Przerwana passa Alliance i Nie ma Lipy

We wtorkowy wieczór kłopotów z odniesieniem wygranej nie miała przewodząca stawce w Lidze A Stomatologia Stupka, która rozgromiła Wybrzeże Klatki Schodowej. Ważną wygraną w starciu z Bishaką odniosło z kolei GDA Investment. W meczu czołowych drużyn Ligi B1 górą AS Maestro, które pewnie ograło Piomet. Grający przez cały mecz w osłabieniu TEB B nie sprostał Wodociągom Miasta Krakowa. W Lidze B2 po raz kolejny z dobrej strony pokazały się Czyżyny, które tym razem nie dały szans Interowi Kraków. Dzięki wygranej z Jaglacci na trzecie miejsce w Lidze C2 awansowała ekipa Bianconerri. Powoli rozkręca się Holba, która pokonała BiegunSport i odniosła drugie zwycięstwo z rzędu. W D1 zgodnie z planem swoje mecze wygrały drużyny FC Meczdej oraz Shamrocka. W hitowym starciu w D2 Alliance i Szopeni podzieliły się punktami. Również remis padł w meczu na szczycie Ligi E1 pomiędzy UBSem a Nie ma Lipy. Podział punktów w tym spotkaniu wykorzystali Wzmocnieni FC, którzy po ciężkim boju pokonali Heineken i wskoczyli na fotel lidera. Do sporej niespodzianki doszło w Lidze E2, gdzie Stare Wilki urwały punkty Perle.

Co się wydarzyło?

Wtorkową serię gier w Lidze A otwierało starcie Pink Bowling z Bad Boys. Druga z ekip rozpoczęła mecz w okrojonym składzie, co przełożyło się na początkowe problemy. Zawodnicy Pink Bowling wykorzystali bowiem fakt osłabienia rywali i szybko wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Po wyrównaniu sił ich przewaga stopniowo malała. Inicjatywa szybko została przejęta przez graczy Bad Boys, którzy jeszcze przed przerwą zdołali odrobić straty i wyrównać stan rywalizacji. Zaraz po wznowieniu gry strzelili kolejnego gola i po raz pierwszy to oni byli na prowadzeniu. Na niespełna kwadrans przed końcem obie drużyny dzielił dystans aż trzech trafień i wydawało się, że BB nie będą mieli problemów z dowiezieniem wygranej do końcowego gwizdka. Wypracowana przewaga okazała się jednak niepewna i przez dwa gole Pink Bowling doszło do nerwowej końcówki, która miała jednak dla Bad Boys szczęśliwy finał. W drugim spotkaniu elity GDA Investment zmierzyło się z Bishaką Kurdwanów. Od początku zarysowała się wyraźna przewaga graczy GDA, którzy wykazywali dużą chęć do gry i lepiej operowali piłką. Byli ponadto bardzo skuteczni, aczkolwiek początek zawodów nie wskazywał, że wygrana przyjdzie im aż tak łatwo. Wynik spotkania otworzyła bowiem ekipa z Kurdwanowa, która jednak z prowadzenia nie cieszyła się zbyt długo. GDA błyskawicznie odpowiedziało dwoma trafieniami, a przed przerwą dołożyło trzy kolejne, przy zaledwie jednym Bishaki. Wynik po pierwszych 25 minutach był niekorzystny, ale wciąż do uratowania. Początek drugiej połowy przesądził w sposób definitywny o losach trzech punktów. GDA w niespełna 10 minut strzeliło sześć bramek i stało się jasne, że nic nie pozbawi już tej ekipy zwycięstwa. Warto dodać, że między słupkami z konieczności, nie pierwszy z resztą już raz, musiał stanąć kapitan - Grzegorz Gęgotek, który w większości sytuacji spisywał się bez zarzutów. Ponadto trzeba odnotować udany debiut w barwach GDA Kamila Czajkowskiego, który do trzech strzelonych bramek dołożył pięć asyst i zgarnął tytuł MVP spotkania. W trzecim meczu pomiędzy Wybrzeżem Klatki Schodowej a Stomatologią Stupka zobaczyliśmy 50 minut otwartego, radosnego futbolu. W tak krótkim czasie padło bowiem aż...31 bramek, a pewne i zasłużone zwycięstwo odniósł lider Ligi A. Od początku zarysowała się duża przewaga grającej bez nominalnego bramkarza Stomatologii, która skutecznie wykańczała większość swoich ataków. W ofensywie brylował zwłaszcza Damian Buras, który już po niespełna 12 minutach miał na koncie sześć trafień. W grze lidera widać było duży luz i pewność siebie. Zawodnicy Stomatologii dużo grali z pierwszej piłki, a większość akcji starali się zakończyć w sposób nieszablonowy i efektowny. W poczynaniach Wybrzeża, zwłaszcza w początkowych fragmentach meczu, dużo było chaosu, niedokładności i niepewności. Każda strata powodowała spore zagrożenie w polu karnym i często kończyła się utratą gola. Do przerwy Stomatologia strzeliła aż 14 bramek. Rywalom udało się odpowiedzieć czterema. Po zmianie stron wymiana ciosów miała swój ciąg dalszy, chociaż w tej części piłka wpadła do siatki już “tylko” 13 razy. Mimo ambitnej postawy zawodników WKSu wygrana Stomatologii ani przez moment nie była zagrożona. Serię trzech kolejnych porażek przerwał Mazi Team, który pokonał Piratów. Na taki obrót spraw po pierwszej połowie się jednak nie zanosiło. To Piraci prezentowali się nieco korzystniej, byli stroną przeważającą, bardziej aktywną i częściej atakującą. Widać było, że zespół ten ma pomysł na ten mecz i zamierzał konsekwentnie go realizować. Mazi Team był cofnięty i nastawił się głównie na kontrataki. Jednak do czasu. Końcówka pierwszej odsłony należała bowiem właśnie do podopiecznych Piotra Mazeli, którzy strzelili dwa gole i po 25 minutach byli na skromnym prowadzeniu 2:1. Początek drugiej odsłony to ponownie wyrównany obraz gry. Piraci atakowali i nawet zdołali szybko doprowadzić do wyrównania, ale momentalnie rywale odpowiedzieli swoim trafieniem i ponownie mieli korzystny wynik. W pewnym momencie Mazi Team prowadził już 5:2. Zaliczka na końcówkę wydawała się być pewna, jednak dwa gole Piratów sprawiły, że ostatnie minuty były bardzo nerwowe. Piraci usilnie dążyli do remisu, jednak ostatnie słowo należało do przeciwników, a konkretnie do Mirosława Kajaka, który strzelił gola na 6:4 i przypieczętował tym samym wygraną Mazi Teamu. Na zakończenie zmagań w Lidze A pozotał pojedynek czołowych ekip, czyli Asów NH z TEBem. Faworyt tego pojedynku nie był oczywisty i przeczucia potwierdziły się, gdy jako pierwszy na prowadzenie wyszedł właśnie zespół Dariusza Nowaka. Gol rywala nie zbił jednak z tropu zespołu Edukacji, która jeszcze przed przerwą odzyskała kontrolę nad wynikiem i spokojnie wycofała się na swoją połowę próbując gry głównie z kontry. Asy - chcąc odrobić dwubramkową stratę sprzed przerwy - w drugiej części rzuciły się do ataku, ale momentami z ich strony widoczny był wyraźny brak precyzji. Napór graczy z Nowej Huty zaowocował jednak w końcu golem kontaktowym, co znowu przebudziło uśpiony TEB. Dobra organizacja gry zawodników w czerwonych strojach pozwoliła utrzymać korzystny rezultat po ich stronie i ostatecznie awansować na pozycję wicelidera. Dla aktualnie najlepszego z beniaminków była to dopiero druga porażka w tym sezonie.

We wtorek mogliśmy obejrzeć dwa mecze Ligi B1. Na pierwszy ogień poszedł grający pięcioosobowym składem TEB B, którego osłabienie chciała wykorzystać doświadczona ekipa Wodociągów. Pierwsze minuty to ambitny opór zespołu “Rezerw”, który mądrze przesuwał się w obronie i bardzo ostrożnie atakował. Ze względu na brak jednego zawodnika nie miał jednak wystarczającej siły rażenia w ofensywie, z czego doskonale zdawał sobie sprawę bardzo cierpliwie budujący swoje akcje zespół Grzesiaka. Cierpliwość przyniosła wreszcie wysokie prowadzenie, po którego objęciu Wodociągi zaczęły pozwalać swojemu rywalowi na trochę więcej. Coraz częściej do głosu w ataku dochodzili mający sporo miejsca gracze Edukacji. Przełożyło się to na ich 6 trafień, które przy 14 golach rywala i tak nie mogły mieć wielkiego znaczenia. Wodociągi we wtorek dopełniły formalności i wykorzystały braki swojego przeciwnika pewnie sięgając po 2. zwycięstwo w sezonie. Dla wyżej usytuowanego TEBu była to 2. klęska w obecnych rozgrywkach. W drugim ze spotkań Ligi B1 niepokonany dotąd Piomet spotkał się ze zdegradowanym z elity Maestro. Spotkanie zaczęło się w spokojnym tempie i oba zespoły próbowały ostrożnie przełamać mur w postaci defensywy rywali. Skuteczniejszy okazał się jednak AS, który wykorzystując właściwie wszystko co miał - najpierw objął, a później podwyższył swoje prowadzenie. Mając bezpieczną zaliczkę Maestro na własnej połowie przyjęło swojego rywala, który mimo przeważającej liczby ataków, w całym meczu zdołał odgryźć się tylko trzema golami. Zespół grający w znacznikach potrafił również odpowiedzieć i na nie, czego efektem było jego 3. zwycięstwo w sezonie i awans na 4. lokatę. Piomet po swojej pierwszej porażce wiosną plasuje się tuż za plecami swojego wtorkowego rywala.

Jedynym meczem Ligi B2 był we wtorek pojedynek Czyżyn z Interem. Pierwszy z wymienionych zespołów spisuje się do tej pory bardzo dobrze i dlatego podszedł do tego spotkania w roli faworyta. Zaczęłoby się zgodnie z przewidywaniami, ponieważ zespół Krzysztofa Koniecznego już na samym początku meczu wykonywał rzut karny, ale jak się okazało - nie umiał go wykorzystać. Jednak “co się odwlecze, to nie uciecze” i chwilę później Czyżyny wyszły już na prowadzenie, które zmusiło Inter do podkręcenia tempa. Ekipa grająca na niebiesko przez dłuższą chwilę nie mogła się jednak przedrzeć przez szyki obronne przeciwnika, a jak już się jej to udało, to i tak spotkała się z szybką odpowiedzią rywala. Druga połowa to już zdecydowana przewaga wyżej ulokowanego zespołu, który dominował dyscypliną i jakością piłkarską. Z każdym kolejnym golem Czyżyn mecz coraz bardziej się “rozjeżdżał”, a Inter nie był w stanie odpowiedzieć kolejnym trafieniem. Dzięki piątemu zwycięstwu z rzędu team Koniecznego awansował na drugą pozycję w tabeli. Dla Interu natomiast była to 3. porażka w jego 4. meczu.

W spotkaniu otwierającym szósty tydzień rozgrywkowy w Lidze C2 BiegunSport zmierzył się z Holbą. Dla obu rywalizujących stron wywalczenie trzech punktów było bardzo istotne, ponieważ pozwalało oderwać się od dolnych rejonów tabeli. Przez większą część meczu lepiej prezentowała się ekipa Holby, która bardzo dobrze prezentowała się w defensywie, na niewiele pozwalając dobrze czującym się przede wszystkim w grze ofensywnej rywalom. W dodatku między słupkami dwoił się i troił Dariusz Młodzianowski, bez wątpienia bohater swojej drużyny. Siłą Holby były tym razem stałem fragmenty gry, dzięki którym padły dla niej dwie z trzech zdobytych brameki. BiegunSport po strzeleniu w 42. minucie kontaktowej bramki starał się jeszcze coś zmienić, ambitnie dążył do wyrównania, ale nie zdołał wyrównać i po raz drugi z rzędu przegrał mecz różnicą zaledwie jednej bramki. Holba z kolei wygrała po raz drugi z rzędu i powoli odrabia straty powstałe w początkowej fazie sezonu. W drugim z wtorkowych spotkań Ligi C2 o swoje pierwsze punkty w sezonie ponownie walczyli gracze Jaglacci. Tym razem ich przeciwnikiem był mający serię dwóch zwycięstw z rzędu zespół Bianconerri. Jaglacci znowu zaczęli nie po swojej myśli, ponieważ to rywale otworzyli wynik tego spotkania. Nie podłamało to jednak “Fioletowych”, którzy ambitnie starali się wrócić do gry. Ich postawa przyniosła zamierzony efekt i po pierwszej połowie granej gol za gol mieliśmy wynik 2:2. Po zmianie stron obraz gry nie ulegał zmianie. Oba zespoły nadal tworzyły zacięte widowisko i po raz kolejny gonić rezultat musieli Tinderwolves. Mimo naprawdę dużego zaangażowania, “Jaglakom” po raz kolejny nie udało się odczarować wiosennych rozgrywek i po 6 kolejkach jako jedyny zespół w swojej lidze pozostają bez punktu. Bianconerri zachowali zimną krew, która na boisku pozwoliła im na zgarnięcie kompletu oczek i awans na 3. miejsce.

Wtorkowe zmagania w Lidze D1 zainaugurowało starcie FC Meczdej z Asami Nowa Huta B. Od pierwszych minut zarysowała się wyraźna przewaga graczy pierwszej z wymienionych ekip. FC Meczdej dążył do jak najszybszego zamknięcia tematu trzech punktów i już po dziesięciu minutach prowadził 3:0. Przed przerwą dołożył do swojego dorobku jeszcze trzy bramki, na co rywale zdołali odpowiedzieć tylko jednym. Mimo komfortowego prowadzenie po zmianie stron gracze w czerwonych koszulkach nie zamierzali zwalniać tempa. W pewnym momencie prowadzili aż 10:1. Dopiero wówczas rywale przypomnieli sobie, że również potrafią grać piłkę i przestali być tłem dla doskonale dysponowanych przeciwników. Przez prawie cały ostatni kwadrans to do Asów należała inicjatywa. Zawodnicy tej drużyny rozpoczęli szaloną pogoń za wynikiem. Pościg rozpoczęli jednak stanowczo zbyt późno i jedyne co udało im się osiągnąć to znacznie poprawić końcowy rezultat. Porażka pozostaje jednak porażką. FC Meczdej drugi raz z rzędu aplikuje rywalom dwucyfrową liczbę bramek i powoli zbliża się do ligowej czołówki. W drugim spotkaniu podrażniony ubiegłotygodniową porażką z Krakoską Piłką mierzył się z Armagedonem. Pierwsza połowa upłynęła pod wyraźne dyktando faworyta, który pierwsze 25 minut zamknął prowadzeniem 4:0. Przy stanie 2:0 nastawiony na kontry Armagedon miał wyborną szansę, aby wykorzystać jedną z nich i złapać kontakt z rywalem, jednak nie udało się wykorzystać sytuacji sam na sam z bramkarzem Shamrocka. W drugiej połowie Shamrock konsekwentnie grał swoje, prowadząc grę i dłużej utrzymując się przy piłce. Jego zawodnicy dłużej utrzymywali się przy piłce, wymieniali dużo podań i często strzelali. Mieli wszystko pod pełną kontrolą, aczkolwiek kilka razy obrona dała się wykazać bramkarzowi, który spisywał się jednak bez zarzutu. Gdy wydawało się, że Shamrock zachowa czyste konto zawodnikom Armagedonu udało się tuż przed końcowym gwizdkiem zdobyć bramkę honorową.

Niezwykle interesująco zapowiadało się jedyne zaplanowane na wtorek spotkanie w Lidze D2, w którym zmierzyły się dwie czołowe lokaty, a więc Alliance oraz Szopeni Futbolu. Sam mecz jednak nieco rozczarował. Był co prawda niezwykle wyrównany i oglądaliśmy momenty bardzo szybkiej, ciekawej gry, ale przede wszystkim zabrakło bramek. Spowodowane to było tym, że zawodnikom obu ekip brakowało skuteczności i zimnej krwi w decydujących momentach. Warto jednak zaznaczyć, że bardzo dobrze funkcjonowały formacje defensywne obu drużyn, które w tym meczu praktycznie nie popełniały błędów, czym na pewno nie ułatwiały zadania atakującym. Przez 50 minut padły tylko dwie bramki, które z resztą zobaczyliśmy już w początkowej fazie zawodów. Wynik spotkania otworzyli Szopeni, jednak z prowadzenia cieszyli się niespełna 120 sekund. Chociaż jednym i drugim w późniejszej fazie nie brakowało okazji do zmiany rezultatu to ostatecznie doszło do podziału punktów, który nie zadowala żadnej ze stron.

Wtorkowe zmagania Ligi E1 rozpoczął mecz zespołów górnej części tabeli pomiędzy Heinekenem a Wzmocnionymi. Wzmocnieni nie stracili do tej pory żadnych punktów i do kolejnego spotkania podeszli z zamiarem podtrzymania swojej dobrej passy. Co ciekawe “Pomarańczowi” stawili się na nie pełną kadrą. Na samym boisku długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat. W pierwszej części brakowało klarownych sytuacji, a jedni i drudzy stosowali raczej rwane ataki kończone pojedynczymi strzałami. W drugiej odsłonie mecz nabrał już rumieńców i pojawiły się gole. Akcje obu stron zaczęły się zazębiać, ale to Wzmocnieni jako pierwsi zdołali objąć prowadzenie. Heineken pozostał jednak w grze i zaskoczył swojego rywala dwoma bramkami, po których zmienił go na prowadzeniu. Wydawałoby się, że “Biało-zieloni” dowiozą swoje zwycięstwo do końca, jednak w samej końcówce z dalekiej podróży wrócił zespół FC, który najpierw wyrównał, a później przechylił jeszcze szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Passa została więc podtrzymana i Wzmocnieni z kompletem oczek zajmują pozycję lidera. HGSS po tym meczu plasuje się na 5. pozycji. Niezwykle wyrównane było toczone równolegle starcie OREO z Nic się nie stało. Mecz lepiej rozpoczął się dla zawodników OREO, którzy już w drugiej minucie mogli cieszyć się z bramki otwierającej wynik spotkania. W pierwszej połowie wszystko układało się po ich myśli i wydawało się, że mają boiskowe wydarzenia pod kontrolą. Udało im się nawet w końcówce podwyższyć prowadzenie i na przerwę schodzili z zapasem dwóch goli. Po zmianie stron rywale zaprezentowal się jednak znacznie korzystniej. Nic się nie stało grało lepiej niż przed przerwą, szybko przejęło inicjatywę i raz za razem stwarzało zagrożenie w polu karnym OREO. Drużynę tą długo utrzymywał w grze świetnie dysponowany bramkarz. Wobec niesłabnącego naporu rywali i błędów popełnianych przez kolegów z pola był jednak bezradny. W końcowych minutach Nic się nie stało strzeliło dwa gole, a oba trafienia dzieliło niespełna 60 sekund. Prowadzenie udało się dowieźć do końcowego gwizdka i to właśnie ten zespół mógł się cieszyć z trzeciej wygranej w sezonie. Wtorkowe zmagania kończyło hitowe starcie UBSu Kraków z Nie ma Lipy. Początkowe fragmenty spotkania zdecydowanie na plus mogą sobie zapisać gracze Nie ma Lipy. Prowadzili oni grę i często stwarzali zagrożenie pod bramką rywali. Długo piłka nie chciała jednak wpaść do bramki. Efekty ich starań przyniosły jednak upragniony efekt w 11. minucie. W kolejnych Nie ma Lipy mogło, i powinno, powiększyć prowadzenie, jednak na drodze kilka razy stanął bramkarz UBSu oraz obramowanie bramki. UBS Kraków w końcu się otrząsnął, przejął inicjatywę i ruszył do ataku. Błyskawicznie strzelił dwa gole i na przerwę to ten zespół schodził z korzystnym wynikiem. Po zmianie stron mecz toczył się w niezwykle szybkim tempie. Dużo jednak było chaotycznej i nerwowej gry. Jednym i drugim brakowało dokładności, zdecydowania i zimnej krwi w kluczowych momentach. Podział punktów wydaje się być wynikiem sprawiedliwym, który jednak najbardziej cieszy...ekipy Wzmocnionych FC oraz Flamingo FT.

Do niespodzianki doszło w jedynym wtorkowym spotkaniu rozegranym w Lidze E2, w którym Perła Kraków zremisowała ze Starymi Wilkami. Już sam początek zawodów pokazał, że faworyta czeka ciężka przeprawa. Wilki rzuciły się bowiem do ataku i szybko wyszły na prowadzenie. Gra Perły, której zawodnicy nie ukrywali zaskoczenia postawą przeciwników, w pierwszej połowie w ogóle się nie kleiła. Zespół ten miał spore problemy ze stwarzaniem zagrożenia pod bramką Wilków, które bardzo umiejętnie się broniły i czekały na dogodną okazję do zadania kolejnego ciosu. Ta nadarzyła się w 13. minucie. Po niespełna kwadransie gry Stare Wilki dość nieoczekiwanie prowadziły już różnicą dwóch goli. Konsternacja w szeregach Perły pogłębiła się jeszcze bardziej w 33. minucie, kiedy to rywale strzelili trzecią bramkę i byli na prostej drodze do drugiego zwycięstwa w sezonie. Ostatni kwadrans należał już jednak zdecydowanie do zawodników Perły. Wzięli się oni ostro do pracy. Zaczęli gonić wynik i w 42. minucie doprowadzili do wyrównania. Cieszyli się jednak z niego tylko dwie minuty, ponieważ Stare Wilki w ostatnim zrywie zdołały strzelić czwartego gola. W końcowych minutach opadły jednak wyraźnie z sił. Perła uparcie dążyła do strzelenia bramki dającej chociaż jeden punkt. Nie udało się co prawda wykorzystać rzutu karnego, ale tuż przed końcowym gwizdkiem stan rywalizacji wyrównał Arkadiusz Babecki. Stare Wilki przed meczem jeden punkt brałyby na pewno w ciemno, jednak po spotkaniu mogą odczuwać niedosyt, ponieważ trzy oczka były na wyciągnięcie ręki. Dla Perły strata punktów może okazać się niezwykle kosztowna w kontekście walki o pozycje medalowe.

Naj, naj, naj...

  • Najciekawsze debiuty: Kamil Czajkowski w GDA Investment
  • Największa niespodzianka: remis Perły ze Starymi Wilkami

Ciekawostki

  • Dla Tomasza Florka z Mazi Team bramka w starciu z Piratami była golem nr 150 w FLS
  • Jakub Kozioł (Stomatologia Stupka) zdobył 100 gola w FLS
  • Michał Konieczny (Czyżyny) zaliczył 100 asystę w FLS
  • Wybrzeże Klatki Schodowej po raz drugi w historii traci w jednym meczu 22 bramki. Poprzednim razem tyle goli straciło 20 czerwca 2018 roku w starciu z Pustynnymi Lisami
  • Mecz z GDA Investment był dla Mateusza Ziółko z Bishaki występem nr 250 na boiskach Futbolowej Ligi Szóstek
  • Swoje mecze nr 150 w FLS rozegrali we wtorek: Kamil Bystroń z Jaglacci Tinderwolves oraz Michał Spasiuk z Shamrocka
  • W zremisowanym starciu z Nie ma Lipy mecz nr 100 w FLS rozegrał Marcin Raczyński z UBS Kraków
Last modified on sobota, 27 kwiecień 2019 12:21
(0 votes)