Kameb ogrywa Kadrę GAP, Prawdziki liderem C2

W najciekawiej zapowiadającym się czwartkowym meczu Kameb pokonał Kadrę GAP, jednak starcie dwóch czołowych ekip Ligi C1 nieco rozczarowało. Ciekawiej było w innych starciach, choćby w meczu Kalinexu z Maestro, gdzie o zwycięstwie pierwszej z ekip decydowała ostatnia minuta gry. Trwają zwycięskie serie Stomatologii, Prawdzików, Klubu Sportowego, Heinekena oraz Wonderkids.

Co się wydarzyło?

W jedynym spotkaniu Ligi A Stomatologia Stupka mierzyła się z Pink Bowling, które po zatrzymaniu w zeszłym tygodniu Aqua Soil, chciało zapewne sprawić kolejną niespodziankę. Na tą zapowiadało się tylko przez chwilę. Pinki objęły prowadzenie w 2 minucie meczu, jednak potem kontrolę nad boiskowymi przejął faworyt, który zdobył w przeciągu kolejnych 17 minut 7 goli z rzędu i jasne było, że o zdobyczy punktowej beniaminka nie może być mowy. Do przerwy Stomatologia prowadziła 8:3, w drugiej najpierw powiększyła przewagę, by w ostatnich 10 minutach zacząć ją trwonić. Zapas był jednak na tyle duży, że nawet 5 straconych goli nie mogło spowodować straty punktów. Ostatecznie Stomatologia wygrała 12:9 i pozostaje jedynym zespołem z kompletem punktów.

Bardzo ciekawe spotkanie oglądaliśmy w Lidze B1, gdzie niepokonany do tej pory Kalinex mierzył się z także niepokonanym AS Maestro. Początkowo lepiej prezentowali się gracze z Kalinowego, którzy byli stroną aktywniejszą i w 10 minucie objęli prowadzenie. Z biegiem czasu coraz lepiej zaczynało się jednak prezentować Maestro, które bardzo dobrze grało w defensywie i nie dawało rozwinąć skrzydeł rywalom. Samo tuż przed przerwą doprowadziło do remisu, a kilka minut po wznowieniu gry objęło prowadzenie. Mecz cały czas był na styku, obie drużyny grały twardo, sporo było też nerwowych sytuacji oraz emocjonująca końcówka. W ostatnich 10 minutach zobaczyliśmy 4 gole: najpierw Kalinex wyrównał, a gdy w 47 minucie AS wyszło na prowadzenie 3:2 mogło się wydawać, że zwycięstwo padnie ich łupem. Ostatnia minuta należała jednak do Kalinexu - dwa gole w 50 minucie dały tej drużynie zwycięstwo 4:3 i pozycję lidera.

W pierwszym spotkaniu Ligi C1 spotkały się dwie drużyny, które startu rozgrywek raczej nie mogły zaliczyć do udanych. FC Po 40-tce było faworytem starcia z GSBK, które do tej pory przegrało wszystkie rozegrane wiosną spotkania. Do pewnego momentu czwartkowego starcia mogło się wydawać, że tym razem zespół w pomarańczowych koszulkach uniknie przegranej. Mecz był bowiem wyrównany, a GSBK szybko odpowiedziało na gola Po 40-tce. Obie drużyny oddawały sporo strzałów z dystansu, jednak nie przynosiły one rezultatu, między innymi dlatego, że na posterunku byli bramkarze obu ekip. Defensywa GSBK zaczęła się kruszyć po pół godzinie gry. Wtedy to FC po raz drugi objęło prowadzenie wreszcie trafiając zza pola karnego, a po chwili wykorzystało kontratak zrobiło się 3:1. Tuż przed końcem meczu zawodnicy w białych koszulkach ustalili wynik na 4:1 i dzieki wygranej przesunęli się do górnej części klasyfikacji. GSBK pozostaje na ostatniej lokacie. Drugie spotkanie to hit tej klasy rozgrywkowej pomiędzy dwiema ekipami mającymi na koncie komplet punktów - Kadrą GAP oraz Kamebem. Mimo wysokich pozycji zajmowanych przez obie drużyny mecz raczej rozczarował, przede wszystkim pod względem gry ofensywnej - dokładności, klarownych sytuacji i skuteczności. Obie drużyny starały się atakować, ale wiele z tych prób było chaotycznych, a na boisku sporo było niedokładności. W takiej grze lepiej odnalazł się Kameb. Przed przerwą zawodnicy w białych koszulkach zdobyli jednego gola wyprowadzając jeden z nielicznych składnych kontratak (19 minuta). Potem przez długi czas gole nie padały aż do 43 minuty - wtedy to długi wyrzut bramkarza oraz wykończenie Kowalskiego dały dwubramkowe prowadzenie. Chwilę później zawodnicy w białych koszulkach wykorzystali większe ryzyko ze strony rywali i ustalili wynik na 3:0 dla Kamebu, który Święta spędzi na pozycji lidera tabeli.

Ciekawe i zacięte spotkanie oglądaliśmy w Lidze C2, gdzie szukająca pierwszego zwycięstwa Porta Kraków mierzyła się z mającymi na koncie komplet punktów Prawdzikami. Mimo znaczącej przewagi w tabeli Prawdziki musiały być nastawione na ciężki bój, bo Porta, choć punktów miała niewiele, to też w tym sezonie przegrała do tej pory tylko raz. I rzeczywiście dla Prawdzików nie był to spacerek. Już początek meczu dla “Bordowych” był trudny, bo jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy w żółtych koszulkach. Potem jednak wydawało się, że Prawdziki przejęły kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Błyskawiczna odpowiedź na gola przeciwników, skuteczna obrona, dwie bramki tuż przed przerwą i prowadzenie 3:1. W drugiej odsłonie wyżej notowany zespół był jednak w sporych opałach. Porta mocno przeciwników przycisnęła, szybko złapała kontakt i dążyła do wyrównania. Ostatecznie jednak Prawdziki dowiozły minimalne prowadzenie do końca zawodów i pozostają z kompletem punktów, zajmując pozycję lidera tabeli.

Meczem otwierającym czwartkowe zmagania w Lidze D1 było starcie BTCH z KS Klubem Sportowym. Zdecydowanym faworytem była znacznie wyżej notowana druga z wymienionych ekip. Jeśli jednak gracze KS Klubu liczyli na łatwą przeprawę i pewne zwycięstwo to srogo się rozczarowali. Spotkanie praktycznie do końcowego gwizdka miało bardzo wyrównany przebieg i długo nie było wiadomo na czyje konto powędruje komplet punktów. KS Klub starał się grać kombinacyjnie i bardziej technicznie, na co zawodnicy BTCH odpowiadali twardą i często bezpardonową postawą. O wygranej KS Klubu zdecydowała dopiero sama końcówka, w której drużynie tej udało się w krótkim odstępie czasu strzelić aż trzy bramki. Rywale zdołali odpowiedzieć w tym okresie tylko jednym trafieniem i ostatecznie nie zdołali wywalczyć choćby punktu, co z pewnością jest dla nich sporym rozczarowaniem. W drugim spotkaniu mierzyły się drużyny Calcio & Birra Kraków oraz No Name. Mecz dwóch drużyn z dolnej części klasyfikacji, które przed czwartkowym starciem miały na koncie jedno zwycięstwo niespodziewanie okazał się bardzo jednostronnym starciem. Zespół w czerwonych koszulkch nie dał szans ekipie Calcio już w pierwszej odsłonie rozstrzygając losy meczu. Po kwadransie gry No Name prowadził 4:0, a przed przerwą dołozył jeszcze jedno trafienie. Zespół Andrzeja Górskiego lepiej operował piłką, był bardziej skuteczny i na niewiele pozwolił przeciwnikom. W drugiej części No Name dołożył jeszcze trzy gole i ostatecznie zwyciężył 8:0. Trzecie spotkanie Ligi D1 było ciekawsze. Już początek meczu pomiędzy Pakerboxem i Coca Juniors pokazał, że możemy być świadkami interesującego starcia. Gol każdej ze stron w pierwszych trzech minutach zapowiadał wymianę ciosów. Bramek w pierwszej połowie rzeczywiście było sporo, ale więcej po stronie Coca Juniors, które w tej odsłonie sprawiało lepsze wrażenie. Zawodnicy w pasiastych koszulkach na przerwę zeszli prowadząc 6:3, a w drugiej połowie mecz był już bardziej wyrównany. Zawodnicy obu drużyn się nie oszczędzali, sporo było przewinień i dynamicznej gry. W pewnym momencie drugiej odsłony mogło się wydawać, że Pakerbox będzie w stanie odwrócić losy meczu, zdobywając dwa gole z rzędu. Coca nie pozwoliła jednak sobie wydrzeć zwycięstwa. Mimo dobrej postawy bramkarza Pakerboxu, zespół Macieja Komorowskiego trafił do bramki rywali jeszcze dwukrotnie i odniósł zwycięstwo 8:5. Dla Coki to drugie z rzędu zwycięstwo, które pozwoliło przesunąć się do górnej części klasyfikacji.

Jako pierwsze na plac boju w Lidze D2 wyszły drużyny Płaszowa-Serwis Bank oraz OSK Adrenaliny. Wyżej notowany był pierwszy z zespołów, ale mecz przed długi czas był zacięty, a Adrenalina wcale rywalom nie ustępowała. Zresztą to zawodnicy w białych koszulkach już w 4 minucie wyszli na prowadzenie i przez pewien czas utrzymywali przewagę jednej bramki. Płaszów wyrównał po nieco ponad kwadransie gry, ale w dalszym ciągu nie był w stanie na dobre złamać oporu rywali. To udało się jednak w drugiej połowie. Szybka bramka pozwoliła “Niebieskim” na spokojniejszą grę i dokładanie kolejnych goli. Mimo ambitnej postawy Adrenalina uległa Płaszowowi 1:5 i pozostaje z dorobkiem trzech oczek. Płaszów dzięki wygranej zachowuje kontakt z szeroką ligową czołówką. Podobny przebieg miało drugie spotkanie Ligi D2, choć ono skończyło się zwycięstwem ekipy przed starciem niżej notowanej. W pierwszej połowie meczu KS Augustyn i NZS UEK byliśmy świadkami zaciętej walki, a żadna ze stron nie uzyskała znaczącej przewagi. Nieco lepiej radzili sobie zawodnicy KS, którzy starali się spokojnie, od tyłu budować swoje ataki. Augustyn prowadzenie objął w 7 minucie, kilka minut później zrobił to ponownie błyskawicznie odpowiadając na wyrównujące trafienie NZSu. Wynik z 11 minuty utrzymał się do przerwy, a w drugiej połowie Augustyn zaczął rywalom odjeżdżać. Dwa szybkie gole dały bezpieczną przewagę ekipie KS, która odniosła wysokie zwycięstwo, dobijając rywali w samej końcówce dwiema bramkami. Ostatecznie Augustyn wygrał 7:2 i zrównał się punktami z “Akademikami”, a zwycięstwo zostało zadedykowane kapitanowi Kamilowi Samołykowi, który przeszedł operację i będzie wyłączony z gry przez ok. 6 miesięcy..

W pierwszym meczu Ligi E1 będący na fali wznoszącej Heineken mierzył się z szukającym pierwszego zwycięstwa Hutniczkiem. Drużyna Wojciech Tybury dobrze rozpoczęła zawody szybko wychodząc na prowadzenie po szybkiej kontrze, ale Heineken wcale nie zamierzał kończyć swojej dobrej passy i szybko zabrał się za odrabianie strat. Najpierw składny atak zespołowy, a potem kapitalny rajd Badowskiego dały drużynie prowadzenie. Zawodnicy w zielonych koszulkach nie rezygnowali z kolejnych goli, ale Hutniczek też nie zamierzał biernie przyglądać się poczynaniom przeciwników. Mieliśmy więc wymianę ciosów, która zakończyła się prowadzeniem “Piwoszy” do przerwy 4:3. W drugiej odsłonie trwała zacięta walka o zdobycie kolejnego gola, który jednym dałby większy spokój, drugim wyrównanie. Swego dopięli zawodnicy w zielonych koszulkach, którzy 5:3 prowadzili do 48 minuty. Wtedy to Hutniczek złapał kontakt, ale na wyrównanie zabrakło czasu. Seria Heinekena trwa więc nadal. Rozpędzona ekipa Nie ma Lipy nie miała większych problemów z odniesieniem czwartej wygranej w sezonie. Tym razem w pokonanym polu zostawiła Januszy Futbolu. Praktycznie od pierwszego gwizdka gracze Nie ma Lipy mieli spotkanie pod kontrolą. Dłużej utrzymywali się piłce, lepiej nią operowali i częściej stwarzali zagrożenie pod bramką rywali. Januszom trzeba jednak oddać, że jak zwykle włożyli w mecz mnóstwo serducha, a zaangażowania i ambicji nie można im odmówić. Ich poczynaniom zbyt często jednak brakowało dokładności. Nie ma Lipy konsekwentnie grało swoje, punktowało przeciwników i powiększało przewagę. W przerwie z obozu Januszy dochodziły głosy, że meczu nie da się niestety wygrać i trzeba skupić się na strzeleniu honorowej bramki. Ten cel udało się zrealizować, ale po komplet punktów w pełni zasłużenie sięgnęła ekipa Rafała Furgała.

W pierwszym czwartkowym spotkaniu Ligi E1 doszło do pojedynku Wonderkids z Silicon Creations. Faworyt rywalizacji pierwszej z ostatnią drużyną tabeli mógł być tylko jeden. Gracze Wonderkids szybko wzięli się do pracy i po niespełna 5 minutach prowadzili już 2:0. Zawodnicy Silicon Creations starali się coś zmienić, a kolejne tracone gole w żadnym wypadku nie podcinały im skrzydeł. Kilka razy wyszli z groźnymi akcjami, ale skutecznie sfinalizować udało się tylko jedną z nich. Wonderkids od początku do końca mieli pełną kontrolę nad spotkanie i ich wysoka wygrana nie może dziwić. W dalszym ciągu mogą się więc pochwalić kompletem punktów. W drugim meczu bardzo duże problemu w starciu z Błękitną Husarią miał AKS Kabaret. Już sam początek zawodów pokazał, że Husaria nie zamierza przed faworytem się położyć. Husarzy wykorzystywali fakt, że rywale grali bardzo statycznie i spore trudności sprawiało im wyprowadzenie piłki z własnej połowy. Błękitna Husaria kilka razy groźnie zaatakowała, ale wyniku nie udało jej się otworzyć. Pierwsze 25 minut było bardzo chaotyczne i zakończyło się skromnym prowadzeniem “Kabareciarzy”, którzy gola zdobyli po dobrym rozegraniu rzutu rożnego. Zaraz po zmianie stron nadeszła odpowiedź Husarii. Bartosz Ruchlewicz dośrodkował piłkę z autu w pole karne i po palcach bramkarza wpadła ona do siatki. W dalszej części spotkania w dalszym ciągu królował na boisku chaos i przypadek. Gra się zaostrzyła, sporo było niepotrzebnych fauli. W końcowych minutach szalę wygranej na swoją korzyść przechylili “Kabareciarze”, którzy jednak ze swojej postawy nie mogą być do końca zadowoleni. Liczy się jednak końcowy efekt i trzy zdobyte punkty. Zmagania w Lidze E2 kończył mecz dwóch czołowych ekip, czyli Albero Mebli oraz Perły Kraków, która była wspierana przez kilkunastoosobową grupę fanów. Mecz lepiej rozpoczął się dla zespołu Albero Mebli, który już w 6. minucie był na dwubramkowym prowadzeniu. Perle po chwili udało się złapać kontakt, ale odpowiedź Albero na straconego gola była błyskawiczna. Zawodnicy Perły jeszcze nie zdążyli ochłonąć po strzelonej bramce, a już stracili trzecią. Z połowy boiska trafieniem popisał się bowiem Andrzej Ślazyk. W kolejnych minutach zarysowała się bardzo wyraźna przewaga Albero Mebli, które na przerwę schodziło prowadząc aż 6:1. Po zmianie stron gra się otworzyła i doszło do klasycznej wymiany ciosów. Perła ambitnie próbowała gonić wynik, ale zespół Albero był dobrze dysponowany i nie dał się dogonić i ostatecznie zwyciężył 10:5. Mimo porażki humory w ekipie Perły dopisywały, a po końcowym gwizdku został Michałowi Myszcze został wręczony tort i coś nam się wydaje, że czwartkowy mecz był tylko preludium to właściwej imprezy urodzinowej kapitana Perły.

Naj, naj, naj...

  • Najciekawsze debiuty: Mariusz Jop zadebiutował w drużynie Stomatologii Stupka
  • Największa niespodzianka: Kadra GAP bez gola

Ciekawostki

  • No Name zanotowało pierwsze czyste konto w historii (nie licząc wygranej walkowerem)
  • Kadra GAP AZS UEK po raz pierwszy w swojej historii nie zdobyła w meczu gola, z kolei Kameb w drugim kolejnym meczu nie stracił gola
  • Kameb wygrał 15 mecz z rzędu, Stomatologia Stupka ma na koncie serię 8 kolejnych zwycięstw
  • Marcin Wach (FC Po 40-tce) rozegrał 100 spotkanie w FLS
Last modified on piątek, 19 kwiecień 2019 14:55
(0 votes)