Pink Bowling (prawie) utrzymane, CA ponownie zwycięskie

W poniedziałkowy wieczór w Lidze A dziesiąte wiosenne zwycięstwo zanotowała Stomatologia, która pokonała Cemark.pl. Remisując z GDA z walki o medale chyba ostatecznie wypisała się ekipa Aqua Soil. Po pokonaniu Mazi Teamu praktycznie pewne utrzymania w elicie jest już Pink Bowling. W Lidze B1 po serii gorszych występów ponownie zwyciężyło CA Sharks, które wyszło zwycięsko ze starcia z KPPNem. Dość niespodziewanie punkty z Korkociagami straciły Wodociągi Miasta Krakowa. Wpadkę tą wykorzystało AS Maestro, które swój mecz z Black Hawks wygrało i bardzo zbliżyło się do trzeciej lokaty w tabeli. Po bardzo ciężkim meczu komplet punktów padł w Lidze B2 łupem Relaksmisji, która w pokonanym polu zostawiła Oświecenia Team. Cenne zwycięstwo odniosła natomiast Grupa Partner, która okazała się lepsza od Interu Kraków. W Lidze C2 ponownie punkty straciła Kadra GAP, tym razem remisując z FC Po 40-tce. Wygląda na to, że z walki o utrzymanie jednak nie rezygnują Różowe Pantery, które pokonały Piłkarski Klub Rzeźników. Trzeci triumf w czwartym meczu zanotowała w Lidze D2 Nowa Elektro Squad, która pokonała Big Time Kraków. Zgodne zwycięstwa odnieśli przedstawiciele ligowej czołówki: Alliance oraz Szopeni Futbolu. Po pokonaniu Błękitnej Watahy na podium Ligi E1 powróciła Husaria Kraków. Z marzeń o medalu nie zamierzają rezygnować Wzmocnieni, którzy zwyciężyli OREO.

Co się wydarzyło?

Pierwsze ze spotkań rozegranych w poniedziałkowy wieczór w Lidze A mogło mieć dość istotny wpływ na układ sił w dolnej części tabeli. W starciu dwóch zagrożonych spadkiem zespołów zdecydowanie górą było Pink Bowling, które nie dało żadnych szans drużynie Mazi Team. Już początek spotkania jasno pokazał, która z ekip jest lepiej dysponowana. Na “dzień dobry” fantastycznym uderzeniem z...własnego pola karnego popisał się Arkadiusz Chlebowski, który wykorzystał fakt wyjścia Piotra Mazeli poza swoje pole karne i dał Pinkom prowadzenie. Chapeau bas dla strzelca za pomysł i wykonanie. Stracony w tak niecodzienny sposób gol podciął skrzydła zawodnikom MT. Oddali oni pole rywalom, którzy przejęli pełną kontrolę nad meczem, wkrótce dokładając drugie trafienie. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie. Tuż po zmianie stron nadzieję w serca zawodników Mazi Teamu wlał Dawid Zawada, który strzelił bramkę kontaktową. Na odpowiedź Pink Bowling nie trzeba było długo czekać. Gracze tej drużyny widząc, że przeciwnik wcale nie jest taki bezradny i może sprawić kłopoty, w przeciągu 120 sekund zdobyli aż trzy gole i w zasadzie zamknęli tym mecz. Już do końca Pink Bowling kontrolowało to, co działo się na murawie, nie pozwalając Mazi Teamowi za bardzo się zbliżyć. Wygrana oznacza, że już tylko prawdziwy kataklizm pozbawi Pink Bowling miejsca w elicie na kolejny sezon. Z kolei Mazi Team wciąż nie może być pewny utrzymania. W drugim meczu Stomatologia w starciu z Cemarkiem zgodnie z oczekiwaniami od samego początku przejęła inicjatywę i ruszyła do ataku. Szybko wyszła na prowadzenie, kontrolując przebieg spotkania. Zawodnicy Cemarku nie mieli zbyt wielu okazji, problemy często sprawiało im wyjście z własnej połowy, ale pomimo tego ambitnie walczyli o jak najlepszy wynik. I długo wychodziło im to całkiem nieźle, a dystans do lidera wcale nie był duży. Jednak w pierwszej połowie to grę faworyta można było oklaskiwać. Gracze Stomatologii grali na dużym luzie i starali się być bardziej efektowni niż efektywni. Tą część spotkania zakończyli z prowadzeniem 5:2. Małe kłopoty zaczęły się zaraz po wznowieniu gry. Cemark zdobył dwa szybkie gole i złapał kontakt. Gracze lidera mieli do siebie małe pretensje, że bawią się zamiast po prostu grać swoje. Kilka gorzkich słów najwyraźniej podziałało, ponieważ Stomatologia natychmiast wzięła się ponownie do pracy. Odepchnęła rywali od własnego pola karnego i zaczęła groźnie atakować. Duża w tym zasługa...Michała Siwieckiego, który strzelił dwie bramki oraz zaliczył asystę, czym walnie przyczynił się do końcowego triumfu swojej ekipy. Łatwo co prawda nie było, ale dla Łukasza Stupki i kolegów najważniejsze są kolejne trzy punkty. W ostatnim spotkaniu wciąż myślące o medalu Aqua Soil mierzyło się z nieobliczalnym GDA Investment. Dla wyżej notowanej z ekip niezbyt dobrym prognostykiem były kłopoty kadrowe, jakie dopadły Aqua Soil przed poniedziałkowym meczem. Sytuacja była na tyle dramatyczna, że zgłoszony został joker i trzeba było całe 50 minut rozegrać w zaledwie 6-osobowym składzie. Nie przełożyło się to jednak w najmniejszym stopniu na dominację GDA. Praktycznie całe spotkanie było niezwykle wyrównane i żadnej ze stron nie udało się na dłużej niż kilka minut osiągnąć znaczącej przewagi. Wymiana ciosów w pierwszej połowie zakończyła się prowadzeniem Aqua Soil 5:3. Po zmianie stron gra GDA wyglądała nieco lepiej, co przełożyło się na stwarzane sytuacje i strzelane bramki. Mocno osłabiony zespół Aqua Soil dzielnie się jednak trzymał ambitnie walczył o jak najlepszy rezultat. Był nawet o krok od zgarnięcia pełnej puli, jednak tuż przed końcowym gwizdkiem remis dla GDA Investment uratował Bartosz Czarnecki. Jedno wywalczone “oczko” pozwoliło Aqua Soil powrócić na podium, jednak utrzymać je do końca sezonu będzie niezwykle ciężko, ponieważ trudno się spodziewać, że bezpośredni rywale do brązowego medalu nagle zaczną tracić punkty na potęgę.

W pierwszym meczu rozegranym w Lidze B1 plan wykonały "Rekiny", które pokonały KPPN. Choć nie bez problemów. Początek rozpoczął się po myśli faworyta, który już w 2. minucie wyszedł na prowadzenie. W początkowych fragmentach gracze CA prezentowali się dużo korzystniej od rywali. Lepiej operowali piłką, wiedzieli co z nią zrobić przy nodze, stworzyli sobie sporo okazji, ale ich problemem była słaba skuteczność. Nie udało się wykorzystać faktu, że zawodnicy KPPNu wyglądali na zagubionych i mieli kłopoty z odpowiednim poukładaniem swojej gry. W końcu się jednak ogarnęli i zdołali wykorzystać jedną z nielicznych okazji i wyrównać. Stracony gol podrażnił "Rekiny", które jeszcze przed przerwą zdobyły 2 kolejne i po 25 minutach prowadziły 3:1. Początek drugiej odsłony to ofensywa KPPNu. Zespół ten prezentował się lepiej niż przed przerwą, przeważał i zdołał nawet złapać kontakt. Nie na długo jednak, ponieważ CA ponownie wrzuciło wyższy bieg, dołożyło dwa kolejne trafienia i wyszło na trzybramkowe prowadzenie, które zdołało utrzymać już do końcowego gwizdka. Dwa kolejne spotkania toczyły się równolegle na obiekcie Hutnika. Utrzymujące się od dłuższego czasu w wysokiej dyspozycji Wodociągi Miasta Krakowa zupełnie nieoczekiwanie straciły punkty z walczącymi o utrzymanie Korkociagami. Mecz rozpoczął się od natarcia Wodociągów, które jak najszybciej chciały otworzyć wynik. Mimo wielu dobrych okazji i podjęcia licznych prób rezultat wciąż był bezbramkowy. Duża w tym zasługa dobrze spisującego się bramkarza Korkociagów - Marcina Tomaszewskiego. Jego koledzy z pola przyjęli wycofaną postawę i wręcz zapraszali rywali pod własne pole karne, a sami atakowali tylko sporadycznie i niezbyt zdecydowanie. Taka gra musiała się skończyć utratą bramki. W 20. minucie prowadzenie faworytowi dał Waldemar Hwastek. W pierwszej połowie nic wartego odnotowania już się nie wydarzyło. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Dalej grę prowadziły Wodociągi, które nie ustawały w atakach. Rezultat nie ulegał jednak zmianie. Dopiero w 39. minucie gola na 2:0 zdobył Krzysztof Marek. Wydawało się wówczas, że jest już “pozamiatane”. Gracze Korkociagów przeprowadzili jednak w przeciągu niespełna 60 sekund dwie bardzo ładne, składne akcje, które przyniosły im dwa trafienia, które ustaliły wynik spotkania na 2:2. Zawodnicy Wodociągów mogą być mocno zawiedzeni podziałem punktów, ponieważ byli stroną przeważającą. Brakowało im jednak skuteczności, która w decydujących momentach dopisała ich rywalom. Przez pełne 50 minut w napięciu trzymała rywalizacja AS Maestro z Black Hawks. Obie drużyny wybiegły na murawę zmotywowane i grały na dużym zaangażowaniu. Akcja za akcję, cios za cios - takie spotkania zawsze przyjemnie się ogląda. Lepiej mecz rozpoczął się dla graczy ASM, którzy po niespełna 10 minutach byli już na dwubramkowym prowadzeniu. Taki obrót spraw nie zniechęcił “Czarnych Jastrzębi”, które szybko złapały kontakt, a jeszcze przed przerwą wyrównały. Świetna pierwsza połowa zakończyła się wynikiem remisowym 2:2. W drugiej odsłonie zaczęła się uwidaczniać przewaga AS Maestro. Kilka minut po wznowieniu gry zespół ten po perfekcyjnie przeprowadzonej kontrze powrócił na prowadzenie. Od tego momentu spokojnie kontrolował przebieg meczu. Ambicja i waleczność Black Hawks okazały się niewystarczające na bardzo dobrze zorganizowaną i poukładaną grę rywali. AS Maestro w końcówce zadało jeszcze jeden cios, który przesądził o wygranej i pozwolił zrównać się w tabeli punktami z zajmującymi trzecią lokatę Wodociągami. Black Hawks pozostają na bezpiecznym miejscu nad strefą spadkową, jednak do rozegrania mają jeszcze tylko jedno spotkanie i kwestia utrzymania wcale nie jest przesądzona.

W spotkaniu rozpoczynającym poniedziałkowe zmagania w Lidze B2 Relaksmisja zmierzyła się z Oświecenia Team. Sytuacja kadrowa pierwszej z ekip nie była przed pierwszym gwizdkiem zbyt komfortowa. Nie dość, że skład na to spotkanie był wyjątkowo skromny, to w dodatku z konieczności między słupkami musiał stanąć Ian Corkill. Rywale dysponowali natomiast aż sześcioma zmiennikami. Mecz rozpoczął się od zdecydowanych ataków Oświecenia Team i dużej przewagi tej drużyny. Bramkę otwierającą wynik spotkania udało się zdobyć już po sześciu minutach rywalizacji. Humory w ekipie dopisywały i wydawało się, że wygrana przyjdzie łatwo i przyjemnie. Nic bardziej mylnego. Gracze Relaksmisji nie zamierzali się poddawać i szybko dali sygnał, że liczy się dla nich tylko pełna pula. Wkrótce po straconym golu ładnym uderzeniem popisał się Kromka i doprowadził do wyrównania. Kolejne minuty to w dalszym ciagu przewaga zespołu z Nowej Huty, który był w swoich poczynaniach konkretny i po 16. minutach prowadził 3:1. Relaksmisji jeszcze w pierwszej części gry udało się zmniejszyć straty, a niedługo po wznowieniu gry zdobyć bramki nr 3 oraz nr 4 i po raz pierwszy wyjść na prowadzenie. Drużyna Relaksmisji grała mądrze, dobrze się ustawiała, a często w rozegraniu akcji kolegów z pola wspierał bramkarz. Na niespełna 10 minut przed końcowym gwizdkiem Relaksmisja prowadziła 6:4 i była na prostej drodze do zwycięstwa. W ostatnich minutach zaczęło trochę brakować sił, co starali się wykorzystać zawodnicy Oświecenia, jednak jedyne na co pozwolili im zmęczeni przeciwnicy to dwukrotne złapanie kontaktu. Po bardzo ciekawym i toczonym w szybkim tempie spotkaniu Relaksmisja zasłużenie zwycięża 7:6. Pierwsza połowa rywalizacja Grupy Partner z Interem Kraków, którego bramki z konieczności strzegł Maciej Gągol, była bardzo wyrównana i przyniosła sporo emocji. Żadnej z ekip nie udało się na dłużej przejąć inicjatywy i stykowy wynik 2:1 po pierwszych 25 minutach nie może dziwić. Po zmianie stron jedni i drudzy wzięli się poważnie za strzelanie. W ciągu kilku zaledwie minut padły dwie bramki dla Grupy oraz jedna dla Interu. Gracze GP prowadzili po pół godziny gry 4:2 i byli blisko wygranej. Wkrótce przewaga Grupy urosła do trzech trafień. Zawodnicy w niebieskich koszulkach nie zamierzali jednak składać broni. Przeszkodzić w ich zamiarach mogła otrzymana żółta kartka, ale to właśnie w okresie gry w osłabieniu udało się strzelić trzecią bramkę. Chwilę później także czwartą i na kilka minut przed końcem Inter przegrywał nadal, ale już tylko 4:5. Mimo usilnych prób rezultatu nie udało się już zmienić i bardzo ważne trzy punkty powędrowały na konto Grupy Partner. Zmagania w Lidze B2 kończył mecz Comarchu S.A. z NEMBUDem. I można powiedzieć, że było to typowe spotkanie dla zawodników Comarchów. Nie przywiązują oni bowiem specjalnej wagi do taktyki, z każdym rywalem grając otwartą piłkę i nastawiając się na wymianę ciosów. Nie inaczej było rzecz jasna także w starciu ze zmierzającym pewnym krokiem do Ligi A NEMBUDem. Długo jednak faworyt nie mógł złapać odpowiedniego rytmu i wynik przez niemal całą pierwszą odsłoną pozostawał “na styku”. Dopiero trzy bramki strzelone w końcówce pozwoliły “oderwać” się od rywali i zakończyć pierwszą część zmagań prowadzeniem 5:1. Początkowe fragmenty drugiej połowy to zdecydowana dominacja graczy w czerwonych koszulkach, którzy atakowali z rozmachem i potrzebowali zaledwie kilkunastu minut, aby dołożyć kolejne sześć bramek i w pewnym momencie prowadzić aż 11:2. W samej końcówce nieco rozluźnili jednak szyki, dzięki czemu Comarch zdobył kilka goli i nieco poprawił finalny rezultat. Druga dwucyfrowa porażka z rzędu, a trzecia w sezonie, stała się jednak faktem.

W pierwszym meczu w Lidze C1 Kadra GAP mierzyła się z będącą w gazie ekipą FC Po 40-tce. Po porażce z Aptivem w ubiegłym tygodniu “Gapowicze” nie mogli sobie pozwolić na kolejną stratę punktów, ponieważ ta mocno oddaliłaby ich od miejsca na “pudle”. Zdając sobie z tego sprawę szybko wzięli się do pracy. Od pierwszego gwizdka zdobyli znaczącą przewagę i nie ustawali w próbach rozmontowania defensywy FC. Ta sztuka Kadrze udała się po raz pierwszy dopiero w 15. minucie. Mur obronny rywali w tym momencie padł i w efekcie faworyt strzelił przed przerwą jeszcze dwie bramki i po 25 minutach prowadził zasłużenie 3:0. Niedługo po zmianie stron Kadra dołożyła czwarte trafienie i wydawało się, że nic złego już jej się nie stanie. Nic bardziej mylnego. W szeregi “Gapowiczów” wdało się bowiem trudne do wytłumaczenia rozprężenie i zaczęły się mnożyć indywidualne błędy. Sygnałem ostrzegawczym dla Kadry był pierwszy gol dla FC z 30. minuty. Nie wyciągnięto z niego wniosków i na kwadrans przed końcem prowadzenie stopniało do zaledwie jednej bramki. Gracze FC Po 40-tce najwyraźniej uwierzyli w możliwość odwrócenia losów rywalizacji i urwania punktów wyżej notowanemu przeciwnikowi. Z minuty na minuty rozkręcali się i na boisku poczynali sobie coraz śmielej. Ich starania zostały zwieńczone bramką wyrównującą w 42. minucie. Mimo podejmowanych przez obie strony prób więcej goli w tym meczu już nie padło i ostatecznie zakończył on się remisem 4:4, który z pewnością bardziej ucieszył drużynę FC Po 40-tce. Kadra GAP komplikuje sobie tym samym sytuację w kontekście walki o medale. Kłopoty zdają się nie opuszczać Różowych Panter w tym sezonie. Na niezwykle istotny mecz z Piłkarskim Klubem Rzeźników pojawiły się bowiem w zaledwie sześcioosobowym składzie z kapitanem Piotrem Mikołajczykiem między słupkami. Mimo problemów to właśnie Pantery prezentowały się lepiej. Grały z rozmachem, dobrze czując się przede wszystkim w grze ofensywnej. Sporo przyjemnej dla oka, kombinacyjnej gry w połączeniu z niezłą skutecznością dało Panterom do przerwy 3:2. Rywale, również bez nimi na pewno go bramkarza, długo nie mogli złapać właściwego rytmu, swoje akcje opierając przede wszystkim na często osamotnionym z przodu Bekasie, który robił co mógł i głównie dzięki niemu "Rzeźnicy" tak długo utrzymywali się w grze. Po zmianie stron przewaga Panter rosła. Wynik również zaczął być coraz bardziej korzystny. Jednak gracze tej drużyny zaczęli kombinować i chyba przedobrzyli. Zamiast szanować piłkę starali się dobić przeciwników, zapominając przy tym o obowiązkach w defensywie. Rywale nie bawili się w efektowne rozgrywanie akcji. Prostymi środkami udało im się doprowadzić do wyrównania. Ostatnie słowo należało jednak do Różowych Panter, które zdołały strzelić na 6:5, chociaż o trzy punkty musiały drżeć do ostatniego gwizdka.

W poniedziałek w Lidze C2 rozegrane zostało tylko spotkanie pomiędzy Geodzikami a Jala Dreips. Jedni i drudzy nie grzeszą w ostatnim czasie formą, dlatego ciężko było jednoznacznie wskazać faworyta tej rywalizacji. Obie drużyny zaprezentowały się znacznie lepiej niż w poprzednich meczach, jednak ich dyspozycja w dalszym ciągu daleka jest od tej prezentowanej w początkowej fazie rozgrywek. W początkowych fragmentach więcej sytuacji stworzyli sobie zawodnicy Jala Dreips, ale mieli źle nastawione celowniki i większość ich strzałów omijała światło bramki. Zepchnięte do defensywy Geodziki starały się odgryzać, jednak przedostanie się w okolice pola karnego rywali sprawiało im znaczne trudności. Mimo to jeden z wyprowadzonych kontrataków udało się Geodzikom zamienić na bramkę dającą prowadzenie. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część gry zespół ten podwyższył wynik wykorzystując rzut karny. Sędzia pozwolił Jala Dreips na przeprowadzanie jeszcze jednak akcji, która przyniosła powodzenie i bramkę kontaktową. Po zmianie stron Jala ruszyła do ataków ze zdwojoną siłą i szybko przyniosło to efekty w postaci dwóch kolejnych trafień. Błyszczał w tym okresie zwłaszcza Marcin Wróżek, który miał już na swoim koncie dwa gole oraz asystę, a chwilę później popisał się kolejnym decydującym podaniem. Na kwadrans przed końcem jego drużyna prowadziła 4:2. Ostatnie fragmenty należały jednak do Geodzików, które najpierw wykorzystały zamieszanie pod bramką Tomasza Wietechy, a następnie wykorzystały rzut karny podyktowany za zagranie ręką w polu karnym Kamila Zborowskiego. Mecz zakończył się finalnie remisem 4:4, z którego bardziej zadowolone mogą być Geodziki.

W jedynym spotkaniu zaplanowanym w Lidze D1 Asy NH B zmierzyły się z Coca Juniors. W pierwszej połowie podbudowane dwoma kolejnymi zwycięstwami Asy ruszyły odważnie do ataku chcąc przedłużyć serię dobrych wyników. Grały całkiem nieźle, przeważały, w pewnym momencie wychodząc nawet na prowadzenie 2:0. Gracze Coca Juniors długo się rozkręcali, nie mogąc złapać odpowiedniego rytmu. Sporo atakowali, ale większość ich prób była nieskuteczna. Piłkę w siatce rywali udało im się zmieścić tylko raz i do przerwy przegrywali 1:2. Po zmianie stron oglądaliśmy już jednak inne oblicze CJ. Zespół ten przejął inicjatywę, dłużej utrzymując się przy piłce i dobrze nią operując. Na efekt bramkowy trzeba było jednak czekać aż do 33. minuty. Wtedy udało się wyrównać, a niespełna 60 sekund później Coca po raz pierwszy objęła prowadzenia. Kilka minut później dołożyła czwarte trafienie i była już na prostej drodze do zwycięstwa. Asy nie zamierzały się jednak poddawać i zdołały jeszcze złapać kontakt. Dysponując tylko jednym zawodnikiem na zmianę opadły w końcówce z sił. Fakt ten wykorzystali rywale, którzy strzelili jeszcze dwie bramki , zwyciężyli 6:3 i uciekli od strefy spadkowej na, wydaje się, bezpieczny dystans.

W pierwszym spotkaniu Ligi D2 pomiędzy Nową Elektro Squad z Big Time Kraków dość niespodziewanie pewnie zwyciężyła pierwsza z wymienionych ekip, chociaż początek meczu wcale na to nie wskazywał. To Big Time, wspierany przez sporą grupę fanów, było stroną dominującą i groźniej atakującą. Na wyjście na prowadzenie BT potrzebował jednak prawie kwadransa. Zespół ten prowadził grę, unikał błędów i wydawało się, że kolejne bramki to będą tylko kwestia czasu. Końcówka pierwszej połowy wywróciła wszystko do góry nogami. W ciągu niecałych 60 sekund Nowa przeprowadziła dwa skutecznie wykończone ataki i na przerwę to ten zespół schodził prowadząc. Po zmianie stron gracze Nowej poszli za ciosem i podwyższyli wynik. Big Time zdołało jeszcze złapać kontakt, ale był tylko ostatni pozytywny akcent tego wieczoru. Od tego momentu przewaga rywali była bowiem bardzo wyraźna. Nowa grała spokojnie od tyłu, szanując piłkę i nie spiesząc się z kolejnymi atakami. Wykorzystywała także to, co miała z przodu i po końcowym gwizdku mogła się cieszyć z drugiego zwycięstwa w sezonie. W drugim starciu naprzeciw siebie stanęły ekipy OSK Adrenaliny oraz Alliance. Z racji różnicy dzielącej w tabeli jednych i drugich faworyt mógł być tylko jeden. Gracze Alliance szybko zaczęli się z tej roli wywiązywać i na prowadzenie wyszli już po niespełna pięciu minutach rywalizacji. Praktycznie przez cały mecz to właśnie oni byli stroną przeważającą, a wręcz dominującą. Dłużej utrzymywali się przy piłce, prowadzili grę, przeprowadzili więcej składnych akcji, a w dodatku byli skuteczni. OSK starała się odgryzać sporadycznymi kontratakami, którym jednak brakowało skutecznego wykończenia. Do przerwy Alliance prowadziło 3:0. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie i w dalszym ciągu to Alliance było stroną dyktującą warunki i lepiej się prezentującą. Zespół ten nie forsował jednak specjalnie tempa i na nieco więcej pozwolił także rywalom. Zawodnicy Adrenaliny zdołali po przerwie strzelić trzy bramki, ale na jakąkolwiek zdobycz punktową nie było żadnych widoków, ponieważ rywale odpowiedzieli czterema trafieniami i zapisali na swoje konto kolejną wygraną. Kawał dobrego futbolu zaprezentowały ekipy Szopenów Futbolu oraz KS Augustyn. Przed pierwszym gwizdkiem na to się jednak nie zapowiadało, ponieważ KS Augustyn wystawił na starcie z wyżej notowaną ekipą skromny, 6-osobowy skład. Rywale dysponowali składem o wiele liczebniejszym i koniec końców właśnie to zadecydowało o sukcesie Szopenów. Początek zawodów zgodnie z planem rozpoczął się od ich szybkiego prowadzenia. Przeciwnicy nie potrzebowali jednak wiele czasu, aby odpowiedzieć. Gra była bardzo wyrównana i trudno było wskazać ekipę prezentującą się lepiej. Minęło zaledwie kilka minut, a faworyt ponownie był na prowadzeniu. KS Augustyn po raz kolejny jednak momentalnie odpowiedział. Zawodnicy tej drużyny nie nacieszyli się długo z remisu i od 19. minuty ponownie zmuszeni byli gonić wynik. Sztuka ta udała im się raz jeszcze na początku drugiej odsłony. Niedługo potem wreszcie osiągnęli cel i po raz pierwszy tego wieczora to oni wyszli na prowadzenie. Stracony gol podrażnił Szopenów, którzy zdecydowanie przejęli inicjatywę i w ciągu następnych siedmiu minut trzykrotnie pokonywali bramkarza rywali, wykorzystując ich zmęczenie. KS jeszcze raz zerwał się do odrabiania strat, ale zdołał strzelić jedynie bramkę kontaktową i po niezwykle emocjonującym spotkaniu musiał zejść z boiska na tarczy.

W pierwszym z dwóch spotkań rozegranych w Lidze E1 OREO mierzyło się ze znacznie wyżej notowanymi Wzmocnionymi FC. Mecz ten swoim poziomem z pewnością nie porwał. Gra była bardzo szarpana, a poczynaniom jednych i drugich brakowało spokoju i dokładności. Wzmocnieni szybko wyszli na prowadzenie, a w zdobyciu gola po strzale z dystansu niewątpliwie pomógł rykoszet. Drugi gol również został zdobyty po uderzeniu zza pola karnego. Zespół Wzmocnionych przeważał, dłużej utrzymywał się przy piłce, ale w jego grze dużo było chaosu, przez co rywale długo pozostawali w grze. Pod koniec pierwszej połowy starało się zaatakować OREO, ale nadziało się na kontrę przeciwników, którą z zimną krwią wykorzystał Michał Stolarski. Wzmocnieni prowadzili więc wyraźnie, ale mimo wszystko swoją postawą nie imponowali. Druga odsłona była bliźniaczo podobna do pierwszej, a na boisku w dalszym ciągu rządził przypadek. Obie rywalizujące strony próbowały coś zmienić, jednak w ataku były mało konkretne, przez co brakowało dogodnych sytuacji bramkowych. Zawodnicy OREO bardziej odważnie zaatakowali dopiero w końcowych minutach, strzelili nawet trzy bramki, ale o zniwelowaniu całości powstałych wcześniej strat nie mogło być już jednak mowy. W drugim starciu walcząca o podium Husaria Kraków podejmowała Błękitną Watahę. Drugi z wymienionych zespołów jak zwykle rozpoczął mecz bardzo ambitnie i z dużym animuszem. Ten został jednak na pewien czas zgaszony przez dwa szybkie gole Husarii, która w ten sposób niejako ustawiła sobie spotkanie i mogła się skupić na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. Z biegiem czasu nieustająca w swych staraniach Błękitn Wataha zaczęła stwarzać sobie dobre okazje pod bramką rywali. Często brakowało jednak odpowiedniej komunikacji, a jej zawodnicy niepotrzebnie dyskutowali ze sobą. Pomimo tego udało im się strzelić bramkę kontaktową. Ostatnie słowo w pierwszej odsłonie należało jednak do Husarii, która zeszła na przerwę prowadząc 3:1. Początkowe fragmenty drugiej połowy obfitowały w gole, których większość padła łupem wyżej notowanej drużyny Husarii. Od pewnego momentu Wataha nie miała już nic do stracenia, co przełożyło się na lepsze minuty w jej wykonaniu, w trakcie których udało się zdobyć dwie bramki i doprowadzić do wyniku 4:6. Goniący wynik zawodnicy w błękitnych koszulkach opadli jednak w końcówce z sił, co wykorzystali w pełni rywale. Husaria zdobyła jeszcze dwie bramki i ostatecznie pewnie zwyciężyła 8:4, dzięki czemu wróciła na ligowe podium.

 

Naj, naj, naj...

  • Największa niespodzianka: remis Wodociągów z Korkociagami

Ciekawostki

  • Ryszard Kaleta z Black Hawks przeciwko AS Maestro rozegrał swój mecz nr 200 w Futbolowej Lidze Szóstek
  • Dawid Rybczyński (Cemark.pl) przeciwko Stomatologii zagrał w FLS po raz 150
  • Z kolei w meczu z Grupą Partner 100 występ zaliczył Maciej Gągol z Interu Kraków
  • Drugi gol w meczu ze Stomatologią był trafieniem nr 100 w FLS Jakuba Woźniaka z Cemark.pl
Last modified on wtorek, 11 czerwiec 2019 15:57
(0 votes)