygodniowej porażce OSK dokłada do swojego dorobku kolejne 3 punkty. FC Admind ponosi 5. porażkę w rozgrywkach i nie poprawia swojej sytuacji.

Naj, naj, naj...

  • Najlepszy mecz: Amadeus - Bad Boys
  • Największa niespodzianka: wygrana Walkoveru z Asami
  • Najbardziej osłabione: GDA Investment w starciu z GEO-ZENITem

50 minuta

We wtorek mieliśmy kilka goli w ostatniej minucie meczu. Niektóre z nich okazały się szczególnie cenne i miały wpływ na końcowy rezultat. W meczu Różowych Panter z GS Aleco to właśnie dwa gole Piotra Mikołajczyka zdobyte w ostatniej minucie pozwoliły Panterom doprowadzić do remisu i zgarnąć pierwszy w sezonie punkt. Zwieńczyły one emocjonującą pogoń w ich wykonaniu. Równie ważnym golem był ten w ostatniej minucie meczy, w którym SoInteractive mierzyło się z Bianconerri. To właśnie ci drudzy zamienili na gola rzut karny kończący spotkanie ratując tym samym punkt. Również zwycięstwo TEBu B nad Oświeceniem nie urzeczywistniłoby się, gdyby nie gol Szymona Zięby tuż przed końcowym gwizdkiem. Był to gol, który zepchnął lidera na drugą lokatę.

Ciekawostki

  • SoInteractive po raz 4 w sezonie strzela dokładnie 4 gole, po raz drugi remisuje 4:4, a Bianconerri remisują po raz 4 w tej edycji.
  • OREO w pierwszych 7 meczach sezonu zdobyło łącznie 8 goli, by w starciu z Vittorią niemal wyrównać to osiągnięcie strzelając jej 7 bramek
  • Armagedon nie przegrał 6 kolejnych meczów, co jst wyrównaniem drużynowego rekordu
  • Różowe Pantery przerwały serię 10 kolejnych porażek

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

 Oficjalny typer: Sponsor techniczny:
Betdudes.com - bet for fun Risum - sport w modnym stylu