Alliance najlepsze w D2, Relaksmisja i Albero Meble z medalami

W czwartkowy wieczór poznaliśmy ostatniego mistrza FLS w sezonie wiosennym. Po bardzo trudnym meczu zespół Alliance pokonać NZS UEK FC i sięgnął po złoto. Z kolei brąz w Lidze B2 wywalczyła Relaksmisja, która pokonała Inter Kraków, co przesądziło o spadku drugiej z ekip do niższej ligi. W Lidze E2 Albero Meble ograły Wściekłe Psy, dzięki czemu sięgnęły po tytuł wicemistrzowski. Warte odnotowania są wygrane Bandy Pycholi z Aptivem, FC Admind z Hutniczkiem oraz Silicon Creations ze Starymi Wilkami.

Co się wydarzyło?

Bardzo interesujący i emocjonujący przebieg miało pierwszej starcie czwartku w Lidze B1, czyli Radki z Korkociagami. Już sam początek spotkania pokazał, że będzie w nim się sporo działo. W pierwszych dziesięciu minutach obejrzeliśmy cztery gole, po dwie dla każdej ze stron. W kolejnych minutach nieznaczną przewagę osiągnęła Radka, która częściej gościła na połowie swoich rywali. Z jej ataków długo nic jednak nie wynikało. Bramkę na 3:2 udało się bowiem strzelić dopiero w 19. minucie. Radość z wyjścia na prowadzenie nie trwała jednak długo, ponieważ już po niespełna 120 sekundach ponownie był remis. Jednak i ten stan nie potrwał długo, ponieważ już w następnej akcji gracze Radki zdobyli gola na 4:3, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część zmagań dołożyli kolejne trafienie. Korkociagi nie odstawały jakoś specjalnie od swoich przeciwników, ale w ataku brakowało im dokładności, a w najważniejszych momentach “zimnej głowy”. Po zmianie stron Radka w pełni kontrolowała przebieg meczu, nie pozwalając Korkociagom na rozwinięcie skrzydeł. W tej części gry obie ekipy zdobyły już tylko po jednej bramce i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 6:4 dla Radki, która zakończyła sezon na ósmej pozycji. Dwie lokaty wyżej od Korkociagów. Spotkaniem kończącym sezon wiosenny w Lidze B1 był pojedynek Kalinexu z KPPNem. Mecz dla drugiej z wymienionych ekip rozpoczął się w najgorszy możliwy sposób. “Byki” już w jednej z pierwszych akcji wyszły bowiem na prowadzenie. W ciągu następnych pięciu minut dołożyły dwa kolejne trafienie i zanim rywalizacja na dobre się rozpoczęła obie ekipy dzielił już dystans trzech goli. Powstałe na samym początku straty okazały się dla zawodników KPPNu już nie odrobienia. W ogóle KPPN nie zaliczy tego meczu do udanych. Dał się zdominować rywalom, miał kłopoty z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy, w jego grze dużo było niedokładności, a z biegiem czasu także wzajemnych pretensji. Już po frekwencji widać było, że Kalinexowi bardzo zależy, aby zmagania zakończyć zwycięstwem, ale przede wszystkim w końcu zagrać swoje. Zespół ten zagrał bardzo mądrze taktycznie, a każdy zawodnik dokładnie wiedział co ma robić. Sporo było ładnych, składnych, drużynowych akcji. Również defensywa spisywała się bez zarzutu, co w efekcie dało szóstą wygraną w sezonie, która pozwoliła zachować miejsce w górnej połówce tabeli.

W pierwszym z dwóch meczów Ligi B2 Inter Kraków przez długi czas rywalizował jak równy z równym z walczącą o brąz Relaksmisją. Widać było, że zawodnicy tej drużyny za wszelką cenę chcą zwyciężyć i uniknąć degradacji. Rywale szybko zorientowali się, że nie będzie to łatwa przeprawa i w związku tym postawili na swój znak firmowy, czyli doskonałą organizację gry w defensywie. Nieustające ataki Interu w większości rozbijały się o szczelny mur postawiony w okolicach pola karnego Relaksmisji. Mimo wszystko emocje towarzyszyły zmaganion obu ekip praktycznie do samego końca. Skończyły się one tak na dobrą sprawę dopiero w 45. minucie, kiedy to Relaksmisja zdobyła gola na 4:2. Wydarzenie to ewidentnie podcięło skrzydła Interowi, którego gra kompletnie się posypała. Relaksmisji udało się jeszcze strzelić dwie bramki, czym przypieczętowany został sukces, za jaki niewątpliwie trzeba uznać wywalczenie miejsca na najniższym stopniu podium. W ostatnim meczu Ligi B2 Weldbud zagrał z Czyżynami jedno z najlepszych spotkań w sezonie. Zespół ten zagrał przede wszystkim uważnie w obronie, dzięki czemu udało mu się zneutralizować poczynania rywali. Z przodu natomiast klasą sam dla siebie był Marek Rapacz, który zdobył aż pięć bramek. Dzielnie sekundował mu Kasjusz Piwowarczyk, który piłkę w siatce Czyżyn umieścił co prawda tylko raz, ale swoją obecnością i mobilnością nieustannie absorbował uwagę defensorów drużyny przeciwnej. Mecz ten był bardzo szybki, stał na wysokim poziomie, padło w nim wiele bramek, a jeszcze więcej mogliśmy obejrzeć ładnych akcji. Czyżyny starały się spokojnie rozgrywać piłkę, ale rywale często decydowali się na grę pressingiem, czym wymuszali na przeciwnikach błędy. Mimo wszystko długo końcowy wynik pozostawał sprawą otwartą. Czyżynom na kwadrans przed końcem udało się nawet doprowadzić do stanu 5:5, jednak końcowe minuty upłynęły już pod dyktando Weldbudu, który strzelił trzy bramki i ostatecznie zwyciężył 8:5. Dzięki dobrej drugiej części sezonu zakończył zmagania na wysokim szóstym miejscu.

Na pewno aż tak jednostronnego pojedynku nie mogliśmy się spodziewać w pierwszym meczu czwartku w Lidze C1. Grający tylko w sześcioosobowym składzie Aptiv wysoko uległ Bandzie Pycholi, która od początku tego spotkania pokazała bardzo dobrą organizację gry i duże zaangażowanie. “Pomarańczowi” z dobrym skutkiem próbowali koronkowych zagrań, którymi co chwilę rozmontowywali defensywę wicemistrza. Aptiv miał za to duży problem z przedostaniem się pod bramkę rywala. Brakowało mu siły przebicia i dokładności. „Pychole” byli w czwartek bezlitośni i co rusz dokładali kolejne trafienia, coraz bardziej układając ten mecz pod siebie. Do przerwy ekipa BP prowadziła aż 8:0 i było jasne, że nawet tak dobry zespół jakim jest ekipa Marcina Kosia, nie będzie w stanie już podnieść się z desek. Jedynie początek drugiej połowy był w wykonaniu Aptivu nieco lepszy, ale na jego dwa szybkie gole, twardo odpowiedziała Banda. Gracze Wojdaka mieli przewagę absolutną i dokumentowali ją kolejnymi trafieniami. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 14:3 dla Bandy, ale nie zmieniło to układu tabeli. Aptiv wicemistrzem Ligi C1, a Banda Pycholi kończy na 5. miejscu. Zamknięciem sezonu w Lidze C1 był mecz Różowych Panter z Kadrą GAP. Faworytem tego pojedynku byli oczywiście gracze z UEKu, którym wiosną niewiele zabrakło do zdobycia medalu. Pantery natomiast były już pogodzone ze spadkiem do niższej klasy rozgrywkowej. Nie mając nic do stracenia, od początku meczu oba zespoły postanowiły stworzyć bardzo ofensywne widowisko, które przebiegało akcja za akcję, gol za gol. Przez prawie całą pierwszą połowę panował stykowy wynik. Dopiero tuż przed przerwą skuteczniej zagrała Kadra, która odjechała swojemu rywalowi na 3 gole. Na drugą połowę Pantery wyszły z bardzo wysoko grającym bramkarzem, w którego rolę - z przymusu - wcielił się w czwartek kapitan zespołu Piotr Mikołajczyk. Mając bezpieczną przewagę, Kadra nieco się wycofała i pozwoliła “wystrzelać” się swojemu przeciwnikowi w różowych koszulkach. Mimo większego posiadania piłki, gracze spadkowicza nie potrafili skutecznie zagrozić bramce przeciwnika. Nie opłaciła mu się również ryzykowna gra, ponieważ odkryty zespół regularnie tracił kolejne gole po udanych kontrach Kadry. Mądra gra “Akademików” przyniosła im zwycięstwo na zakończenie sezonu i ostatecznie 4. pozycję w tabeli. Różowe Pantery notują natomiast drugi spadek z rzędu.

W pierwszym spotkaniu rozegranym w Lidze C2 problemów z pokonaniem Chłopów nie miała C.F. VilaNova. Przed startem zawodów miało miejsce wręczenie Tomaszowi Marczakowi z Chłopów pamiątkowej tablicy z okazji rozegrania niedawno setnego meczu w Futbolowej Lidze Szóstek, którą przygotowali koledzy z drużyny oraz licznie zgromadzeni w czwartkowy wieczór sympatycy CCKS. Od początku mecz był bardzo dynamiczny, prowadzony w szybkim tempie i na pewno mógł się podobać. Gracze VilaNovy grali przede wszystkim atakiem pozycyjnym, cierpliwie i składnie przeprowadzając kolejne akcje. Mieli jednak pewne problemy z dojściem w okolice pola karnego Chłopów, stąd duża liczba strzałów z dystansu. Do przerwy VilaNova prowadziła aż 4:0. Chłopy nie potrafiły przebić się przez mur obronny rywali i rzadko zmuszali Daniela Chiricę do interwencji. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. W dalszym ciągu to faworyt był stroną prowadzącą grę i stopniowo powiększał swoją przewagę. Ambitnie walczące Chłopy zdołały strzelić w końcówce bramkę honorową, co wywołało aplauz przybyłych kibiców. Wynik końcowy 7:1 nie pozostawia złudzeń co do tego, który zespół był lepszy. Dość spokojną rywalizacją zakończyły się wiosenne zmagania w Lidze C2, w której Porta spotkała się ze zdegradowanym BiegunSportem. Początek tego meczu należał do Bieguna, który po 13 minutach prowadził już dwoma bramkami. Dzięki korzystnemu wynikowi “Granatowi” mogli spokojnie kontrolować przebieg meczu. Swoją małą aktywnością i duża niecelnością pomagali im w tym grający w sześciu zawodnicy Porty, którzy w pierwszej połowie niespecjalnie zagrozili bramce przeciwnika. Dopiero druga połowa przyniosła zmianę obrazu gry. Wyżej notowany zespół zaatakował, stawiając wszystko na jedną kartę. BiegunSport natomiast - ze spokojem przyjął zespół rywali na swojej połowie, czekając na możliwość skontrowania. Wzmożone ataki Porty opłaciły się, ponieważ udało jej się doprowadzić do wyrównania. Sprawnie zareagowali jednak zawodnicy Kamila Stepaniaka, których dwa gole, ponownie przywróciły im nadzieje na godne pożegnanie ze szczeblem C. Gracze Porty do końca próbowali powalczyć o wyrównanie, ale ich wysiłki okazały się bezskuteczne. Trzy punkty na pożegnanie z Ligą C powędrowały do BiegunSportu.

Na zakończenie sezonu w Lidze D1 odbyło się tylko jedno spotkanie. Naprzeciwko siebie stanęły zespoły Calcio&Birra i Whisky z Colą. Skutecznym początkiem wykazali się gracze Adriana Pompy, którzy grali szybciej i dokładniej, dzięki czemu po 13 minutach mieli na koncie dwubramkowe prowadzenie. Taki obrót spraw nie załamał Calcio, które podkręciło obroty i szybko doprowadziło do wyrównania. Whisky jeszcze przed przerwą udokumentowało jednak swoją nieznaczną przewagę trzecim trafieniem, dzięki któremu ponownie zyskało jednobramkową zaliczkę. Po przerwie WzC szybko podwyższyło swoje prowadzenie i można było przypuszczać, że jest ono na najlepszej drodze do pierwszego zwycięstwa od 3 meczów. W decydujących momentach brakowało mu jednak skuteczności, która potrzebna była do postawienia “kropki nad i”. Z nieudolności rywala skrzętnie skorzystali za to “Włosi”, którzy ponownie zebrali się w sobie i doprowadzili do remisu. Ostatnie fragmenty gry to naciski z obu stron, które zamienione zostały na gola dla jednych i drugich. Koniec końców - mecz zakończył się podziałem punktów - z nieśmiałym wskazaniem na Whisky, które przez większość czasu było stroną aktywniejszą.

Dwa równolegle toczone pojedynki czekały nas na zakończenie wiosennego sezonu w Lidze D2. W pierwszym z nich Alliance - o zwycięstwo dające mu mistrzostwo - zagrało z NZSem UEK. Na pewno nie takiego początku meczu spodziewali się gracze Alliance. Rywale wybiegli na murawę bardzo zmotywowani, ruszyli do ataku i już w 5. minucie wyszli na prowadzenie. Wcale nie zamierzali jednak na tym poprzestać, czy niewątpliwie zaskoczyli drużynę przeciwną. Praktycznie przez całą pierwszą połowę spotkanie miało bardzo wyrównany przebieg, a gra toczyła się akcja za akcję. W samej końcówce nieco więcej z gry miał zespół Alliance, który jednak długo nie mógł znaleźć sposobu na pokonanie Jana Maślanki. W dodatku na kilka chwil przed końcem pierwszej odsłony faworyt stracił drugiego gola. Sędzia pozwolił jeszcze wznowić grę i Alliance zdołało w ostatniej akcji tej części gry wcisnąć bramkę kontaktową. Niewątpliwie dodało to skrzydeł, ponieważ początek drugiej połowy to nieustający atak tej drużyny. Defensywa NZS powoli zaczęła się sypać i w 34. minucie zespół ten przegrywał już 2:4. Na pięć minut przed końcem potrzebujący do utrzymania remisu “Akademicy” zdołali strzelić na 3:4, ale rywale w niedługim czasie odpowiedzieli aż trzema trafieniami i po końcowym gwizdku mogli świętować tytuł mistrzowski w Lidze D1. W toczonym równolegle spotkaniu zdegradowana już Adrenalina mierzyła się z chcącym się jeszcze utrzymać Black Label. Spotkanie lepiej zaczęli gracze Label, którym pierwszy gol dawał nadzieję na zwycięstwo i uniknięcie spadku. Po kilku minutach bezpośrednio z rzutu wolnego wyrównała jednak Adrenalina i do końca pierwszej połowy widowisko pozostało wyrównane. Po pierwszych 25 minutach - toczonych w dość wakacyjnym tempie, przyszła druga połowa, która była już zupełnia inna od pierwszej. Zespoły zaczęły odważniej atakować i mecz powoli robił się coraz bardziej zacięty. Ponownie na prowadzenie wyszli zawodnicy w czarnych strojach, ale spotkali się z błyskawiczną odpowiedzią przeciwników. Ładnym trafieniem popisał się Kamil Ożóg, który z dalszej odległości zaskoczył Rafała Woźnicę. Chwilę później kolejnego gola dołożył Ożóg i w szeregach przegrywającego Label w szybkim tempie potęgowało się napięcie. Rosnąca nerwowość nie sprzyjała dobrej grze i znowu do siatki trafiła Adrenalina, która prowadziła już 4:2 i nie zamierzała się zatrzymywać. Zapędy graczy OSK próbował jeszcze swoim golem powstrzymać Patryk Micyk, ale ostatecznie na 8 minut przed końcem Kamil Ożóg skompletował hat-tricka i pozbawił przeciwników złudzeń. Mimo walecznej końcówki, czasami bardzo ostrej, gracze Black Label przegrali kolejne spotkanie i w przyszłym sezonie - podobnie jak jego czwartkowi rywale - zagrają w Lidze E.

Na zakończenie wiosennych zmagań w Lidze E1 rozegrany został tylko jeden mecz. Rękawice skrzyżowali w nim gracze Admindu i Hutniczka. Jedni i drudzy grali już tylko o spokojny koniec sezonu. Brak paraliżującej stawki tego meczu sprowokował oba zespoły do bardzo otwartej gry. Szybko rozpoczął Admind, który w pierwszej połowie prezentował w swoich poczynaniach naprawdę dużo polotu. Pierwsze 13 minut i jego dwa gole ustaliły wynik pierwszej części gry. Co prawda po stracie dwóch bramek Hutniczek zrobił się nieco aktywniejszy, ale nie potrafił stworzyć sobie czegoś klarownego. Nie pomagał mu z pewnością brak zmian i dobrze funkcjonująca obrona Admindu. Po zmianie stron gracze FC szybko podwyższyli swoje prowadzenie i wydawało się, że pewnie dowiozą korzystny rezultat. Gracze Tybury postanowili jednak do końca zagrać o dobry wynik i ich ambicja przyniosła im dwie szybkie bramki. Nie miały one jednak większego znaczenia, ponieważ lepszy z przebiegu tego spotkania Admind - szybko się zreflektował i zwiększył jeszcze swoją przewagę. Pozbawiony argumentów Hutniczek zdołał tylko złagodzić wymiar "kary", trafiając w ostatniej minucie po raz trzeci. Ostatecznie Admind kończy sezon z dwoma zwycięstwami na koncie, dość niespodziewanie pokonując w czwartek graczy Hutniczka.

W Lidze E2 na koniec sezonu zagrano trzy spotkania. W pierwszym z nich Albero Meble spotkało się ze Wściekłymi Psami. Gracze Albero Mebli rozegrali doskonały mecz pod względem taktycznym. Przede wszystkim zagęścili środek pola oraz grali bardzo uważnie w defensywie. Jedynie sporadycznie dopuszczali rywali w okolica własnego pola karnego, chociaż gol otwierający wynik spotkania był autorstwa Kamila Jędrzejczyka z Wściekłych Psów. Dla niego oraz kolegów były to jednak miłe złego początki. Wszystko za sprawą Łukasza Wołczyka, który postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Wspierany przez kolegów w kilka minut ustrzelił klasycznego hattricka, chociaż zdobycie trzeciej bramki okupił kontuzją. Mimo to postanowił wesprzeć drużynę w drugiej połowie. I wyszło mu to znakomicie. Może nie pomagał w obronie, ale robił różnicę w ataku. Mimo urazu dołożył czwartego gola oraz zaliczył asystę. Wściekłe Psy poza dobrym pierwszym kwadransem spotkania grały bez pomysłu, w ich grze dużo było niedokładności. Ogromny problem stanowiło sforsowanie dobrze zorganizowanej obrony Mebli, a jeśli już do tego doszło to na drodze stawał świetnie dysponowany między słupkami Krzysztof Szot, który przed meczem został zgłoszony jako joker. Albero zwyciężyło w pełni zasłużenie i po końcowym gwizdku zespół ten mógł cieszyć się z wywalczenia srebrnego medalu oraz awansu na wyższy szczebel rozgrywkowy. Drugi z meczów był bardzo udanym zakończeniem sezonu dla graczy Silicon Creations. Od pierwszej do ostatniej minuty dość niespodziewanie zdominowali swoich rywali, dyktując warunki gry. Silicon miał jasno sprecyzowany plan na ten mecz, który konsekwentnie realizował. Składne, szybkie akcje, dobra gra w defensywie i ładne gole. Takie wydanie tej drużyny chcielibyśmy oglądać znacznie częściej. Wszyscy obecni na meczu żyli nim, rezerwowi nieustannie podpowiadali kolegom obecnym na murawie. Stare Wilki często były bezradne, zamknięte na własnej połowie. Zawodnicy tego zespołu popełniali dużo niewymuszonych błędów, szwankowała między nimi komunikacja, notowali sporo strat. Nic więc dziwnego, że nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z tak dobrze dysponowanym Siliconem, który przerwał serię kolejnych porażek i mocnym, optymistycznym akcentem zakończył wiosenne zmagania. Spotkaniem kończącym sezon w Lidze E2 był mecz mistrzów z Wonderkids i ostatniego zespołu górnej połówki - Perły. Od początku można było zauważyć, że więcej jakości miał w swojej grze faworyt tego spotkania. Nie od razu przełożyło się to jednak na jego trafienia. Wonderkids na prowadzenie wyszło dopiero po 10 minutach i mając jednobramkową przewagę, gra nadal toczyła się pod jego dyktando. Mistrz napotykał jednak na dość dobrze zorganizowaną obronę Perły, która dzielnie walczyła o powstrzymanie mocniejszego rywala. Przewaga WKSu w 20. minucie wreszcie objawiła się kolejnym golem Radosława Buksy. Na podwyższenie rezultatu tuż przed przerwą odpowiedzieli jednak dzielnie walczący „Piwosze”, którzy grali w tym meczu zrywami. W drugiej połowie dystans ponownie zwiększyli wyżej notowani zawodnicy i sprawa wyniku powoli stawała się jasna. Przez większość czasu inicjatywa należała do graczy mistrzowskiego zespołu, którzy koniec końców - po zmianie stron dołożyli jeszcze 4 gole. Na otarcie łez Perle pozostał gol strzelony tuż przed końcowym gwizdkiem, który ponownie był udziałem duetu Wanat-Rygiel. Wonderkids wędruje szczebel wyżej. Perła zostaje w Lidze E i jesienią ponownie walczy o awans do wyższej ligi.

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: wygrana FC Admind z Hutniczkiem

Ciekawostki

  • Adrian Pompa z zespołu Whisky z Colą strzelił w meczu przeciwko Calcio&Birra swojego gola nr 100 w Futbolowej Lidze Szóstek
  • Weldbud już po raz ósmy kończy sezon na drugim szczeblu rozgrywkowym w górnej połówce tabeli
  • Porażka z Bandą Pycholi była dla Aptivu najwyższą od 8 maja 2018, kiedy to zespół ten przegrał z Comfort Tours Cracow...3:14.
  • Kadra GAP kopiuje swoje osiągnięcie z sezonu Jesień 2018. Wówczas również zakończyła sezon na czwartym miejscu, z 28 punktami na koncie i bilansem 9-1-3
  • Po raz trzeci w swojej historii CCKS Chłopy kończą sezon z dokładnie 13 punktami na koncie i bilansem 4-1-8
  • Wygrywając 7:4 ze Starymi Wilkami Silicon Creations przerwał od razu dwie serie: czternastu kolejnych porażek i siedemnastu meczów bez zwycięstwa
Last modified on piątek, 28 czerwiec 2019 14:59
(0 votes)