Amber górą w meczu na szczycie, Relaksmisja dzieli się punktami z NEMBUDem

We wtorkowy wieczór cenne wygrane w kontekście walki o utrzymanie zanotowały ekipy GDA Investment oraz Pink Bowling, które pokonały odpowiednio Piratów oraz Cemark.pl. W hitowym starciu rozegranym w Lidze B1 górą Amber, które pokonało FC Kalinex i zmieniło ten zespół na pozycji lidera. W czołówce utrzymuje się CA Sharks, które nadspodziewanie łatwo uporało się z Radką. W Lidze B2 doskonały występ Krystiana Kubiczka zapewnił NEMBUDowi jeden punkt w rywalizacji z Relaksmisją. W Lidze C1 w dalszym ciągu nie mogą się odnaleźć Żubry, które tym razem poległy w starciu z Grande Bande. Aby sięgnąć po trzy punkty solidnie musiała się napracować Kadra GAP, która okazała się minimalnie lepsza od Wakandy. Zwycięską serię kontynuuje Holba, która tym razem pokonała Bianconerri. W Lidze D2 Rodzina Królewską okazała się górą w starciu z Albatrosem, a Płaszów z Rekonwalescentami Skawina. Z kolei w Lidze E2 szanse na awans do grupy mistrzowskiej straciło Groove Street, które musiało uznać wyższość Błękitnej Husarii.

Co się wydarzyło?

Świadkami tylko dwóch starć elity byliśmy we wtorek. Pierwsze z nich toczyło się pomiędzy Cemarkiem a Pink Bowling. Nieco więcej szans dawano przed tym meczem zespołowi “Pinków”. Jednak boiskowe wydarzenia długo nie układały się po ich myśli. Walczący o pierwszą w sezonie wygraną Cemark.pl postawił twarde warunki i długo wydawało się, że sięgnie po trzy punkty. Po pół godzinie gry prowadził bowiem 3:1 i prezentował się naprawdę dobrze. Rywale może i lepiej operowali piłką, ale mieli spore problemy z jej dostarczeniem w pole karne Cemarku i stworzeniem realnego zagrożenia. Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie w samej końcówce. W ciągu ostatnich sześciu minut ekipa Pink Bowling zdobyła aż pięć bramek. Cemark.pl zdołał odpowiedzieć tylko jednym i trud włożony w mecz tak na dobrą sprawę poszedł na marne. Dzięki wygranej Pink Bowling pozostaje w grze o utrzymanie się w elicie na kolejny sezon. Sytuacja Cemarku jest bardzo trudno i do bezpiecznego miejsca zespół ten traci 7 punktów. W drugim ze spotkań zagrały ze sobą ekipy, spośród których ciężko było o wyznaczenie wyraźnego faworyta. GDA Gęgotka zagrało z Piratami Kościółka. Tempo i dynamika meczu z pewnością mogły się podobać. Początkowe fragmenty to wyrównana ze wskazaniem na GDA, które miało kilka dobrych okazji, ale bezbłędny między słupkami bramki Piratów był Morański. GDA miało sytuacje, ale to Piraci strzelali bramki i po niespełna 10 minutach prowadzili już 2:0. Rywale błyskawicznie zdołali jednak odpowiedzieć, a chwilę później doprowadzić do wyrównania. Pierwsza odsłona to klasyczna gra “cios za cios”, która finalnie zakończyła się prowadzeniem GDA 4:3. Druga odsłona rozpoczęła się co prawda od szybkiego wyrównania Piratów, jednak pozostała część meczu należała już do GDA. Przewaga rosła, gra zaczęła się kleić, a w ofensywie brylował zwłaszcza Robert Ślęczka, przez którego przechodziła większość akcji. Piraci mimo ambitnej postawy nie byli w stanie strzelić już ani jednego gola i musieli się pogodzić z trzecią porażką w sezonie.

Również dwa spotkania rozegrane zostały w ramach Ligi B1. O tej samej porze na boisko wybiegły zespoły CA Sharks w meczu przeciwko Radce oraz Kalinex grający w hicie dnia z Amberem. W pierwszym z tych spotkań “Rekiny” nie dały większych szans Radce i wysoko zwyciężyły. Już sam początek meczu ułożył się zdecydowanie po ich myśli. Szybko strzelone trzy bramki pozwoliły przejąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Gracze CA byli stroną przeważającą, lepiej zorganizowaną i wykazującą większą chęć do gry. Ponadto bardzo dobrze radzili sobie w obronie, skutecznie rozbijając większość ataków rywali. Do przerwy CA strzeliło w sumie pięć bramek, a mogło być ich jeszcze więcej, jednak w kilku sytuacjach brakowało odrobiny szczęścia lub skuteczności. Po zmianie stron obraz gry nie uległ większym zmianom i CA bez problemów dowiozło wygraną do końcowego gwizdka. Zawodnikom Radki mecz ten ewidentnie nie wyszedł. Można mówić, że wpływ na to miał niekorzystny obrót spraw z samego początku i szybko stracone trzy gole, jednak tym razem w grze tej drużyny zabrakło przede wszystkim pomysłu. Hitowa rywalizacja lepiej rozpoczęła się dla drużyny Amber, która już w 3. minucie wyszła na prowadzenie. Bramkę strzelił Maciej Banaś, który był motorem napędowym większości akcji swojego zespołu i to do niego zagrywana była w pierwszej odsłonie większość piłek. FC Kalinex starał się grać swoje. Dobrze zorganizował się w obronie, był bardziej aktywny, momentami przeważał, ale nie potrafił znaleźć sposobu na defensywę rywali. W dodatku tuż po upływie pierwszego kwadransa spotkania stracił drugą bramkę i był w nieciekawej sytuacji. W drugiej połowie mecz wyglądał podobnie. Kalinex napierał, ale dobrze zorganizowany Amber długo opierał się tym atakom. Jednak tylko do czasu. W krótkim odstępie czasu Mateusz Piekarczyk dwukrotnie pokonał Jacka Bieńka i ponownie był remis. Gracze Amber zareagowali jednak w najlepszy możliwy sposób i w niespełna 60 sekund odpowiedzieli dwoma trafienia i wywalczonego w ten sposób prowadzenia już nie oddali. W pełni wykorzystali fakt osłabienia rywala spowodowanego wykluczeniem za czerwoną kartkę. Dzięki wygranej Amber przeskoczyło w tabeli FC Kalinex i zasiadło w fotelu lidera Ligi B2. Drugie ze spotkań przyniosło oczekiwane emocje (?)

Tylko dwóch przedstawicieli miała we wtorek Liga B2. Zagrały ze sobą niepokonana Relaksmisja i będący faworytem NEMBUD. Mecz swoją intensywnością na pewno nie porwał, ponieważ obie drużyny postawiły przede wszystkim na zabezpieczenie dostępu do własnej bramki. Jedni i drudzy zagęścili środek pola i tam właśnie przez większość spotkania toczyła się prawdziwa walka. Trzeba powiedzieć, że lepsze wrażenie sprawiała Relaksmisja, która cierpliwie konstruowała swoje akcje, ale nie miała też problemów z szybkim przemieszczeniem piłki w okolice pola karnego rywali. Częściej atakujący gracze Relaksmisji napotkali jednak we wtorkowy wieczór na przeszkodę niesłychanie trudną do sforsowania. Swój dzień między słupkami NEMBUDu miał bowiem Krystian Kubiczek, który był prawdziwą ostoją swojej drużyny i to głównie jego świetnej dyspozycji koledzy zawdzięczają wywalczenie jednego punktu. Relaksmisja może być nieco rozczarowana końcowym rezultatem i brakiem wygranej, jednak nie można zapominać, że mimo przewagi dwukrotnie w tym meczu przegrywała i musiała odrabiać straty.

Trzy spotkania zostały rozegrane w Lidze C1. Jako pierwsi na boisku pojawili się gracze Kadry GAP, którzy mieli za zadanie pokonać będącą w gazie Wakandę. Na początku meczu obie ekipy dążyły do tego, aby narzucić rywalowi swój styl gry. Bardziej udało się to Kadrze, która dłużej utrzymywała się przy piłce, tworzyła sobie okazje, ale na posterunku był Jarosław Kosowski. Wynik meczu otworzyła jednak Wakanda, która dobrze rozegrała rzut rożny. Kadra błyskawicznie jednak odpowiedziała, ale równie szybko...straciła drugą bramkę. GAPowicze zdołali jeszcze przed przerwą wyrównać i druga odsłona zapowiada się bardzo ciekawie. Po zmianie stron utrzymywała się wysoka intensywność gry, ale na bramki trzeba było chwilę poczekać. I ponownie oba zespoły strzeliły w krótkim odstępie czasu. Emocje towarzyszyły poczynaniom obu zespołów do samego końca, a Kadra GAP szalę wygranej przechyliła na swoją korzyść dopiero w 49. minucie. Wielka radość po strzelonym golu jest więc jak najbardziej uzasadniona. Zawodnicy Wakandy jeszcze długo po końcowym gwizdku analizowali przyczyny drugiej porażki z rzędu. W dodatku drugiej w stosunku 3:4. Kolejne dwa pojedynki zostały już rozegrane równolegle, a spotykali się w nich zawodnicy Grande Bande grający przeciwko Żubrom oraz gracze Różowych Panter walczący o przełamanie w meczu z plasującym się wysoko ABB. Początkowe fragmenty starcia Grande Bande z Żubrami to cała masa okazji z jednej i drugiej strony oraz sporo goli. Po niespełna dziesięciu minutach Żubry prowadziły 3:2. Zespół ten w pierwszej połowie prezentował się lepiej, ale też nie można powiedzieć, żeby uzyskał zdecydowaną przewagę. Graczom Grande Bande udało się jeszcze przed przerwą doprowadzić do wyrównania i kwestia trzech punktów pozostawała sprawą otwartą. Po zmianie stron obie ekipy lepiej się zorganizowały i nie były już skłonne do tak otwartej gry jak w pierwszej odsłonie. Częściej atakowały Żubry, ale dobrze między słupkami spisywał się Maciej Dzięgiel, który swoimi interwencjami utrzymywał GB w grze. Jego koledzy z pola w 36. minucie po raz trzeci wyszli na prowadzenie. Tym razem nie dali się już dogonić i dowieźli korzystny dla siebie rezultat do końcowego gwizdka, podwyższając jeszcze w 47. minucie wynik na 5:3. Żubry próbowały coś zmienić, ale nie były w stanie przedostać się przez mur, jaki w okolicach pola karnego postawili rywale. W drugim ze spotkań zawodnicy Różowych Panter oraz ABB urządzili sobie prawdziwy festiwal strzelecki i w ich starciu padło łącznie aż 21 bramek. Mecz był niezwykle wyrównany i długo nie było wiadomo na czyją korzyść przechyli się szala zwycięstwa. O wygranej ABB tak na dobrą sprawę zdecydowały początkowe fragmenty drugiej odsłony, kiedy to w krótkim odstępie czasu zespół ten zdołał pokonać bramkarza rywali aż czterokrotnie i wyjść na prowadzenie 8:3. Taki obrót spraw wprowadził sporo zniechęcenia w poczynania Różowych Panter. W dodatku zaczęło dawać o sobie znać zmęczenie wynikające z faktu gry z jedną zmianą przeciw rywalowi, który dysponował dwiema piątkami. Już do końca zawodów ABB miało boiskowe wydarzenia pod pełną kontrolą. Triumf byłby znacznie bardziej okazały, gdyby nie momenty dekoncentracji w końcówce spotkania, kiedy to Pantery zdołały strzelić trzy gole i nieco poprawić końcowy wynik. Nie zmienia to jednak faktu, że już po raz piąty w trwającym sezonie musiały one zejść z boiska pokonane. W zupełnie odmiennych nastrojach obiekt Hutnika opuszczali gracze ABB, którzy wygrali trzeci mecz z rzędu.

W Lidze C2 we wtorek swoje zmagania miały 4 zespoły. W pierwszej potyczce trafiły na siebie zespoły będące ostatnio w gazie, czyli Bianconerri i Holba. Od pierwszych minut dużą przewagę uzyskała Holba. Zespół ten grał bardzo uważnie w obronie, był zdyscyplinowany taktycznie i spokojnie konstruował swoje akcje na połowie Bianconerri. Pierwszą z nich udało się wykorzystać już w 9. minucie, kiedy to piłkę do siatki skierował Dariusz Piwowarczyk. Rywale próbowali odpowiedzieć, ale mieli problemy ze stworzeniem zagrożenia pod polem karnym Holby. Gorąco pod bramką Waldemara Krztonia było jednak w momentach, gdy błędy popełniali jego koledzy z bloku obronnego. Większość z nich pozostała jednak bez konsekwencji w postaci utraty gola. Do przerwy Holba prowadziła 2:0 i była na dobrej drodze do odniesienia trzeciego zwycięstwa z rzędu. Po zmianie stron zryw zanotowali Bianconerri, którzy szybko strzelili bramkę kontaktową. Na więcej się jednak nie zdobyli, w czym spora zasługa dobrze zorganizowanej i poukładanej postawie przeciwników. Gracze Holby dołożyli w drugich 25 minutach jeszcze dwa trafienia i po końcowym gwizdku mogli się cieszyć z zasłużonego triumfu. Drugie starcie to już mecz Porty z Nosaczami, w którym nieznacznym faworytem mianowano pierwszy z zespołów. Przebieg początkowych fragmentów spotkania zdawał się potwierdzać przedmeczowy typ. Gracze Porty lepiej weszli w to spotkanie, prowadzili grę i jako pierwsi strzelili bramkę. Zdobyte prowadzenie błyskawicznie jednak stracili. Nosacze z minuty na minutę coraz śmielej poczynali sobie na boisku, aż w końcu dopięli swego i zdobyli drugiego gola. Prowadzenie utrzymali do gwizdka kończącego pierwszą część gry. Zespół Nosaczy zdawał się kontrolować przebieg spotkania, jednak Porta wcale nie zamierzała przedwcześnie się poddawać. Na nieco ponad kwadrans przed końcem wyrównała, a po kilku minutach dołożyła następne dwa trafienia i wygraną miała na wyciągnięcie ręki. Nosacze co prawda robiły co mogły, aby wrócić do gry, ale ani razu nie zdołały już zaskoczyć czujnej defensywy Porty, która mogła się cieszyć z długo wyczekiwanego, pierwszego zwycięstwa w nowym sezonie.

Trzy konfrontacje miały również miejsce w Lidze D1. W pierwszej z nich Asy NH B walczyły o swoje upragnione, pierwsze zwycięstwo z Calcio&Birra. Mecz toczył się raczej w spokojnym tempie. Jednym i drugim brakowało rozmachu w ofensywie, co przełożyło się na niewielką liczbę dobrych okazji podbramkowych. Impas strzelecki przełamali gracze Calcio, którzy w niespełna pięć minut strzelili 3 gole, wychodząc tym samym na komfortowe prowadzenie. Asom szybko udało się jednak odpowiedzieć. Mogło być jeszcze lepiej, ale nie udało się wykorzystać rzutu karnego. Po zmianie stron Asy przejęły inicjatywę, a gra nabrała polotu i wyraźnie zaczęła im się kleić. Dobra gra przyniosła efekt w postaci doprowadzenia do wyrównania. Gracze Calcio szukali sposobu na strzelenie czwartej bramki, ale nie mogli pokonać dobrze spisującego się między słupkami bramki Asów Tomasza Siemka. Rywal jednak cały czas napierał i w końcu zmusił go do kapitulacji. W samej końcówce Calcio dołożyło jeszcze piąte trafienie i wygrało drugi mecz w sezonie. W drugim meczu No Name spotkało się z jednym z mocnych kandydatów do awansu, czyli Dream Crushers. Obie strony rozpoczęły spotkanie z dużym animuszem. Jedni i drudzy nie ustawali w atakach, ale długo nikomu nie udało się otworzyć wyniku. Doszło do tego dopiero po błędzie w środku pola zawodnika No Name, po którym gracze Dream Crushers przeprowadzili szybką kontrę i strzelili pierwszego gola. Strzelona bramka wyraźnie dodała im pewności siebie. Szybko dołożyli do swojego dorobku kolejne dwa trafienia i na przerwę schodzili prowadząc 3:0. W drugiej połowie DC grało już dużo swobodniej, kontrolując przebieg meczu. Rywale z No Name starali się przeciwstawić, ale brakowało w ich poczynaniach konkretów, a w dodatku powoli opadali z sił. Dream Crushers strzeliło w drugiej odsłonie sześć goli i odniosło kolejne efektowne zwycięstwo.Trzecim meczem, kończącym wtorkowe zmagania w Lidze D1, była rywalizacja Meczdeja z Pakerboxem. Faworytem w tym pojedynku był ofensywny zespół FC. Jednak nieoczekiwanie rywalizacja lepiej rozpoczęła się dla Pakerboxa, który szybko wyszedł na prowadzenie i dążył do podwyższenia rezultatu. Zapędy tej drużyny zostały jednak szybko ostudzone przez rozpędzających się rywali. FC Meczdej błyskawicznie odpowiedziało dwoma trafieniami i z minuty na minutę coraz wyraźniej dominowało na boisku. Na kolejne gole gracze FC musieli jednak czekać aż do końcówki pierwszej połowy, a na przerwę schodzili z komfortowym prowadzeniem 4:1. To im jednak nie wystarczyło i po zmianie stron ruszyli na podłamanych rywali ze zdwojoną mocą, a w ich poczynaniach było widać dużą radość z gry. W drugiej odsłonie FC Meczdej dołożył do swojego dorobku kolejnych dziewięć bramek i zanotował już trzecią dwucyfrową wygraną z rzędu. Forma drużyny wyraźnie więc rośnie i z pewnością będzie się liczyć do końca w walce o medale.

W pierwszym z dwóch meczów Ligi D2 Albatros spotkał się z aspirującą do awansu Rodziną Królewską. Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Z jednej i drugiej strony było sporo ładnych akcji i groźnych sytuacji podbramkowych. Wynik spotkania na samym jego początku otworzył Albatros. Radość z prowadzenia nie trwała jednak długo, ponieważ Rodzina odpowiedziała błyskawicznie. W dalszej części pierwszej odsłony kilka dobrych okazji miał Albatros, ale szwankowała skuteczność. W końcowych fragmentach zaczęła się uwidaczniań przewaga Rodziny Królewskiej, jednak pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1. Warto dodać, że w jej barwach zadebiutował znany dobrze z występów w Amber - Artur Burkiet. Po zmianie stron gra toczyła się w myśl zasady “akcja za akcję”. Lepiej w tych warunkach poradziła sobie Rodzina, chociaż wygraną przypieczętował jej trzeci gol, strzelony dopiero na pięć minut przed końcowym gwizdkiem. W ostatniej akcji meczu Albatros zdobył jeszcze bramkę kontaktową z rzutu karnego, ale na doprowadzenie do wyrównania zabrakło już mu czasu. W drugim z meczów Rekonwalescenci stanęli oko w oko z Płaszowem. Oba zespoły dobrze znają się z Ligi Zimowej, w której lepiej spisał się zespół Serwis-Banku. W tym sezonie zespoły idą “łeb w łeb” i dlatego trudno było o postawienie na którąś z ekip. Mecz mógł się podobać, toczył się w szybkim tempie, dużo w nim było też walki na pograniczu faulu. Lepiej w spotkanie weszła ekipa Płaszowa, która szybka uzyskała przewagę. Udokumentowała ją dwiema bramkami i dążyła do kolejnych. Zamiast tego kontaktowe trafienie zaliczyli jednak rywale ze Skawiny. Jeszcze przed przerwę gracze Płaszowa ponownie odskoczyli na dystans dwóch trafień. Po przerwie gra była jeszcze bardziej wyrównana, chociaż stroną nieco bardziej aktywną był Płaszów. Zespół ten zdołał utrzymać wypracowaną w pierwszych 25 minutach przewagę. Rekonwalescentom w drugiej odsłonie udało się strzelić zaledwie jednego gola, a na więcej nie pozwoliła dobrze zorganizowana defensywa rywali. Dzięki wygranej Płaszów zbliżył się do ligowego podium i ma obecnie tyle samo punktów co trzecia drużyna Alliance.

W Lidze E1 też doszło tylko do dwóch gier. Jako piersi na placu gry zameldowali się zawodnicy FC Admind i Heinekena. Faworytem był drugi z zespołów, który zajmuje pozycję w górnej połowie tabeli. Jednak na boisku w ogóle nie było widać różnicy, jaka w tabeli dzieli obie ekipy. Mecz miał bowiem bardzo wyrównany przebieg i do samego końca nie było wiadomo, która ze stron wyjdzie z niego zwycięsko. Heineken szybko wyszedł na prowadzenie, z którego cieszył się jednak tylko kilka minut, a Admind golem zakończył ładną, składną, zespołową akcję. Nie upłynęła jednak nawet minuta, a faworyt ponownie był na prowadzeniu. Pierwszy kwadrans upłynął na radosnej, ofensywnej grze z jednej i drugiej strony. Do końca pierwszej połowie obie drużyny trafiły jeszcze po razie, a wynik 3:2 dla Heinekena gwarantował emocje również po przerwie. I rzeczywiście emocji w drugiej części gry nie zabrakło. w 37. minucie Heineken zdołali podwyższyć prowadzenie i byli już bardzo blisko końcowego triumfu. Zawodnicy FC Admind ruszyli w pościg za wynikiem, mieli sporo okazji do zmiany rezultatu, ale więcej bramek już nie strzelili i komplet punktów powędrował na konto rywali. W drugim meczu Nie ma Lipy, które w ostatniej kolejce po raz pierwszy wiosną nie wygrało, spotkało się z mającą na koncie tylko jedno zwycięstwo Błękitną Watahą. Otrzymaliśmy sporą dawkę radosnego futbolu, ponieważ obie strony postawiły w pierwszej kolejności na ofensywę, często zapominając o obronie. W poczynaniach jednych i drugich dużo było niedokładności, przez co mecz był bardzo szarpany. W panującym na boisku chaosie lepiej odnajdywali się gracze Nie ma Lipy, którzy przede wszystkim mieli po swojej stronie skuteczność. NmL przez większą część spotkania utrzymywało bezpieczną przewagę nad rywalem. Z biegiem czasu przewaga tej drużyny rosła, udało się jej przejąć kontrolę nad spotkaniem i bez problemu sięgnąć po kolejny już wiosną komplet punktów.

Jedynym meczem Ligi E2 był we wtorek pojedynek walczącego jeszcze o pierwszą piątkę Groove Street z Błękitną Husarią. Od pierwszych minut widać było, że obie ekipy wyszły na murawę bardzo skoncentrowane. Jedni i drudzy początkowo nastawili się przede wszystkim na to, aby nie stracić gola. Aktywniejszą stroną była Błękitna Husaria, która szukała luki w szeregach obronnych rywali. Taką udało się znaleźć w 7. minucie Tomaszowi Wiesnerowi, który dał swojej drużynie prowadzenie. Kolejne minuty to w dalszym ciągu uważna gra Husarii i sporadyczne próby podejmowane przez zawodników Groove Street. Co prawda po jednej z nich udało im się wyrównać, ale na przerwę schodzili przegrywając 1:2. I trzeba przyznać, że Błękitna Husaria prowadziła w pełni zasłużenie, będąc ekipą po prostu lepszą. Po zmianie stron obraz gry nie uległ większym zmianom. Groove Street jeszcze raz zdołało doprowadzić do remisu, ale po kilku minutach padła odpowiedź ze strony Husarii, która po raz trzeci wyszła na prowadzenie i tym razem korzystnego rezultatu nie wypuściła już z rąk. Tym samym Groove Street żegna się z marzeniami o grupie mistrzowskiej, natomiast Błękitna Husaria potwierdziła dobrą dyspozycję z ostatnich tygodni i obecnie jest sklasyfikowana na szóstej pozycji.

Naj, naj, naj...

  • Najciekawsze debiuty: Artur Burkiet w Rodzinie Królewskiej
  • Największa niespodzianka: czwarta kolejna porażka Żubrów

Ciekawostki

  • Wakanda FC drugim mecz z rzędu przegrywa w stosunku 3:4
  • FC Meczdej w trzecim kolejnym spotkaniu strzela co najmniej 10 goli
  • Zmiana nastrojów w szeregach Holby. Po serii czterech porażek zespół ten odniósł trzecią kolejną wygraną
  • Porta Kraków nigdy wcześniej nie musiała czekać na inauguracyjne zwycięstwo w sezonie aż do szóstego meczu
Last modified on środa, 08 maj 2019 14:20
(0 votes)