Menu
A+ A A-

Dramtyczny pościg Stomatologii, debiut Rasiaka

  • Futbolowa Liga Szóstek
  • Kategoria: Raporty meczowe
  • Odsłony: 1086

Jednym z ciekawszych wydarzeń poniedziałku było spotkanie w Lidze A pomiędzy Oświecenia Team a Stomatologią Stupka. Raz, że Stomatologia odrobiła z nawiązka kilkubramkową stratę, a dwa, że w spotkaniu tym wystąpił 37-krotny reprezentant Polski - Grzegorz Rasiak.

A: Oświecenia Team - Stomatologia Stupka 8:12

Raport meczowy

Niespodzianka wisiała w powietrzu

Chyba nikt nie spodziewał się, że niżej notowane Oświecenia Team przepuści taki szturm już od pierwszych minut spotkania. Kilkanaście minut agresywnej gry przyniosło efekty. Stomatologia traciła już do rywali kilka trafień i wydawało się, że o punkty będzie ciężko.

Jaszczak prowadzi do wygranej

Druga połowa spotkania w niczym nie przypominała tej pierwszej. Zawodnicy Oświecenia opadli z sił, co zaczęła wykorzystywać Stomatologia. Norbert Jaszczak dyrygował ofensywą, samemu trafiając w drugiej części aż 6 razy. Wyraźnie pogubiony Oświecenia Team nie poradził sobie, ostatecznie musząc pogodzić się z kolejną porażką.

Bez nadziei

Końcowe minuty spotkania, poza całkowitą dominacją Stomatologii, przyniosły także zdecydowany spadek morale graczy Oświecenia. W pewnym momencie bramkarz tej ekipy stwierdził, że dalszą gra nie ma sensu, po czym usiadł w bramce, czekając na końcowy gwizdek. Z pewnością nie to wyobrażali sobie zawodnicy Oświecenia, pewnie wygrywając po pierwszej połowie.

Debiut Rasiaka

W barwach Stomatologii Stupka zadebiutował Grzegorz Rasiak. Były reprezentant Polski 37 razy wystąpił w kadrze narodowej, a podczas swojej piłkarskiej kariery był zawodnikiem między innymi takich klubów jak Tottenham, Derby, Southampton, czy w Polsce Groclinu, Jagielloni i Lechii.

A: Football Heaven Bar - GDA Investment 3:8

Raport meczowy

Kapitan na bramce

Z konieczności w bramce GDA stanął kapitan Grzegorz Gęgotek. Początek spotkania mógł wskazywać, że Football Heaven będzie w stanie ten fakt wykorzystać, bo już w 2 minucie zawodnicy w zielonych koszulkach objęli prowadzenie. W całym spotkaniu strzelili jednak tylko trzy gole, a Gęgotek zaliczył kilka niezłych interwencji.

Fatalna minuta

Football Heaven dotrzymywało rywalom kroku w pierwszej połowie i do 24 minuty utrzymywało wynik remisowy. Wtedy to jednak w krótkim odstępie czasu GDA zdobyło dwa gole i wypracowało sobie bezpieczną przewagę. Chwilę po przerwie padł kolejny gol dla “Czarnych”, co niemal rozstrzygnęło kwestię wygranej.

Punkt

Tyle dzieli od spadku do Ligi A drużynę Football Heaven Bar. Jeśli Amber wywalczy w pozostałych do rozegrania spotkaniach choć 1 punkt, zespół Grzegorza Reizera po trzech sezonach w najwyższej klasie rozgrywkowej, wróci na jej zaplecze.

A: Pizzeria Football - Rafis 5:15

Raport meczowy

Liga A

Nieprawdopodobny był otwierający kwadrans w wykonaniu graczy Rafisu. Rywale z Pizzerii Football liczyli, iż z przeciwnikiem - tak jak oni - walczącym o ligowy byt, wyprzedzającym ich o dwa "oczka", zdołają podjąć skuteczną rywalizację. Niestety dla nich, ekipa ze świętokrzyskiego wskoczyła na najwyższy poziom, kapitalnie rozgrywając swoje akcje. Futbolówka była prowadzona jak po sznurku, do siatki będąc wpychaną z najbliższych odległości, bez względu na część ciała, którą była uderzana, bo każde z decydujących podań było istną "malinką". Po dziesięciu minutach było 0:6, następnie raz odgryzł się Łukasz Wojtoń, który minął daleko wychodzącego golkipera, ale kolejne gole dołożyli Mateusz Wołowski i Jakub Downar-Zapolski.

Liga B

Taki obrót spraw znacząco podłamał Pizzerię. Zamiast gry o jak najlepszy rezultat, zaczęła się ta o honor. Jeszcze przed pauzą skutecznie ratował go Bartłomiej Grabowski, niebawem po niej Grzegorz Łuc. Następnie szybko rewanżować się zaczął Wołowski i "Błękitni" przekroczyli "dwucyfrówkę". Wysoka porażka stawia kolejny stempel w drodze do degradacji beniaminka do ligi B i autor tych słów zaryzykuje tezę, że ostatnia czwórka zestawienia nie zmieni już swojego składu. Co prawda PF ma teraz przed sobą niezwykle istotny mecz Amberem, czyli pierwszą drużyną na bezpiecznej lokacie, lecz nawet ewentualny triumf niczego nie rozwiązuje, bo trzeba by ugrać coś z silnymi XXXIV i/lub Cybermachiną.

Liga C 

O ile pierwszy kwadrans przyniósł świetne zawody w wykonaniu prowadzących, to za ten zamykający trzeba zganić niemalże wszystkich zawodników z obu stron, którzy pojawili się w tym czasie na boisku. Zespoły kompletnie przestały się przejmować defensywą, w której rzadko widzieliśmy choćby dwóch broniących, więc trwał festiwal bramek "orlikowych". Sytuacje pod polami karnymi były stateczne niczym strzelecka rozgrzewka w przerwie, więc obserwujący zastanawiali się, która liga tutaj rywalizuje. - Z takim zaangażowaniem i dyspozycją spadek z ligi C byłby całkiem możliwy, a i to bez perspektyw szybkiego powrotu.

A: Amber - Bercal Studio Światła 5:8

Raport meczowy

Zdeterminowany Amber

Bardzo dobrze usposobieni wyszli na boisko gracze Amberu, którzy nie zamierzali rezygnować z walki o cenne punkty w starciu z wyżej notowanym rywalem. Zdeterminowani zawodnicy w czarnych koszulkach już 1 minucie objęli prowadzenie, a po 11 minutach było 3:1. Choć w końcówce pierwszej części Bercal zdobył dwa gole, to i tak Amber schodził na przerwę z prowadzeniem 4:3.

Brak powrotu

O to pretensje po jednej z bramek dla Bercal miał Jakub Słonina. W początkowej fazie meczu Amber miał sporo okazji wynikających właśnie z wolnego powrotu na własną połowę graczy w białych koszulkach.

Końcówka dla Bercal

Tuż po przerwie Bercal Studio wyrównał, ale kwadrans później na prowadzeniu znów był Amber. Zawodnicy w czarnych koszulkach przewagi jednak nie utrzymali, a Bercal wykazał się zabójczą końcówką. W 42 minucie wyrównał, a w ostatnich 5 minutach dołożył trzy trafienią kończąc marzenia Amberu o zdobyczy punktowej.

A: Cybermachina G. Pub - GEO-ZENIT 2:9

Raport meczowy

Kropka nad “i”

Początek spotkania był całkiem niezły w wykonaniu Cybermachiny, jednak zawodnikom w czarnych koszulkach za każdym razem czegoś brakowało, by skutecznie wykończyć akcje. A to dobrze interweniował bramkarz, a rywali, a to zabrakło ostatniego podania. W konsekwencji po nieco ponad kwadransie gry to GEO-ZENIT objął prowadzenie.

Obroniony karny i kontra

W drugiej połowie przy stanie 2:0 dla obrońców tytułu sędzia podyktował rzut karny dla GEO i ukarał żółtą kartką bramkarza Cyber. Między słupki wszedł Zeszczuk i obronił strzał Filipczaka. Cybermachina wyprowadziła kontrę, jednak Markowski w dobrej okazji skiksował. I tu znów okazja ta na zawodnikach w czarnych koszulkach się zemściła, bo chwilę później GEO-ZENIT wykorzystał przewagę liczebną.

Pewne zwycięstwo

Od momentu strzelenia trzeciej bramki GEO-ZENIT systematycznie powiększał przewagę, ostatecznie odnosząc pewne zwycięstwo i zrównując się punktami z TEB Edukacją i XXXIV. Cybermachina po porażce spadło jedną pozycję w klasyfikacji i zajmuje 6 lokatę.

B1: Różowe Pantery - Gramy Swoje 16:1

Raport meczowy

Od początku lepsi

Zespół Różowych Panter od pierwszego gwizdka ruszył do zdecydowanych ataków. Widać było, że gracze w różowych trykotach są zdecydowanie bardziej zmotywowani i od początku prezentowali się znacznie korzystniej. Strzelanie po pięciu minutach rozpoczął Arkadiusz Saj, który wykorzystał, nie jedyny, błąd wyjątkowo słabo dysponowanej defensywy Gramy Swoje. Po kilku minutach Pantery dołożyły kilka kolejnych trafień i stało się jasne, kto w tym meczu zgarnie pełną pulę. Prawdziwym utrapieniem dla obrony GS był zwłaszcza duet Mikulski - Pancerz. Pierwszy zdobył aż dziewięć goli, z kolei drugi przy sześciu asystował.

Trzy swojaki

W tym spotkaniu doszło do naprawdę rzadko spotykanej sytuacji. Aż trzy bramki zdobyte przez Różowe Pantery były bowiem...trafieniami samobójczymi. Zawodnicy w żółtych koszulkach pod własną bramką wykazali się więc zdecydowanie większą skutecznością niż w polu karnym Macieja Prusia.

Pożegnanie

Występ przeciwko Różowym Panterom był wyjątkowy dla wieloletniego kapitana Gramy Swoje - Jakuba Zasady. Na boiskach FLS pokazał się on bowiem po raz ostatni, co spowodowane jest jego wyjazdem, na bliżej nieokreślony czas, aż do dalekiej Kanady. “Zasadka” na pewno nie tak sobie wyobrażał ten mecz, chociaż udało mu się zdobyć honorowego gola dla swojej drużyny.

B1: Bishaka Kurdwanów - Piraci 9:2

Raport meczowy

Początek dla Piratów

Pierwsze minuty spotkania upłynęły pod znakiem ataków Piratów. Zespół ten kilka razy poważnie zagroził bramce Bishaki, ale wybornie między słupkami spisywał się Michał Pawlik, któremu koledzy z pola zawdzięczają, że to nie oni jako pierwsi stracili w tym meczu gola.

Doszli do głosu

Po trudnym początku graczom Bishaki udało się stopniowo opanować sytuację. Z minuty na minutę gra ekipy z Kurdwanowa wyglądała coraz lepiej, a akcje wyraźnie zaczęły się zazębiać. Pierwszą bramkę dla Bishaki zdobył w 10. minucie Damian Pabiś. Niedługo później dwa kolejne trafienie, w niespełna minutę, dołożył Mateusz Ziółko i Bishaka zyskała komfortową przewagę, która pozwoliła jej spokojnie kontrolować dalszy przebieg meczu.

Wykorzystali błędy

Niedługo po zmianie stron Piraci strzelili pierwszą bramkę, czym wysłali jasny sygnał, że w żadnym wypadku nie zamierzają się poddawać. Zaangażowali oni znaczne siły w ofensywę, przez co narażeni byli na szybkie kontrataki rywali. W tych jak ryba w wodzie czuł się Ziółko, który wygrywał większość pojedynków biegowych z zawodnikami Piratów i raz za razem stwarzał zagrożenie pod bramką Morańskiego. Do dwóch goli sprzed przerwy, “Mati” dołożył kolejne cztery, dzięki czemu został bohaterem swojego zespołu. Warto dodać, że jedną z bramek zdobył po strzale...głową, co nie zdarza mu się zbyt często. Piętą achillesową Piratów w tej części gry były błędy przy wyprowadzaniu piłki i niepotrzebne straty, które ułatwiały Bishace zadanie.

B1: Home Broker - Korkociagi.com 7:6

Raport meczowy

Perfekcyjna połowa

To było najprawdopodobniej najlepsze 25 minut, jakie wiosną rozegrały Korkociągi.com. Od pierwszego do ostatniego gwizdka Jacek Gabryś i spółka grali idealnie to, co sobie zaplanowali. Dokładne rozegranie, szybkie kontry, polot, brak problemów w wykończeniu i już po pięciu minutach było 2:0 "do przodu" za sprawą Wojciecha Dębowskiego i Filipa Fanderowskiego. Do tego doszła dyscyplina w bloku obronnym, pewna postawa golkipera, więc na przerwie mieliśmy czyste konto. A że w ataku swoje robili też m.in. Tomasz Gromadzki czy sam kapitan, to pięciobramkowe prowadzenie było bezsprzecznie zasłużone.

Wstrząs

Home Broker musiało wspiąć się na znacznie wyższy pułap, by podjąć jeszcze rywalizację ze znakomitymi oponentami. Do wytężonej walki trzeba było dodać więcej jakości. Tę zaprezentował Jan Bogucki, który początku drugiej części niemal w pojedynkę pociągnął drużynę. W ciągu sześciu minut zaliczył on klasycznego hattricka, zmniejszając straty do dwóch trafień. W 38 minucie drugiego gola zdobył za to Tomasz Gromadzki i mieliśmy 3:6. Wydawało się, że uda się "Białym" odzyskać kontrolę nad meczem. HB jednak nie powiedziało ostatniego słowa...

Trzęsienie ziemi

Po kolejnych 4 minutach wynik zmienił się ponownie, bo po raz czwarty do protokołu wpisał się Bogucki. Tym samym w niego i kolegów jeszcze raz wstąpiła wiara, że jest nadal wiele, jeśli nie wszystko do ugrania. Od razu udowodnił to Tomasz Sumek, dzięki któremu udało się złapać kontakt. Gracze w białych trykotach skupili się zatem na defensywie, próbując ewentualnych szybkich wypadów. Do 49 minuty ta taktyka zdawała egzamin, ale wtedy opór broniących złamał Marcin Kolasa. To mogło tylko zmotywować "Czerwonych", którzy mieli już zamiar tylko przeć do przodu. Na około minutę przed końcem ziścił się scenariusz, będący wcześniej halucynacjami z niedożywienia - Sumek wrzucił granat do piwnicy Korkociągów, co dało jedyne prowadzenie jemu i współpartnerom. Jedyne, ale najważniejsze, bo przeciwnicy nie zdołali już odpowiedzieć w końcowych sekundach, co dało nieprawdopodobne zwycięstwo.

C1: Relaksmisja - Agdosklep.pl 3:1

Raport meczowy

Ważna wygrana

Kto wie, czy stawką tego spotkania nie było trzecie miejsce w Lidze C1 na koniec sezonu. Relaksmisja po raz kolejny zaprezentowała swoje najlepsze oblicze i dość pewnie pokonała bezpośredniego konkurenta do najniższego stopnia podium. Niewykluczone, że Relaksmisja powalczy jeszcze o coś więcej niż brąz. Wiele wyjaśnie zaplanowane na przyszły tydzień starcie z Albatrosem.

Seria trwa

Relaksmisja może się obecnie pochwalić kapitalną serią czterech kolejnych wygranych spotkań. Aż trudno uwierzyć, że eksplozję formy tego zespołu poprzedziły straty punktów w meczach z Vittorią Kraków, Deep Blue czy Rafisem B. Gdyby apogeum formy przyszło nieco wcześniej, to kto wie, czy Relaksmisja nie walczyłaby teraz o mistrzowski tytuł.

Z dala od bramki

Zawodnicy Adgosklepu na brak okazji pod bramką Relaksmisji nie mogli narzekać, jednak w decydujących momentach razili nieskutecznością. Mieli ogromny problem z oddanie strzału w prostokąt bramki, a zdecydowana większość ich uderzeń mijała jej światło z daleka.

C2: Żubry - Olsza Team 2:3

Raport meczowy

Żyjąca ławka

Zawodnicy Olszy Team przebywający na ławce cały czas żyli tym, co się dzieje na boisku. Podpowiadali kolegom z obrony, irytowali się nieudanymi zagraniami w ofensywie, ale też doceniali udane zagrania, których w pierwszej połowie nie brakowało. Raczej niespodziewanie po pierwszej części Olsza prowadziła z walczącymi o medale Żubrami 3:1.

Samo się nie wygra!

W drugiej połowie Żubry rzuciły się do odrabiania strat, ale ich ataki początkowo nie przynosiły efektu. Będący na ławce Damian Lewczyk pokrzykiwał do swoich zawodników: “Więcej strzałów, samo się nie wygra!”. Chwilę po tym Żubry zdobyły gola kontaktowego, ale mimo kolejnych prób, jak i kontrataków Olszy więcej goli w meczu już nie zobaczyliśmy.

Kolejny zwrot

Po piątkowym wysokim zwycięstwie z Shamrockiem mogło się wydawać, że to Żubry są w najlepszej sytuacji w walce o brązowe medale. Tymczasem porażka z broniącą się przed spadkiem Olszą kompliuje nieco kwestie miejsca na podium. Olsza z kolei zrównała się punktami z zajmującą bezpieczną pozycję Ławką Rezerwowych i nadal ma szanase na zachowanie ligowego bytu.

C2: eLCe - Black Hawks 1:3

Raport meczowy

Druga część kluczowa

Skromna przewaga Black Hawks z pierwszej połowy dawała jeszcze eLCe szansę na podjęcie walki. Nadzieje jednak zostały rozwiane wraz z nadejściem drugiej części spotkania, gdzie Black Hawks byli wyraźnie lepsi. Nie tego oczekiwali pretendenci do walki o podium.

Na pocieszenie

Końcowe minuty to spore rozluźnienie w szeregach Black Hawks. Wykorzystali to zawodnicy eLCe, którym w końcu, w 49. minucie udało się pokonać bramkarza rywali. Niewielkie to jednak pocieszenie w obliczu utraty cennych punktów.

Jedni wypadają, drudzy wskakują na podium

Porażka eLCe wiąże się z utratą podium na rzecz... wygranych tego spotkania, czyli Black Hawks. Obie te ekipy mają tyle samo punktów. Razem z nimi kroczy Jala Dreips, które ma do nadrobienia jedno spotkanie, podobnie jak Żubry mające dwa oczka mniej. Szykuje się więc zacięta walka o 3. miejsce w lidze.

C3: Pakerbox.pl - Browanje! 2:5

Raport meczowy

Prowadzenie przez cały mecz

Zawodnicy Pakerboxu byli świadomi tego, że o punkty w tym spotkaniu będzie ciężko. Browanje szybko objęło prowadzenie, żeby potem pewnie kontrolować przebieg meczu. Mimo dochodzenia do głosu rywali, zawodnicy w pomarańczowych strojach do ostatniego gwizdka nie oddali prowadzenia, pewnie zgarniając 3 punkty.

Lewą stroną

Coś przyciągającego musiało być po lewej stronie boiska, że zawodnicy Browanje tak chętnie rozgrywali tamtędy akcje. Towarzyszyła też temu spora skuteczność, ponieważ większość sytuacji bramkowych rozpoczęła się właśnie od lewej strony.

Problemy Pakerboxu

Pakerbox po kolejnej przegranej znajduje się w nie lada kłopotach. Zaledwie punkt dzieli go od strefy spadkowej. Drużyny, które tam się znajdują mają jednak do rozegrania więcej spotkań. Zawodników Pakerboxu czeka więc nerwowa końcówka sezonu.

C3: Pink Bowling - Big Time Kraków 12:1

Raport meczowy

Niełatwa połowa

Pink Bowlig przez pierwszą połowę nie mógł złapać właściwego rytmu gry. Prowadzenie zawodnicy w błękitnych koszulach objęli dopiero po 10 minutach gry, a na przerwę schodzili z wynikiem 2:0, co biorąc pod uwagę ostatnie wyniki Pinków nie było prowadzeniem wysokim.

”Zagrajmy przez bramkarza”

Do tego zachęcała ławka “Pinków” graczy będących na boisku, zwracając uwagę, że bramkrz Marcin Oszczypała dobrze gra nogami. Wykorzystanie bramkarza miało być przydatne także w trakcie gry w osłabieniu po żółtej kartce dla jednego z graczy w błękitnej koszulce.

Pozbawili złudzeń

Jeśli gracze Big TIme w przerwie liczyli na odrobienie strat i jakąś zdobycz punktową, Pink Bowling szybko rozwiało te nadzieje. Już dwie minuty po wznowieniu gry Pinki trafiły po raz trzeci, a w ciągu 10 minut było już 7:0 dla wicelidera Ligi C3. Ta bramkowa seria rozstrzygnęła już losy spotkania. Pink Bowling w dalszej części meczu jeszcze powiększyło przewagę, a Big Time stać było tylko na honorowego gola w końcówce meczu.

C3: Jaglacci Tinderwolves - Żymła Siermięga 3:12

Raport meczowy

Udany początek

Starcie z Jaglacci na pewno nie zapowiadało się dla Żymły na “spacerek”, dlatego dla Siermiężnych ważne było, aby jak najszybciej zyskać przewagę i ułożyć sobie mecz na swoją “modłę”. Pierwszą bramkę Siermiężni zdobyli już w 3. minucie, a autorem trafienia był niezawodny Patryk Marzec. Mecz, w początkowej jego fazie, był bardzo wyrównany, a zawodnicy Jaglacci również mieli swoje okazje, a najlepszą zmarnował Adam Nakielny, który przy stanie 0:1 minimalnie przestrzalił i zamiast do bramki, trafił w słupek.

Odetchnęli

Niedługo po tej sytuacji Żymła w krótkim odstępie czasu strzeliła dwie kolejne bramki, co pozwoliło ekipie Ariela Labzika grać na większym luzie. Żymła miała odtąd kontrolę nad tym, co działo się na boisku i mimo usilnych starać zespół Jaglacci nie był w stanie zbliżyć się do rywali, którzy systematycznie powiększali swoją przewagę.

Nie poddawali się

Zawodnikom Jaglacci należą się słowa uznania za ich postawę w tym meczu. Mimo niekorzystnego wyniku nie zamierzali oni odpuszczać, ambitnie walczyli i sprawiali defensywie Żymły naprawdę sporo problemów. Żymła była jednak w poniedziałkowy wieczór zespołem lepszym, skuteczniejszym, grającym z dużym polotem. Z tak dysponowaną Żymłą Jaglacci Tinderwolves zwyczajnie nie miało szans.

D1: Grand Parade - ZP Tartak 2:7

Raport meczowy

Znowu w sześciu

Kłopoty kadrowe Grand Parade w tym sezonie zdają się nie mieć końca. Ponownie zespół ten musiał rozegrać mecz “gołą” szóstką i w dodatku po raz kolejny bez nominalnego bramkarza. Mimo tych niesprzyjających okoliczności zespół Grand Parade wcale nie zamierzał się kłaść przed faworytem i czekać na najniższy wymiar. Zawodnicy w pomarańczowych koszulkach postawili rywalom twarde warunki i przez większość spotkania byli dla ZP Tartak równorzędnym przeciwnikiem.

Niewykorzystane okazje

Biorąc pod uwagę to, co zostało już wcześniej napisane nie może dziwić fakt, że to gracze ZP Tartak byli stroną przeważającą i dyktującą warunki w tym spotkaniu. Ich zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe, gdyby pod bramką Grand Parade wykazali więcej zimnej krwi i zamiast strzelać w bramkarza lub obok bramki, trafiali do siatki. Na wygraną 7:2 z całą pewnością nie będą jednak narzekać.

Odgryzali się

Gra w sześciu nie sprzyja rzecz jasna grze ofensywnej. Drużyna grająca bez zmienników zwykle koncentruje się przede wszystkim na zabezpiecznu tyłów. Nie inaczej było również w przypadku Grand Parade. Zespół starał się przede wszystkim dobrze zorganizować w defensywie, ale od czas do czasu urządzał sobie wycieczki na połowę ZP Tartak. A kiedy już do tego dochodziło, to obrona i bramkarz rywali musieli się mieć na baczności. “Pomarańczowi” zdobyli co prawda “tylko” dwie bramki, ale przy odrobinie szczęścia mogli osiągnąć jeszcze lepszy rezultat.

D1: Soley - UBS Kraków 10:3

Raport meczowy

Zagubieni

Do tajemniczego zdarzenia doszło w poniedziałek, 28 maja 2018 roku w okolicach ulicy Ptaszyckiego na krakowskiej Nowej Hucie. O godzinie 19:43 czasu lokalnego, sześcioosobowa grupa zawodników UBS Kraków jednocześnie zniknęła z murawy sztucznego boiska piłkarskiego na Suchych Stawach. Okoliczności tej sprawy pozostają na razie niewyjaśnione i rodzą szereg pytań. Z zagadkowego zaginięcia skorzystali gracze Soley, strzelając pięć bramek w pięć minut. Po tym krótkotrwałym okresie rywale znów pojawili się na polu gry, ale nie byli w stanie odpowiedzieć, gdzie znajdowali się i co robili podczas tej strzelaniny. Prowadzący odmówili skomentowania tych wydarzeń..

Wyjście z traumy

Całą pierwszą połowę ekipa UBS-u próbowała wyswobodzić się "powypadkowego" szoku, chcąc wreszcie zacząć sensownie kopać piłkę. Najpierw udało się to defensywie, która przed przerwą dała się zaskoczyć już jedynie Arturowi Boryniowi. Dłużej zajęło to formacji ofensywnej, ale i to zakończyło się sukcesem zaraz na starcie drugiej odsłony, kiedy Piotra Kowalika pokonał Marcin Janeczko.

Normalna rywalizacja

Drugie 25 minut wyglądało już znacząco lepiej. Wyraźnie prowadzący liderzy może i nie chcieli forsować tempa, ale przeciwnicy zaczęli wyraźniej straszyć, reperując swój dorobek. Ostatecznie stanął on na trzech trafieniach, a połowę, którą Soley wygrali 4:3 można - delikatnie naciągając - nazwać wyrównaną. Zwycięzcy umocnili się na czele, z kolei pokonani i tak mają niezagrożoną pozycję w środku zestawienia.

D2: FC Agudas de los Toros - 7 Up 5:7

Raport meczowy

Osłabieni

Zespół 7 Up musiał sobie w starciu z “Ostrymi Bykami” radzić bez dwóch swoich czołowych postaci. W składzie zabrakło bowiem Rafała Raczyńskiego oraz najlepszego strzelca Pawła Mirończuka. Bez nich drużynie na pewno grało się gorzej, ale w rolę lidera wcielił się tym razem Piotr Raczyński, który cały mecz dyrygował grą 7 Up. Dzielnie pomagała mu przede wszystkim Tomasz Wiesner, który zaliczył jeden ze swoich najlepszych występów w trwających rozgrywkach.

Wyrównany mecz

Starcie FC Agudas de los Toros z 7 Upem stało na wysokim poziomie i przyniosło sporą dawkę emocji. Obie drużyny grały odważnie, były usposobione bardzo ofensywnie, przez co nie brakowało okazji pod jedną i drugą bramką. Tempo spotkania przez całe 50 minut było bardzo wysokie i z całą pewnością mogło się podobać. Żadnej z rywalizujących stron nie udało się co prawda na dłużej przejąć inicjatywy, ale trzeba przyznać, że nieco bardziej konkretny w swoich poczynaniach była zwycięska ekipa 7 Up.

Przewrócona bramka

W 6. minucie meczu doszło do niezwykle rzadko spotykanej sytuacji. Michał Kopczyński z 7 Up przejął piłkę w okolicach środka boiska i pognał z nią w kierunku pola karnego rywali. Cały czas miał jednego z przeciwników “na plecach”, dlatego miał trochę prolblemów ze strzeleniem bramki. Po umieszczeniu piłki w siatce Kopczyński, oraz goniący go obrońca, nie zdąrzyli wyhamować i z całym impetem wpadli do bramki, która zadrżała, by po chwili się przewrócić i uwięzić defensowa FC Agudas. Na szczęście z tej groźnie wyglądającej sytuacji wszyscy wyszli bez szwanku.

D3: NEMBUD - Lepianka Troglodyty 8:3

Raport meczowy

Pierwsza akcja

Choć Lepianka do meczu przystępowała na luzie zdając sobie sprawę, że strata do NEMBUDu jest znaczna i to on jest faworytem meczu, to nie przeszkodziło to w objęciu prowadzenia już w pierwszej akcji meczu. NEMBUD szybko więc musiał odrabiać straty, ale jego pierwsze ataki były skutecznie stopowane przez ofiarnie grających obrońców Lepianki.

Kroczyli po wygraną

Obrona Lepianki przez NEMBUD została złamana jednak stosunkowo szybko, bo już w 8 minucie padło wyrównanie. Od tego momentu zawodnicy w żółtych koszulkach pewnie kroczyli po wygraną, systematycznie powiększając przewagę i nie dając zbliżyć się rywalom. Ostatecznie mecz zakończył się 5-bramkową wygraną faworyta.

Sytuacja klarowna

Porażka Lepianki sprawia, że sytuacja na szczycie tabeli robi się dość klarowna. Wszystko wskazuje bowiem na to, że medale rozdzielą między sobą ekipy Kadry GAP, SkillsMedu oraz właśnie NEMBUDu, ale Lepiance pozostanie walka z Victorią o 4 lokatę.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

 Oficjalny typer: Sponsor techniczny:
Betdudes.com - bet for fun Risum - sport w modnym stylu