Udane lądowanie w FLS, cztery czyste konta

W środę na boiskach KS Nadwiślan aż czterem zespołom udało się zachować czyste konto. W świetnym stylu z FLSem przywitała się ekipa Kraków Airport, która w Lidze D1 nie pozostawiła złudzeń ekipie GSBK, ogrywając ją 14:0. Natomiast w jedynym meczu Ligi D2 KS Augustyn przegrał w niespodziewanym stylu z ekipą Nowej Elektro. Do zera wygrały też Pompy, które w Lidze B2 nie bez problemów rozprawiły się z defensywą Tubylców. W innym, określanym mianem hitu, starciu Ligi B2 - Relaksmisja ograła Amadeus pokazując, że nadal pozostaje w wiosennym gazie. W Lidze B1 bardzo zacięty mecz zafundowały nam też drużyny Radki i Piometu, ale ostatecznie lepszy okazał się ten drugi z zespołów.

Co się wydarzyło?

W Lidze B1 byliśmy świadkami tylko jednego pojedynku, w którym wystąpiły Radka i Piomet. Jedni i drudzy poprzedni sezon skończyli w środku tabeli, dlatego spotkanie nie miało wyraźnego faworyta. Od początku widać było, że mecz będzie stał na wyrównanym poziomie, a pierwsza - grana gol za gol, akcja za akcję - połowa, zakończona remisem 2:2, tylko potwierdziła te przypuszczenia. W drugiej odsłonie obraz gry praktycznie się nie zmienił. Jedni i drudzy nadal dążyli do zdobycia bramki, która mogłaby wysunąć ich na prowadzenie. Sztuka ta udała się Piometowi, który dzięki dwóm szybkim trafieniom mógł złapać chwilę oddechu w tym momentami bardzo nerwowym meczu. Radka do końca próbowała odwrócić losy tego spotkania, jednak zdążyła tylko zdobyć gola kontaktowego, który okazał się być golem na otarcie łez. Na wyrównanie nie starczyło bowiem czasu. Ostatecznie to bardzo ciekawe spotkanie, w którym wynik cały czas pozostawał sprawą otwartą, zwyciężył Piomet. Radka nie ma się jednak czego wstydzić, ponieważ zostawiła na boisku bardzo dużo zdrowia i przy odrobinie szczęścia mogła zakończyć ten mecz ze zdobyczą punktową.

Najwięcej swoich przedstawicieli w środowy wieczór miała Liga B2, w ramach której rozegrano aż 3 spotkania. Jako pierwsi na murawie zameldowali się zawodnicy Krupińskiego Pomp i Tubylców. Więcej szans przed tym spotkaniem dawano zespołowi KP, który ma trochę więcej doświadczenia niż będący beniaminkiem rywal. Tubylcy jednak postawili bardzo trudne warunki, ponieważ zagrali w stylu, do jakiego zdążyli już nas przyzwyczaić - bardzo szczelnie z tyłu i w ataku z kontry. Pompy długo nie potrafiły przedrzeć się przez dobrze przesuwającą się obronę rywali, która po raz pierwszy skapitulowała dopiero na minutę przed przerwą. Mający duży potencjał ofensywny zespół KP grał dynamicznie i co mu się rzadko zdarza - przy dobrym zabezpieczeniu tyłów. Inna sprawa, że gracze Filemonowicza podeszli do rywala chyba ze zbyt dużym respektem, przez co nie niepokoili zbyt często defensywy Pomp. Zwycięzcy strzelili w tym meczu trzy gole, nie tracąc przy tym ani jednego. To ich pierwsze czyste konto od sezonu Wiosna 2018. Tubylcy zapłacili “frycowe” i jeśli znajdą sposób na poprawę gry w ofensywie, będą mogli zadomowić się na szczeblu B na dłużej. O 20 nadszedł czas na hitowo zapowiadający się mecz pomiędzy Amadeusem i Relaksmisją, czyli zespołami, które w zeszłym sezonie do końca biły się o awans do elity. Jak się można było spodziewać - oba zespoły stworzyły świetne widowisko, które bardzo przyjemnie się oglądało. Żywy mecz przyniósł w pierwszej połowie tylko jednego gola, który pozwolił objąć prowadzenie zespołowi Mirona Mierzyńskiego. W drugą połowę lepiej wszedł jednak Amadeus, który kilka minut po jej rozpoczęciu zmienił na prowadzeniu swojego przeciwnika. Dobrą reakcją popisał się jednak trzeci zespół ubiegłego sezonu i nie czekając nawet minuty - wyrównał stan gry. Dodatkowych emocji przyniosła jeszcze końcówka, w której z powrotem wynik musiał gonić zespół Tryki, ale Relaksmisja wyszła z tej szarży obronną ręką. Lepszy początek sezonu w wykonaniu graczy Mierzyńskiego, którzy dają sygnał, że nadal są w bardzo dobrej formie. Na zakończenie środowych zmagań w Lidze B2 Comarch spotkał się z wracającym na drugi szczebel rozgrywkowy Aptivem. Zapowiedzi przedmeczowe wskazywały na zacięte spotkanie, w którym szanse rozkładały się 50 na 50, ale już w 1. minucie meczu na prowadzenie wyszedł zespół Marcina Kosia. Comarch starał się nie zrażać słabym początkiem i ruszył do ataku. Nadziei dodała mu czerwona kartka gracza Aptivu, która poprzedziła wyrównującego gola uzyskanego bezpośrednio z rzutu wolnego. Grający w osłabieniu Aptiv poradził sobie jednak z mało zorganizowanym naporem przeciwnika i jeszcze przed przerwą z powrotem wyszedł na prowadzenie, które zostało powiększone tuż po po niej. W drugiej połowie Comarchowi brakowało werwy i dokładności, przez co nie-nominalny bramkarz Aptivu przez długi czas nie czuł się zagrożony. Najwięcej działo się w ostatnich 10 minutach meczu, w których padło większość goli tego spotkania. Strzelali wówczas i jedni i drudzy, co ostatecznie poskutkowało pewnym zwycięstwem beniaminka. Comarch sezon zaczyna od porażki.

Dwa spotkania zaplanowano natomiast w Lidze C1, w której jako pierwsi wystąpili gracze faworyzowanej Bandy Pycholi i debiutującej na trzecim szczeblu Krakoskiej Piłki. Będący w czołówce zeszłego sezonu Pychole bardzo szybko rozpoczęli strzelanie, od razu ustawiając to spotkanie pod siebie. Beniaminek z Krakoskiej pozostawał nieco apatyczny i pozwalał swoim rywalom spokojnie konstruować atak pozycyjny. Jednobramkowe prowadzenie utrzymywało się długo, ale indywidualne błędy pozwoliły na zwiększenie dystansu do trzech goli - na krótko przed przerwą. W drugiej połowie ekipa Kopczyńskiego nadal nie miała pomysłu na grających z młodzieńczym wigorem rywali. Skończyło się pewnym zwycięstwem Bandy, które przyszło łatwiej niż typowaliśmy. Dla Krakoskiej były to “pierwsze śliwki robaczywki” na poziomie C. W drugim z pojedynków tej Ligi solidne ABB mierzyło się z egzotyczną paczką z Wakandy. To właśnie zespół w czarnych strojach podszedł do tego spotkania w roli faworyta, ale od początku widać było, że nie jest to jego dzień. Chaotycznie atakującej Wakandzie nie pomagała bardzo duża dyscyplina taktyczna ABB. Zespół Marcina Czyżowskiego perfekcyjnie zorganizował swoje szyki obronne, co tylko powodowało narastającą frustrację zawodników FC. Indywidualne podrygi zawodników faworyta również mało wnosiły do gry. Nieco lepiej pod bramką przeciwnika spisywała się natomiast ekipa w szarych strojach, która atakowała głównie z kontry. Mecz przyniósł jednak tylko jednego gola, dzięki któremu ABB wygrało i rozpoczęło kolejny sezon z uśmiechem na twarzach swoich zawodników. Chcąc myśleć o czołowych lokatach, Wakanda musi popracować nad skutecznością.

Również dwa mecze zostały rozegrane w Lidze D1, w której najpierw BTCH stanęło w szranki z zaliczającymi drugi z rzędu spadek Jaglacci. To właśnie gracze Tinderwolves mieli wykorzystać swoje doświadczenie zdobyte na wyższym szczeblu i pewnie pokonać swojego przeciwnika. Grający na fioletowo zawodnicy Jakuba Wilczyńskiego od początku ruszyli po swoje i bardzo szybko osiągnęli czterobramkową przeawagę, dzięki której poczuli się jeszcze pewniej. Na grających bardzo szybko i kombinacyjnie “Jaglaków” sposobu nie umiało znaleźć BTCH, które ani w pierwszej, ani w drugiej połowie nawet nie zbliżyło się do wyrównania stanu gry. Zasłużone trzy punkty wędrują więc do spadkowicza, który udowodnił w środę, że Liga D ma być dla niego tylko jednosezonowym przystankiem w drodze powrotnej do Ligi C. W drugim z meczów debiutujący zespół Kraków Airport spotkał się z GSBK, które chce zmazać nie najlepsze wrażenie pozostawione po sezonie wiosennym. Jeszcze przed meczem było jednak bardzo prawdopodobne, że podopieczni Sajdaka będą mieli arcytrudną przeprawę i tak też się stało. GSBK co prawda przez kilka minut dzielnie stawiało opór mocnej ekipie KA, ale gdy tylko minęły pierwsze emocje związane z debiutem, “Lotnicy” rozpoczęli koncert. Każda kolejna minuta przynosiła im coraz większą przewagę, która dokumentowana była kolejnymi golami. Bezlitośnie konsekwentni gracze w białych strojach strzelanie zakończyli na 14 golach. GSBK nie miało w środę argumentów, którymi mogłoby się przeciwstawić mającemu duże ambicje przeciwnikowi. Dwucyfrówka na starcie sezonu przypomniała podopiecznym Sajdaka o bolesnych doświadczeniach z wiosny.

Tylko jedno spotkanie miało miejsce w Lidze D2. KS Augustyn witał sezon meczem przeciwko - mającej już za sobą swoje pierwsze FLSowe doświadczenia - Nowej Elektro. Z racji większego ogrania - na cichego faworyta tego meczu wytypowany został zespół w fioletowych koszulkach. Jak się okazało, typ ten był zupełnie nietrafiony, ponieważ KS bez jednego ze swoich liderów - Adama Sosnowskiego, nie umiał znaleźć sposobu na bramkarza drużyny przeciwnej. Nowa za to przypominała w środę zespół z końcówki ubiegłego sezonu, kiedy to imponowała skutecznością i systematycznie gromadziła punkty dające jej ostatecznie utrzymanie. Jej dobra organizacja gry obronnej i ładny styl w ofensywie rozmontowały w środę zespół rywali, który nie umiał się odgryźć. Wynik 5:0 mówi sam za siebie, a dzięki niemu Czajkowski i spółka awansowali na pozycję lidera Ligi D2. Augustyn w środę “spalił się w blokach” i na swoje pierwsze punkty musi jeszcze poczekać.

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: brak gola Wakandy w meczu z ABB.
  • Najlepszy debiut: Kraków Airport, które wysoko pokonało GSBK.

Ciekawostki

  • Zwycięstwo Pomp nad Tubylcami było ich pierwszym od sezonu Wiosna 2018 zwycięstwem do zera.
  • W swoim drugim sezonie w FLS pierwsze w historii czyste konto zachował zespół Nowej-Elektro Squadu, który pewnie pokonał Augustyn.
  • Mecz z ABB był dla Wakandy pierwszym meczem w jej historii bez strzelonego gola.
  • Paweł Tryka z Amadeusa rozegrał przeciwko Relaksmisji swój 150 mecz.
Last modified on czwartek, 22 sierpień 2019 16:04
(0 votes)