Ważne zwycięstwo Stomatologii, Browary nowym postrachem w C2

W poniedziałkowy wieczór kolejną wygraną w sezonie odniosła Stomatologia, która w meczu na szczycie pokonała Aqua Soil. W ścisłej czołówce utrzymuje się Rafis, któremu pokonanie Asów NH nie przyszło jednak łatwo. Natomiast problemów z pokonaniem Mazi Teamu nie miała Cybermachina, która rozegrała chyba swój najlepszy mecz w trwającej kampanii. W Lidze B1 zwyżkę formy potwierdziło Valposiano, które tym razem dało radę wyżej notowanemu AS Maestro. Małą niespodziankę sprawił także KPPN, który rozegrał dobre zawody i zasłużenie pokonał Wodociągi. Do pewnego momentu problemy z Pompami miała Żymła Siermięga, ale ostatecznie to faworyt sięgnął po komplet punktów. Ważne zwycięstwo odniósł Comarch, który w pokonanym polu zostawił Grupę Partner. W Lidze C2 nie zatrzymują się Browary Hills, które tym razem z kwitkiem odprawiły Prawdziki, dla których była to pierwsza porażka w sezonie. Problemów z pokonaniem Geodzików nie miała C.F. VilaNova. W Lidze D1 po kolejny komplet punktów sięgnęła Krakoska Piłka, która wyszła zwycięska z trudnego starcia z Whisky z Colą. Po pokonaniu OSK Adrenaliny na fotel lidera Ligi D2 wskoczyła ekipa Apollo 30. W kolejnym hitowym starciu Ligi E1 UBS Kraków okazał się zdecydowanie lepszy od niepokonanych dotąd Wzmocnionych FC.

Co się wydarzyło?

W najwyższej klasie rozgrywkowej poniedziałek rozpoczął się od meczu Cybermachiny z Mazi Teamem. Spotkanie to nie miało co prawda zdecydowanego faworyta i spodziewaliśmy się zaciętej rywalizacji. Taka jednak nie miała miejsca, a Cybermachina zwyciężyła zdecydowanie. Zespół ten od pierwszych minut był bardzo dobrze zorganizowany, zwłaszcza w tyłach. Uważna, odpowiedzialna gra została poparta wysoka dyspozycją Bartosza Dybały między słupkami. Mazi Team atakował, szukał swoich szans, ale był w swoich poczynaniach niedokładny i nieskuteczny. Po pierwszej połowie, przegranej 0:2, mógł mieć jeszcze cień nadziei na odwrócenie losów spotkania, ale po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Nie pomógł nawet manewr z wycofaniem bramkarza, który przyniósł więcej strat niż pożytku. Cybermachina zwycięża pewnie i zasłużenie po rozegraniu jednego z najlepszych spotkań w sezonie. Zwraca uwagę zwłaszcza kapitalna forma Arkadiusza Guściory, który strzelił aż cztery gole. Dzielnie sekundował mu wszędobylski Michał Ślaski, który na boisku dwoił się i troił, cały czas będąc pod grą i nieustannie niepokojąc defensywę rywala. Czy wygrana z Mazi Team to zwiastun lepszych czasów dla Cybermachiny? Pół godziny później rozpoczęły się dwa kolejne spotkania Ligi A. W pierwszym z nich spotkały się doświadczony i bardzo dobrze grający wiosną zespół Rafisu z nieźle spisującym się beniaminkiem - Asami NH. Obie ekipy stanęły na wysokości zadania i zapewniły wiele emocji. Rafis wyszedł na to spotkanie bardzo skoncentrowany, a duże skupienie na początku pozwoliło mu jako pierwszemu wyjść na prowadzenie. Postawione szybko pod ścianą Asy próbowały się odgryźć, ale w pierwszej połowie ta sztuka się nie udała. Graczom Nowaka nie można było jednak odmówić ambicji i groźnych prób. Niestety dla zespołu z Nowej Huty - tuż przed przerwą prowadzenie podwyższyli rywale, które wydawało się, że ustawi całe spotkanie. Asy zdołały jednak wrócić do gry po golu kontaktowym z karnego. Chwilę później mieliśmy jednak już odwrotny scenariusz, bo swojego karnego wykorzystali równiez gracze Rafisu. Na kilka minut przed końcem ponowny “kontakt” dla beniaminka sprawił, że doświadczony rywal do końca musiał drżeć o wynik. Koniec końców to Rafis zapewnił sobie kolejne 3 punkty i awans na pozycję wicelidera. W innym, toczonym równolegle meczu doszło do pojedynku na szczycie elity. Pojedynek Aqua Soil ze Stomatologią miał dużo wyjaśnić w kontekście mistrzostwa w Lidze A i tak też chyba się stało. Faworytem była ekipa Łukasza Stupki, ale to jej rywal lepiej wszedł w to spotkanie. Prowadzenie w tym spotkaniu było jednak atrybutem, który często zmieniał właściciela. Po pierwszej połowie, granej w wysokim tempie, w rytmie gol za gol i z pomysłem, mieliśmy remis 3:3. Krótko po zmianie stron lider wyszedł na dwubramkowe prowadzenie, które jak się okazało, ponownie stracił. Sprawa końcowego rozstrzygnięcia pozostawała więc cały czas otwarta. Dużą zasługę miała w tym nie do końca skuteczna ofensywa Stomatologii, która nie miała problemów z dojściem do sytuacji bramkowych, ale z ich finalizacją już tak. W decydującym momencie, na 5 minut przed końcem, ciężar na swoje barki wziął Damian Buras, który bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego dał ponowne prowadzenie swojej ekipie. Gwoździem do trumny dla do końca walczącego o korzystny rezultat zespołu Piotra Chamerlińskiego okazał się być strzał Jaszczaka, który wykorzystał brak bramkarza po stronie rywala. Stomatologia wygrywa z jednym z głównych konkurentów w walce o mistrzostwo i z kompletem 7 zwycięstw przewodzi tabeli Ligi A. Dla Aqua to już druga porażka w tym sezonie.

Aż 4 spotkania zostały zaplanowane na poniedziałkowy wieczór w Lidze B1. Odbyły się z nich jednak tylko trzy. Na pierwszy ogień miało pójść starcie TEB Edukacji B z Omegą, które jednak nie doszło do skutku ze względu na...pomyłkę organizacyjną w szeregach pierwszej z ekip, która zamiast na obiekt KS Nadwiślan zjawiła się na Hutniku. O 19:40 na boisku Hutnika rozpoczął się pojedynek Piometu z Home Brokerem. Mimo swojej pierwszej porażki wiosną - zanotowanej w ostatnim meczu - to właśnie Piomet pozostawał faworytem. Zaczęło się w dość spokojnym tempie, ale nieco lepsze wrażenie pozostawiał zespół Jakuba Dobosza, któremu udało się wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Wydawałoby się, że HB dowiezie tę zaliczkę do przerwy, ale w końcu jeden ze zrywów rywala przyniósł mu gola kontaktowego, który padł tuż przed zmianą stron. Druga połowa należała już zdecydowanie do Piometu, który nieco poukładał swoją grę. Pomogło mu to w strzeleniu kolejnych 4 bramek i odrobieniu strat z nawiązką, czym udowodnił, że nie był faworytem na wyrost. Po przerwie Broker nie zwiększył już swojego dorobku bramkowego i stało się jasne, że Tomasz Sumek na swojego 200. gola będzie musiał poczekać przynajmniej do następnego spotkania. Gracze Campanii skutecznie zrehabilitowali się za ostatnią porażkę z Maestro i po tym meczu meldują się na podium. Home natomiast zamyka tabelę, nadal nie mając jeszcze zwycięstwa w tym sezonie. Kolejnym ze starć był mecz Wodociągów z KPPNem, w którym o powtórkę z jesieni starał się faworyzowany zespół Grzesiaka. Od samego początku mecz wyglądał dokładnie tak, jak można się było spodziewać, a Wodociągi osiągnęły dużą przewagę. Należy w tym miejscu jednak wtrącić uwagę, że KPPN był doskonale ustawiony w defensywie i z przewagi w posiadaniu piłki przez rywali kompletnie nic nie wynikało. W dodatku gracze w pasiastych koszulkach bardzo groźnie kontrowali i szybko wyszli na bezpieczne prowadzenie, już po niespełna kwadransie prowadząc 3:1. Do przerwy dołożyli jeszcze jedno trafienie, a niedługo po zmianie stron dwa kolejne i wygraną mieli na wyciągnięcie ręki. W drugiej połowie zawodnicy Wodociągów jeszcze bardziej przycisnęli, często zamykając rywali w obrębie własnego pola karnego. Mądra gra KPPNu nie pozwoliła jednak im rozwinąć skrzydeł i jedyna co udało im się wskórać to strzelić jedną bramkę, która rzecz nie miała żadnego wpływu na końcowe rozstrzygnięcie. Na zamknięcie dnia w Lidze B1 gracze Valposiano zagrali z AS Maestro, które przed tym meczem plasowało się w tabeli zdecydowanie wyżej od swoich przeciwników. Widowisko było zdecydowanie meczem walki, który obfitował w sporo ostrych starć. Cechą wspólną dla obu zespołów była dobra organizacja gry obronnej, dlatego w pierwszej odsłonie padł tylko jeden gol, którego nieoczekiwanie zdobył zespół Valposiano. Mimo bardziej konkretnych ataków ze strony Maestro, wyrównanie przyszło dopiero wtedy, gdy prowadzenie tuz po przerwie podwyższyli “Niebiescy”. Gracze AS w minutę odpowiedzieli wówczas dwoma trafieniami i 120 sekund po zmianie stron było już 2:2. Valposiano miało jednak w poniedziałek ochotę na swoje drugie zwycięstwo z rzędu i potwierdziło to po raz kolejny wychodząc na prowadzenie, które udało mu się utrzymać, mimo emocjonującej końcówki. Drugie z kolei zwycięstwo zespołu Magiery stało się faktem, a dla Maestro była to dopiero druga porażka wiosną.

Tylko dwa mecze odbyły się w poniedziałkowy wieczór w Lidze B2. Oba z nich toczyły się na Nadwiślanie. Pierwszą w rywalizacji był mecz Żymły z Kurpińskim Pompy. Zdecydowanym faworytem tego pojedynku był lider, który jednak musiał się porządnie napracować, aby sięgnąć po kolejny komplet punktów. Pierwsza połowa toczyła się w bardzo szybkim tempie i mogła się podobać. Swoją dyspozycją zaskoczyły zwłaszcza Pompy, które zjawiły się na spotkaniu w bardzo mocnym składzie. Zawodnicy tej drużyny podeszli do starcia z faworytem bez respektu, co zapewniło dużą dawkę emocji od pierwszych minut. Siermiężni większość sił rzucili do ataku, przez co na ich połowie było bardzo dużo miejsca, z czego skwapliwie korzystali rywale. W pewnym momencie Pompom udało się nawet wyjść na prowadzenie 3:2, ale mały pożar został przez Żymłę szybko ugaszony i jeszcze przed przerwą to właśnie ten zespół ponownie wyszedł na prowadzenie. Żymła w przeciągu kilku minut po wznowieniu gry strzeliła trzy bramki i wyszła na komfortowe prowadzenie. Wysoki wynik uśpił jednak nieco czujność Siermiężnych, którzy zaczęli popełniać błędy w defensywie i dali się w pewnym momencie zbliżyć Pompom na dystans jednego trafienia. Faworyci ponownie opanowali jednak sytuację i końcówka należała już zdecydowanie do nich. W końcowych fragmentach strzelili bowiem trzy kolejne bramki i ostatecznie mogli się cieszyć z efektownego zwycięstwa. W drugim z pojedynków Ligi B2 spotkał się walczący o swoje pierwsze punkty zespół Grupy Partner z będącym w nieco lepszym położeniem teamem Comarchu. Mecz od pierwszego gwizdka był wyrównany, a na otwarcie wyniku trzeba było czekać przeszło kwadrans. W pierwszej połowie obie ekipy trafiły po razie i kwestia trzech punktów pozostawała sprawą otwartą. Na początku drugiej połowy Comarch po płaskim strzale z dystansu i niepewnej interwencji bramkarza, któremu piłka przetoczyła się pomiędzy rękami, wyszedł na prowadzenie. Grupa starała się rozgrywać piłkę od własnej bramki, ale Comarch dobrze się ustawiał i skutecznie rozbijał ataki rywali, cały czas groźnie kontrując. W dobrej dyspozycji był ponadto bramkarz Comarchu, który kilkukrotnie ratował swoją drużynę. Comarch systematycznie podwyższał prowadzenie. Grupa próbowała się odgryzać, ale niewiele wynikało z tych ataków. Comarch pomimo początkowych problemów ostatecznie pewnie zwyciężył.

Tylko jeden mecz został zaplanowany na poniedziałkowy wieczór w Lidze C1. Na boisku Hutnika zagrały w niej ze sobą zespoły mającego zerowy dorobek punktowy GSBK z przyzwoicie spisującym się Astorem. "Pomarańczowi" przystąpili do tego spotkania tylko w sześcioosobowym składzie, czym już na starcie mocno utrudnili sobie swoje zadanie zdobycia pierwszych punktów wiosną. Astor od początku ułożył sobie to spotkanie pod siebie, ale przewagi nie budował atakując w jakimś oszałamiającym tempie. Podopieczni Życzkowskiego spokojnie budowali swoje ataki, którymi stopniowo rozmontowywali bardzo ambitny zespół Sajdaka. Kolejne gole były tylko kwestią czasu, a wyżej notowana ekipa nie zamierzała stosować dla swojego rywala taryfy ulgowej. Licznik bramek zatrzymał się na 13, a dla GSBK oznaczało to kolejny mecz bez punktów. Astor, zdobywając po raz kolejny 3 punkty, potwierdza, że jest bardzo solidną ekipą.

W Lidze C2 byliśmy świadkami dwóch starć toczonych równocześnie. W pierwszym z nich będące na pozycji lidera Prawdziki zmierzyły się z ekipą mającą duże aspiracje, czyli Browarami. Zaczęło się po myśli niepokonanego zespołu, który szybko wyszedł na prowadzenie. Browary szybko jednak powstrzymały zapędy swojego rywala, który miał wyraźną ochotę na kolejne zwycięstwo. Ekipa "Pomarańczowych" jeszcze w pierwszej połowie strzeliła trzy kolejne gole i wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Dobry rezultat został utrzymany, dzięki dobrej i mądrej grze w obronie ekipy Browarów. Prawdziki co prawda po zmianie stron mocno ruszyły, ale jednak ich największy atut, czyli gra z kontry - w poniedziałek mocno "kulał". Gonienie wyniku w ataku pozycyjnym liderowi tak dobrze już nie szło i zespół Basisty musiał pogodzić się ze swoją pierwszą porażką wiosną. Duża zasługę miał w tym fenomenalnie dysponowany tego dnia bramkarz drużyny przeciwnej - Jonatan Niepogoda. Browary, odkąd zaczęły wiosną wygrywać, nie zatrzymują się i po 4 wygranych są coraz bliżej ligowej czołówki. Drugie ze spotkań to mecz sąsiadów z góry tabeli, czyli Geodzików z VilaNovą. Faworytem tego meczu był zespół CF, ale rewelacji początku wiosny też nie można było skreślać. Na początku meczu zespoły tworzyły raczej wyrównane widowisko, co skończyło się, kiedy to VilaNova po raz drugi wyszła na prowadzenie. “Portugalska ekipa” z minuty na minutę zaczynała dyktować coraz twardsze warunki, czego efektem była jej dominacja w drugiej połowie. Mecz należał do czystych i ładnych dla oka. Zawodnicy obu zespołów preferowali raczej techniczną grę, która mogła się podobać. Punkty wędrują do faworyta, który nadspodziewanie gładko poradził sobie z “zablokowanymi” już od trzech spotkań Geodzikami.

Liga D1 w poniedziałek to tylko jedna konfrontacja mająca miejsce na boisku KS Nadwiślan. Przeciwko siebie stanęły zespoły Krakoskiej Piłki i Whisky z Colą. Mający komplet oczek zespół KP napotkał stanowczy opór ze strony niżej notowanego rywala. Pierwsza część zawodów była niezwykle wyrównana. Gracze Krakoskiej Piłki lepiej operali piłką w ofensywie i głównie dzięki temu strzelili po szybkich akcjach dwie bramki. Mecz w tej części gry był dobrym widowiskiem, gra była niezwykle płynna i tylko raz została przerwana faulem. Po zmianie stron gra dalej toczona była w intensywnym tempie. Krakoska Piłka prowadziła grę, starała się grać efektownie i ładnie dla oka. Zawodnicy Whisky początkowo nastawili się przede wszystkim na grę z kontrataków, jednak z czasem zaczęli coraz wyraźniej dochodzić do głosu. Po jednej z sytuacji i stałym fragmencie gry fenomenalną interwencją popisał się bramkarz KP. Mógł to być moment zwrotny tego spotkania. Gdyby Whisky złapało wówczas kontakt, to kto wie, czy Krakoska Piłka dowiozła by wygraną do końcowego gwizdka. Na uwagę zasługuje kolejny już w tym sezonie wyborny występ jej bramkarza - Kosmy Colandrea.

Również w Lidze D2 doszło do tylko jednego pojedynku. Przeciwnikiem faworyzowanego Apollo 30 był zespół OSK Adrenalina. Początek meczu był wyrównany, a gra toczyła się w spokojnym tempie z delikatnym wskazaniem na Apollo, które miało więcej z gry, tworzyło sobie częściej okazje, ale strzały bez problemów wyłapywał dobrze dysponowany bramkarz OSK. W końcu jednak Kamilowi Ostrowskiemu udało się pięknym strzałem w okienko otworzyć wynik spotkania. Niedługo później zawodnik ten podwyższył prowadzenie Apollo, jednak zawodnicy Adrenaliny jeszcze przed zmianą stron zdołali złapać kontakt. Tuż po gwizdku wznawiającym grę OSK wyrównało. Jednak druga odsłona to już zdecydowana przewaga wyżej notowanej ekipy Apollo. Do dobry gry gracze w czerwonych koszulkach dołożyli wysoką skuteczność i stopniowo “odjeżdżali” swoim rywalom. OSK starało się, próbowało, ale niewiele mogło wskórać. W drugiej połowie Adrenalinie udało się strzelić jeszcze tylko jednego gola, chociaż okazji, zwłaszcza w końcówce, nie brakowało. Dzięki wygranej zespół Apollo wskakuje na fotel lidera Ligi D2, a plan zakładający wywalczenie promocji na wyższy szczebel staje się coraz bardziej realny.

Ciekawie było w poniedziałek w Lidze E1, w której mieliśmy aż 3 spotkania. Tydzień na swoim szczeblu otworzyły ekipy Nic się nie stało i Flamingo. Mimo swojej pierwszej porażki w ostatniej kolejce, cichym faworytem tego spotkania byli “Różowi”. I rzeczywiście gracze Flamingo od pierwszego gwizdka zdecydowanie przejęli inicjatywę. Ich nieustanne próby niepokojenia bramkarza rywali w początkowych fragmentach spotkania nie przynosiły się jednak oczekiwanego skutku. Wynik udało się co prawda otworzyć już w ósmej minucie, ale nie udało się pójść za ciosem i wyjść na bardziej komfortowe prowadzenie. Zawodnicy Nic się nie stało w żadnym wypadku nie mieli zamiaru być jedynie biernymi uczestnikami boiskowych wydarzeń i z minuty na minutę coraz wyraźniej dochodzili do głosu. Co prawda udało im się zepchnąć przeciwników do defensywy, ale swoje szanse pod bramką Flamingo NSNS też miało. Zwieńczeniem ich starań był gol wyrównujący, który padł w ostatniej akcji pierwszej części meczu. W szeregach Flamingo zapanowała konsternacja i mały niepokój, że kolejne spotkanie nie układa się tak jak powinno. Po zmianie stron obraz gry nie uległ większym zmianom. Zawody w dalszym ciągu były bardzo wyrównane, chociaż znaczną przewagę w posiadaniu piłki miała ekipa Flamingo. Miała jednak trudności ze sforsowaniem dobrze funkjonującej defensywy NSNS i wyśmienicie radzącego sobie między słupkami Paulo Fernandesa. W zdobyciu zwycięskiej bramki wydatnie pomógł im jeden z obrońców rywali, który popisał się pięknym uderzeniem, ale piłkę skierował...do własnej bramki. Co prawda gol na 2:1 padł już w 29. minucie, ale więcej bramek, mimo usilnych prób jednych i drugich, już nie padło. Flamingo ponownie zagrało bardzo dobrze w obronie i głównie dzięki temu wraca na zwycięską ścieżkę. Niewiele później swój mecz rozegrał zespół Hutniczka, któremu przyszło się zmierzyć z Powrotem Żywych Trupów. Oba zespoły dysponują podobnym potencjałem, więc wreszcie dogodną okazję do walki o swoje pierwsze zwycięstwo w sezonie miał zespół Tybury. Ten zaczął zgodnie z oczekiwaniami, żądny "krwi" swojego przeciwnika, ale odjeżdżać mu zaczął dopiero pod koniec pierwszej połowy. Początek to jeszcze gra gol za gol, której nie zabrakło w drugiej połowie. Bardzo skuteczny zespół Hutniczka wypunktował nie do końca poukładany jeszcze zespół PŻT. Zdecydowanie lepsza dyspozycja “Seledynowych” przełożyła się tego dnia na ich pierwsze zwycięstwo. Dla Powrotu była to już 4. przegrana z rzędu. Najciekawiej zapowiadającym się pojedynkiem było jednak starcie dwóch niepokonanych zespołów, czyli Wzmocnionych i UBSu. Ciężko było o wytypowanie faworyta tego starcia, ale od samego początku rywalizacji dużo lepsze wrażenie sprawiał UBS. Gracze tej drużyny mieli precyzyjnie nakreślony plan na to spotkanie, który konsekwentnie realizowali. Postawili przede wszystkim na dobrą organizację gry w defensywie. Skoncentrowana obrona, uważna gra w tyłach i spokojne rozgrywanie ataków - to był ich pomysł na pokonanie niepokonanych dotychczas Wzmocnionych. Taktyka ta w pierwszych 25 minutach przyniosła wymierny efekt w postaci prowadzenia 2:0. Wzmocnieni nie mogli znaleźć skutecznego sposobu na dostanie się choćby w pobliże bramki UBSu. Tuż po zmianie stron Wzmocnieni stracili trzecią bramkę, a po chwili czwartą. Ich sytuacja stawała się coraz gorsza, a widmo pierwszej straty punktów w sezonie stawało się coraz bardziej realne. UBS cały czas grał swoje. Przez cały mecz prezentował się bardzo korzystnie i wypracowanej przewagi nie dał sobie już odebrać. Jedyne na co w poniedziałkowy wieczór było stać Wzmocnionych to honorowy gol strzelony w samej końcówce spotkania. Dzięki zasłużonej wygranej UBS Kraków awansował na fotel lidera Ligi E1.

<p

Naj, naj, naj...

  • Najciekawsze debiuty: powrót między słupki bramki Żymły Siermięgi po niemal dwóch latach przerwy Mateusza Toporowskiego
  • Największa niespodzianka: porażka AS Maestro z Valposiano

Ciekawostki

  • Mecz z OSK Adrenalina był dla Łukasza Zatonia z Apollo 30 występem nr 200 w Futbolowej Lidze Szóstek
  • Mateusz Homoncik z zespołu Krupiński Pompy w starciu z Żymłą Siermięgą strzelił swoją bramkę nr 100 w FLS
  • Z kolei w starciu z Powrotem Żywych Trupów setną asystę zaliczył Krzysztof Krężołek z Hutniczka
  • Cybermachina zachowała czyste konto po raz pierwszy od 14 maja 2018 roku, kiedy to pokonała Football Heaven Bar...7:0
Last modified on wtorek, 07 maj 2019 15:31
(0 votes)