Niespodziewane zwycięstwo Big Time'u, wygrana numer dwa Januszy

We wtorkowy wieczór po kolejny komplet punktów sięgnęła Stomatologia Stupka, aczkolwiek mecz z Bishaką wcale nie był łatwą przeprawą. Kolejne dobre spotkanie rozegrała Cybermachina, która pokonała Bad Boys. Krok w kierunku utrzymania wykonało Pink Bowling, które nie miało większych problemów w starciu z Wybrzeżem Klatki Schodowej. W Lidze B1 po piętach Amber depcze CA Sharks, które tym razem wyszło zwycięsko z pojedynku z AS Maestro i jest już na pozycji wicelidera. Formę wyraźnie zgubił rewelacyjny w pierwszych tygodniach FC Kalinex, który przegrał drugi mecz z rzędu, tym razem z Wodociągami Miasta Krakowa. W Lidze B2 niezwykle istotne zwycięstwo odniosła Relaksmisja, która pokonała Czyżyny. Wyrównany bój z Amadeusem stoczyło Oświecenia Team, ale ostatecznie musiało uznać wyższość rywali. W Lidze C1 trwa fatalna seria Żubrów, które tym razem przegrały z Kadrą GAP. Nie zatrzymują się w Lidze C2 Browary Hills, dla których zwycięstwo w starciu z Bianconerri było już piątym kolejnym triumfem. Wygrała także C.F. VilaNova i została nowym liderem. W Lidze D2 dość nieoczekiwanej porażki doznała ekipa Apollo 30, która musiała uznać wyższość znacznie niżej notowanego Big Time Kraków. W Lidze E1 Janusze Futbolu okazali się wyraźnie lepsi od Nic się nie stało i drugi raz w sezonie zwyciężyli nie tracąc przy tym gola. Problemów ze zgarnięciem pełnej puli nie mieli także w Lidze E2 Wonderkids, którzy gładko ograli Perłę Kraków.

Co się wydarzyło?

W elicie zaplanowano na wtorek do rozegrania 3 spotkania. W pierwszym z nich dobrze spisujący się beniaminek Bad Boys zmierzył się z doświadczoną Cybermachiną. Od początku to drugi z wymienionych zespołów zdecydowaniu ruszył do ataku. Cybermachina w pierwszych minutach wyglądał dobrze, osiągnęła znaczną przewagę i szybko wyszło na prowadzenie. Rywale mimo niekorzystnego rezultatu nie forsowali tempa, cierpliwie czekając na swoje okazje. W 10. minucie udało im się wyrównać, ale z remisu cieszyli się niespełna dwie minuty. Już do końca pierwszej odsłony przeważała Cybermachina, która pozytywnie zaskoczyła swoją dyspozycją i zasłużenie prowadziła 3:1. Po zmianie stron do pracy wzięli się jednak Bad Boys. W początkowych fragmentach drugiej odsłony to do nich należała inicjatywa. Grali znacznie lepiej, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Potrzebowali niecałych dziesięciu minut, aby doprowadzić do wyrównania. Gracze Cybermachiny błyskawicznie jednak odpowiedzieli i powrócili na prowadzenie. Chwilę później podwyższyli jeszcze wynik. Od tego czasu nastawili się przede wszystkim na uważną grę w defensywie i obronę rezultatu. Zapraszali rywali na własną połowę, licząc na okazję do przeprowadzenia szybkiego kontrataku. Cybermachina notuje czwartą wygraną w piątym meczu i na dobre oddala się od strefy spadkowej. Drugie spotkanie było bardzo ważne dla Wybrzeża Klatki Schodowej, które wreszcie chciało się przełamać i zdobyć pierwsze punkty w Lidze A. Nie dopuścić do tego miał inny beniaminek - Pink Bowling. Zespół ten szybko osiągnął przewagę, która przełożyła się na prowadzenie 2:0 już w czwartej minucie rywalizacji. Po mocnym otwarciu ze strony Pink Bowling mecz mocno się wyrównał. Nikt nie potrafił osiągnąć zdecydowanej przewagi, a jedni i drudzy mieli swoje okazje do zmiany rezultatu. Taki stan rzeczy trwał niemal do końca pierwszej odsłony. W samej końcówce do głosu ponownie doszła jednak ekipa Pink Bowling, która dołożyła jeszcze dwie bramki i do przerwy prowadziła aż 5:1. Na słowa uznania zasługuje zwłaszcza postawa Arkadiusza Chlebowskiego, który był motorem napędowym poczynań swojej drużyny i przez niego przechodziło większość akcji Pink Bowling. Wysokie prowadzenie sprawiło, że po przerwie mecz nie był już tak ciekawy. Pinki spokojnie kontrolowały jego przebieg i systematycznie powiększały przewagę. Zawodnicy Wybrzeża co prawda próbowali od czasu do czasu atakować, ale z ich prób niewiele tym razem wynikało. Na zakończenie zmagań w najwyższej klasie rozgrywkowej Stomatologia stanęła do walki o kolejne 3 punkty z mającą nie najlepszą wiosnę Bishaką. Byliśmy świadkami naprawdę interesującego widowiska, a na boisku wcale nie było jednak widać różnicy, jaka w tabeli dzieli oba zespoły. Co prawda zgodnie z oczekiwaniami mecz rozpoczął się od dużej przewagi Stomatologii, ale to Bishaka jako pierwsza wyszła na prowadzenie. Faworyci zareagowali jednak błyskawicznie. Dwukrotnie rozklepali defensywę Bishaki i w 8. minucie było już 2:1. Po kilku kolejnych minutach padł następny gol dla lidera. Zawodnicy z Kurdwanowa w żadnym wypadku nie zamierzali jednak wywieszać białej flagi. Chwilę po upływie kwadransa fantastycznym lobem z własnej połowy popisał się Tomasz Gościński, dzięki czemu jego drużyna złapała kontakt. Bishaka poszła za ciosem i w samej końcówce pierwszej połowy wyrównała. W pierwszych 25 minutach jej gra wyglądała naprawdę dobrze. Inicjatywa należała do Stomatologii, która dłużej utrzymywała się przy piłce, wymieniając przy tym niezliczoną ilość podań, ale mocną stroną drużyny Marcina Noska były: uważna gra w obronie i szybkie wyprowadzanie kontrataków. Po zmianie stron Stomatologia wyraźnie podkręciła tempo, chcąc jak najszybciej zamknąć kwestię trzech punktów. Nie potrzebowała wiele czasu, aby zdobyć dwa gole. To jednak nie zniechęciło przeciwników, którym jeszcze raz udało się złapać kontakt. Po chwili stracili jednak kolejną bramkę i to chyba można uznać za kluczowy moment tego spotkania. Zespół Stomatologii zamknął bowiem Bishakę na własnej połowie, raz za razem stwarzając zagrożenie pod bramką Baranka. Lider po trudnym meczu zwyciężył jednak zasłużenie i utrzymał przewagę nad drugim w tabeli TEBem.

Tylko dwa mecze zostały rozpisane na wtorkowy wieczór w Lidze B1. Jako pierwsi na boisku pojawili się zawodnicy czołowych ekip ligi - AS Maestro i CA Sharks. Bardzo szybko do głosu doszli zawodnicy “Rekinów’, którzy już w 1. otworzyli swoje konto bramkowe. Kilka minut później dołożyli drugie trafienie, które nie pozostało już bez odpowiedzi goniącego rywala. Mając ciągłe prowadzenie, zespół Sharks zabezpieczył swoje tyły i skupił się głównie na próbach z kontry. Maestro nie spieszyło się z odrabianiem strat i kolejne gole padły dopiero w drugiej połowie. Nie były one jednak dziełem AS, lecz CA, którego konsekwentna gra przyniosła mu kolejne 3 trafienia. Maestro miało już za mało czasu na skuteczne odrobienie strat i ten dość wyrównany pojedynek z 3 punktami na koncie zakończyły “Rekiny”. Dzięki kolejnej wygranej mogły wskoczyć po tym meczu na pozycję wicelidera. W drugim z meczów tej samej grupy Wodociągi zagrały z Kalinexem, który miał być papierkiem lakmusowym aktualnej formy zespołu Grzesiaka. Jak się okazało test faktycznie wykazał większą jakość po stronie Wodociągów, które nie bez problemów, ale jednak, poradziły sobie ze swoim rywalem. W pierwszej połowie tego wyrównanego pojedynku ekipy co kilka minut wymieniały się na prowadzeniu, by ostatecznie zejść na przerwę przy wyniku 4:4. W drugiej odsłonie mecz się zaostrzył i atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Wodociągi strzelały swoje bramki, na które nie za każdym razem udało się odpowiedzieć coraz bardziej bezradnym graczom FC. Gracze w czerwonych strojach próbowali do końca odwrócić losy tego spotkania, mimo że nie wszystko im wychodziło. Wodociągi spokojnie jednak przetrwały ataki rywala i dowiozły swoje dopiero 3. zwycięstwo w sezonie. Dla Kalinexu była to druga porażka wiosną, na dodatek odnotowana jedna po drugiej.

W Lidze B2 zagrano we wtorek trzy spotkania. Na sam początek zagrały ze sobą ekipy górnej części tabeli, czyli Oświecenia i Amadeus. Lepiej rozpoczęli “Fioletowi”, którzy w 5. minucie otworzyli wynik spotkania. Trafienie rywala zadziałało na zespół Oświecenia jak płachta na byka i zawodnicy “Pasów” zaczęli grać coraz bardziej zdecydowanie. Efektem tego było przejęcie przez nich inicjatywy i gole, które w pierwszej połowie zapisano po ich stronie protokołu trzykrotnie. Na początku drugiej połowy dwie bramki zaległości miała ekipa Amadeusa, która wykorzystując senność w szeregach przeciwnika doprowadziła do remisu. Po tym wszystkim zespół Pawła Tryki wycofał się na swoją połowę i czaił się na kontrataki. Dwa z nich przyniosły gole i wyżej notowany zespół mógł się powoli cieszyć z powiększającego się dorobku punktowego. Nieskuteczne OT zdołało odgryźć się tylko golem kontaktowym, bo na więcej nie starczyło czasu. Amadeus ma po tym meczu 19 punktów i pozycję wicelidera Ligi B2. W innym meczu tej samej grupy po chwilowej przerwie od FLSa wróciły Czyżyny, których od razu czekał trudny bój z Relaksmisją. Spotkanie nie miało zdecydowanego faworyta i w tym duchu zaczęły również oba zespoły - bez wyraźnej inicjatywy po którejś ze stron. Gracze obu ekip w pierwszych fragmentach tego spotkania skupiły się głównie na badaniu rywala, przez co bardzo długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Dopiero jeden ze sprytnych ataków pozycyjnych oszukał zdyscyplinowaną obronę Relaksmisji i dał prowadzenie Czyżynom. Początek drugiej części to już częstsze próby mającej jedną bramkę straty drużyny Mirona Mierzyńskiego. Dwie z nich przyniosły zmianę na prowadzeniu, na które w 36. minucie wysunęli się “Czerwono-granatowi”. Relaksmisja postanowiła pilnować tego wyniku, wycofać się i nastawić na grę z kontry. To właśnie szybkie kontrataki były w tym meczu jej najgroźniejszą bronią i pozwoliły zadać goniącemu ją rywalowi kolejne dwa ciosy. Czyżyny nie zdołały natomiast strzelić w drugiej połowie gola i zasłużone punkty wędrują do “wytrawnego boksera” - Relaksmisji. Na dokładkę w Lidze B2 CMR Eskulap konfrontował się z Comarchem. Faworytem tego spotkania byli mający ostatnio niezłą passę gracze S.A., ale to Eskulap zaczął zdecydowanie lepiej, szybko zdobywając aż trzybramkowe prowadzenie. Nieco zbity z tropu Comarch musiał się więc błyskawicznie przestawić z roli faworyta do roli ścigającego korzystny rezultat. Naciski tuż przed przerwą dały efekt w postaci zmniejszenia przewagi rywala do dwóch bramek. Po wyjściu na drugą część spotkania gracze w żółtych strojach znowu podwyższyli rezultat, po czym w ich szeregi wkradło się nieco nonszalancji. Z większego luzu skorzystali chętnie gracze rywali, którzy w 40. minucie postraszyli Eskulap golem kontaktowym. Zapewniło to ciekawą końcówkę, w której doświadczony zespół pozwolił sobie napsuć trochę krwi Comarchowi. Ostatecznie swojego trzeciego gola w tym spotkaniu strzelił Paweł Jaworski, który przypieczętował zwycięstwo swojego zespołu. Niedoceniany przed spotkaniem Eskulap zdobył swoje drugie 3 punkty wiosną. Comarch natomiast przerwał swoją serię dwóch zwycięstw z rzędu.

W jedynym meczu Ligi C1 Żubry chciały przeszkodzić mocnej Kadrze w zdobyciu jej kolejnych punktów. Faworytem tej rywalizacji była rzecz jasna dobrze radząca sobie w tym sezonie Kadra GAP, która zamierzała wykorzystać fakt słabszej wiosną dyspozycji Żubrów. Jednak zwycięstwo nie przyszło wcale tak łatwo, jak można się było tego spodziewać. GAPowicze musieli się solidnie napracować, aby sięgnąć po komplet punktów. Żubry rozegrały bowiem dobre zawody i długo toczyły wyrównany bój z wyżej notowanym rywalem. Mecz ten dobrze się oglądało, toczył się w szybkim tempie, obfitował w ciekawe akcje, z których tworzeniem jedni i drudzy nie mieli większych problemów. Obu ekipom ewidentnie doskwierał jednak brak skuteczności, co przełożyło się na małą liczbę goli. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem Kadry GAP 1:0. Po zmianie stron rywalizujące drużyny nie zamierzały zwalniać. Na kwadrans przed końcem Żubrom udało się wyrównać i rysowała się szansa na przerwanie fatalnej serii porażek. Kadra w końcowych fragmentach pokazała jednak swoją moc. Osiągnęła znaczną przewagę, zdobyła dwie bramki i po końcowym gwizdku mogła się cieszyć z szóstej wygranej w sezonie.

W Lidze C2 doczekaliśmy się trzech starć. Jako pierwsza na boisko wybiegła VilaNova, której na drodze chciały stanąć Nosacze. I trzeba przyznać, że w początkowych fragmentach mecz miał bardzo wyrównany przebieg. Zmuszony do ataku pozycyjnego faworyt nie potrafił znaleźć właściwego rytmu, a uważnie grające i nastawione przede wszystkim na kontry Nosacze skutecznie neutralizowały wszelkie zagrożenie. Taki stan rzeczy trwał przez dziesięć minut. Wówczas wynik spotkania otworzył Daniel Silva. Strzelony gol był tym, czego potrzebowała VilaNova. Jej gra nabrała odtąd płynności, a ataki stały się groźniejsze. W pierwszej połowie udało się jej zdobyć jeszcze dwa gole i po 25 minutach VilaNova zasłużenie prowadziła 3:0. Tuż po wznowieniu gry dołożyła czwarte trafienie i powoli stawało się jasne, że Nosaczom nie uda się nic wskórać. Co prawda zespół ten błyskawicznie odpowiedział, ale nie potrafił pójść za ciosem. W dodatku stracił dwie kolejne bramki i na kwadrans przed końcem przegrywał 1:6. Gracze VilaNovy w ostatnich 15 minutach kontrolowali sytuację, chociaż w kilku sytuacjach dali się zaskoczyć i Nosaczom udało się nieco poprawić końcowy rezultat. C.F. VilaNova wygrała po raz piąty w sezonie i awansowała na fotel lidera Ligi C2. Później doszło jeszcze do dwóch kolejnych starć w C2. W jednym z nich doszło do starcia dwóch solidnych firm - Tubylców i Porty. Początek spotkania był spokojny i wyrównany, a żadna z ekip nie chciała zaryzykować. Sytuację zmieniła diametralnie żółta kartka dla Michała Gajowca z Tubylców. Porta do maksimum wykorzystała czas gry w przewadze, strzelając dwa gole i wychodząc na komfortowe prowadzenie. Taki obrót spraw pozwolił graczom tej drużyny skupić się przede wszystkim na zabezpieczeniu dostępu do własnej bramki. Tubylcy starali się różnymi sposobami przedostać w okolice pola karnego Porty, ale zdecydowana większość ich ataków była rozbijana jeszcze w zalążku. Pierwsza połowa to prawdziwy popis defensywy Porty, której postawa sprawiła, że bramkarz był praktycznie bezrobotny. Zawodnicy Tubylców mieli w przerwie twardy orzech do zgryzienia, bo spotkanie powoli wymykało się im spod kontroli. Na domiar złego dla nich kilka minut po wznowieniu gry prowadzenie Porty podwyższył mocnym strzałem Hubert Grabias i w zasadzie było już po meczu. Porta konsekwentnie grała swoje, w dalszym ciagu skutecznie neutralizując ofensywne poczynania Tubylców. W 42. Maciej Koranowicz podwyższył na 4:0 i stało się jasne na czyje konto trafią trzy punkty. W końcówce szczęście wreszcie uśmiechnęło się do Tubylców, którzy zdołali strzelić dwie bramki, ale poza poprawą końcowego rezultatu nic im to nie dało. Ostatnie ze spotkań Ligi C2 to już rywalizacja Bianconerri z będącymi ostatnio postrachem ligi - Browarami. Pierwsza połowa dla wielu mogła być jednak sporym zaskoczeniem. Długo Browarom nie udawało się bowiem otworzyć wyniku spotkaniu. Zespół ten kontrolował jednak przebieg boiskowych wydarzeń. Nie forsował niepotrzebnie tempa, a i tak zdołał kilka razy poważnie zagrozić bramce przeciwników. Gracze Browarów byli jednak nieskuteczni, a w dodatku między słupkami Bianconerri dobrze spisywał się Karol Kosoń. Jego koledzy z pola mimo defensywnego nastawienia wcale nie zamierzali biernie się wszystkiemu przyglądać. Udało im się wykreować kilka sytuacji, ale żadnej z nich nie zakończyli strzeleniem bramki. Browarom dopiero w samej końcówce pierwszej części zmagań udało się wyjść na prowadzenie. W drugiej połowie rozpędzony faworyt włączył wyższy bieg i stopniowo zaczął rywalom odjeżdżać. Zawodnicy Bianconerri starali się jakoś zareagować i coś zmienić, ale często byli bezradni i ponieśli drugą wyraźną porażkę z rzędu. Z kolei dzięki piątej kolejnej wygranej Browary awansowały już na trzecie miejsce w tabeli.

W pierwszym z dwóch meczów Ligi D1 Calcio stanęło przed arcytrudnym zadaniem urwania pierwszych punktów rewelacyjnej Krakoskiej Piłce. Wyzwanie wyraźnie przerosło zespół Calcio&Birra. Krakoska Piłka zaskoczyła rywali ultraofensywnym nastawieniem. Zespół ten od pierwszego gwizdka dosłownie rzucił się do ataków i przez cały mecz dążył do strzelenia jak największej liczby bramek. Na efekty nie trzeba było długo czekać i po nieco ponad 10 minutach Krakoska prowadziła już 4:0. Sami zawodnicy Krakoskiej Piłki przyznawali, że ich celem na to spotkanie było osiągnięcie wyniku dwucyfrowego. Ta sztuka udała im się z nawiązką. Zawodnicy Calcio&Birra nie mogli sobie w żaden sposób poradzić z tak dysponowanym przeciwnikiem. Na długie fragmenty byli zamykani na własnej połowie. W przeciągu 50 minut udało im się mimo wszystko wyprowadzić kilka kontrataków i strzelić trzy gole, co jednak przy tak wysokiej porażce jest marnym pocieszeniem. W drugim ze spotkań Armagedon spotkał się z ekipą No Name, której przysługiwało miano cichego faworyta. Mecz miał dość równy przebieg. No Name miało co prawda przewagę, ale nie można powiedzieć, że drużyna ta zdominowała rywali. Wiele ataków NN było nieprzygotowanych i kończyło się niedokładnym podaniem. Tempo spotkania nie było może zawrotne, ale i tak nie zabrakło okazji z jednej i drugiej strony. W przeciwieństwie do No Name Armagedon starał się cierpliwie i starannie budować swoje ataki, ale niewiele dobrego z tego wynikało. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem No Name. Po zmianie stron nie trzeba była długo czekać na odpowiedź Armagedonu. Stracony gol wyraźnie podrażnił graczy No Name, którzy starali się podkręcić tempo. Ich starania przyniosły efekt w postaci dwóch trafień, które przesądziły o losach tej rywalizacji. Armagedon w samej końcówce złapał jeszcze kontakt, ale na doprowadzenie do wyrównania zabrakło już czasu.

Tylko do jednego spotkania doszło natomiast w Lidze D2. Zagrały w nich zespoły Big Time’u i faworyzowanego Apollo 30. Błyskawiczne prowadzenie 2:0 znacznie wyżej notowanego Apollo 30 zwiastowało, że czeka nas mecz do jednej bramki. Jednak drużyna Big Time szybko wzięła się w garść, zaczęła przeważać i jeszcze przed przerwą doprowadziła do remisu. Pierwsza część gry była wyrównana i niezwykle zacięta. Dużą rolę odegrała w niej jednak niekorzystna pogoda. To na jej karb należy złożyć dużą ilość przypadkowych i niedokładnych zagrań. Początkowe fragmenty drugiej połowy to prawdziwy festiwal skuteczności drużyny Big Time, która przypuściła prawdziwy szturm na bramkę Apollo 30. W ciągu kilku minut zdołała strzelić trzy gole, wychodząc tym samym na bezpieczne prowadzenie, którego nie oddała już do końcowego gwizdka. Zawodnicy Apollo starali się jeszcze nawiązać walkę, ale powstałych strat w żaden sposób nie udało im się odrobić. Po serii trzech kolejnych wygranych Apollo ponosi więc zaskakującą porażkę, która mocno komplikuje walkę tej drużyny o medale. Big Time Kraków z kolei zwycięża po raz pierwszy i pozostaje w grze o utrzymanie.

Liga E1 we wtorek to również tylko jeden mecz. Janusze szukali w nim swojego drugiego zwycięstwa w sezonie, a ich przeszkodą w jego zdobyciu miała była ekipa Nic się nie stało. Pierwsza połowa zagrana była raczej w rwanym stylu, któremu sprzyjała deszczowa pogoda. Więcej prób podejmowali jednak Janusze i po prawie całej połowie bez bramek, otworzyli wynik spotkania tuż przed zmianą stron. Na drugą odsłonę ekipa Streckera wyszła z jeszcze większą determinacją, co coraz bardziej męczyło grające “gołą” szóstką Nic się nie stało. “Czarno-żółci” dzielnie się jednak bronili i szukali wyrównującego trafienia. Sztuka ta się nie powiodła, ponieważ szczelnie w obronie zagrali wczoraj dobrze zorganizowani Janusze. Gdy Nic się nie stało w końcówce opadło już z sił, ekipa JF dobiła je kolejnymi trafieniami. Drugie w sezonie zwycięstwo Januszy spowodowało w ich szeregach euforię, której wyraz dawali jeszcze długo po ostatnim gwizdku.

Podobnie w Lidze E2 mogliśmy obserwować tylko jedno starcie, w którym Perła zagrała z ostatnio pokonanymi po raz pierwszy Wonderkids. Był to pojedynek dwóch zespołów, które lubią i umieją grać w piłkę. Od początku dało się zauważyć, że jedni i drudzy próbują konstruować swoje akcje z pomysłem i wiele z nich faktycznie kończyło się zagrożeniem pod którąś z bramek. Więcej jakości piłkarskiej zaoferowali jednak gracze Wonderkids, po których widać było bardzo duże zgranie i przede wszystkim chęć zmazania plamy sprzed tygodnia. Gracze Gęborka dołożyli do tego skuteczność i po wyniku 6:0 do przerwy - Perła, której tej skuteczności bardzo brakowało, powoli musiała godzić się z porażką. W drugiej połowie obraz gry właściwie się nie zmieniał. Próby Perły nie znajdowały drogi do siatki, natomiast zawodnicy Wonderkids z dużą regularnością dokładali swoje kolejne trafienia. Kolejne zwycięstwo, jeszcze przed podziałem Ligi E2, umacnia dawny WKS na pozycji lidera. Tym razem zespół lidera nie miał braków na pozycji bramkarza, czym też można wyjaśnić rozegranie meczu “na zero z tyłu”. Porażka nie przeszkodziła Perle w awansie do grupy mistrzowskiej.

Naj, naj, naj...

  • Największa radość: Janusze Futbolu po swoim drugim zwycięstwie wiosną zanotowanym przeciwko Nic się nie stało
  • Największa niespodzianka: porażka Apollo 30 z Big Time Kraków

Ciekawostki

  • Mecz z Tubylcami był dla Macieja Koranowicza z Porty Kraków występem nr 100 w Futbolowej Lidze Szóstek
  • Gol strzelony Comarchowi był setnym trafieniem w FLS Marcina Parejki z drużyny CMR Eskulap
  • 10:1 z WKS to najwyższa wygrana Pink Bowling od 28.05.2018 i 12:1 z Big Time Kraków
  • 12:3 z Calcio&Birra to najwyższa wygrana w dotychczasowej historii występów w FLS Krakoskiej Piłki. Jest to zarazem także pierwszy przypadek, w którym zespół ten strzela w jednym meczu dwucyfrową liczbębramek
  • Nieoczekiwanym triumfem w starciu z Apollo 30, Big Time Kraków przerwało serię sześciu meczów bez zwycięstwa
  • Zespół Januszy Futbolu po raz trzeci w swojej historii, a drugi w trwającym sezonie, zachował czyste konto
  • 0:12 z Wonderkids to najwyższa porażka Perły Kraków w FLS
(1 Vote)