Defensywa kluczem, Żymła i Krakoska z ważnymi wygranymi

W jednym z najciekawszych wtorkowych spotkań Krakoska Piłka pokonała w meczu na szczycie Ligi D1 Shamrock i pozostaje z kompletem punktów. Ponadto zwracają uwagę zwycięstwo do zera Żymły z Amadeusem oraz pierwsze zdobycze Holby oraz Big Time i Vittorii, które to podzieliły się punktami w bezpośrednim pojedynku.

Co się wydarzyło?

W pierwszym meczu Ligi A Bishaka Kurdwanów mierzyła się z Cemarkiem, który czeka wciąż na pierwsze zwycięstwo. Od początku spotkania stroną bardziej ofensywną była Bishaka, ale nie przynosiło to spodziewanego efektu. Cemark nieco wycofany czekał na swoje szanse, a jedna z kontr dała tej drużynie prowadzenie. Przed upływem kwadransa Bishaka wyrównała, jednak potem spuściła nieco z tonu, co wykorzystali zawodnicy w granatowych koszulkach wychodząc na prowadzenie 3:1. Do przerwy Cemark prowadził 3:2, a w drugiej odsłonie podwyższył prowadzenie. Bishaka co prawda się starała, ale brakowało konkretów. Na ratunek Bishace przyszedł ten, po którym raczej trudno było się tego spodziewać, bo jego zadaniem strzelanie goli nigdy nie było - dopiero trzeci dublet w 6-letniej FLSowej karierze (w tym gol w ostatniej minucie gry) Tomasza Wajdy dał Bishace remis i zabrał Cemarkowi pierwsze w sezonie zwycięstwo. W drugim spotkaniu oglądaliśmy starcie dwójki beniaminków, które do Ligi A dostały się z trzecich lokat w Ligach B. Przed spotkaniem wyżej notowani byli Bad Boysi, ale niespodziewanie, to Piraci byli zespołem zdecydowanie bardziej skuteczni i jako pierwsi objęli prowadzenie już po 5 minutach. Zawodnicy w czarnych koszulkach zaskoczyli rywali szybką organizacją swoich ataków i w efekcie po niespełna 20 minutach prowadzili aż 5:1. Bad Boys próbowali swojej gry opartej na technicznej piłce - dryblingach i grze z klepki, jednak nie byli tak konkretni, jak przeciwnicy, którzy wykorzystywali luki w obronie BB. Trzeba także odnotować dobrą postawę golkipera Piratów, który szczególnie w drugiej połowie wybronił sporo sytuacji. Ostatecznie Piraci wygrali 8:4, co było ich drugim zwycięstwem w sezonie. Bad Boys

Jedyne spotkanie Ligi B1 to starcie dwóch czołowych drużyn Ligi C2 z poprzedniej edycji. Radka z Wodociągami wiosną mierzyły się w tej samej klasie rozgrywkowej, a mecz zakończył się rzadko spotykany wynik 1:1. Teraz także goli w meczu nie padło wiele, ale tym razem spotkanie zostało rozstrzygnięte na korzyść Radki. Zespół w granatowych koszulkach szybko objął prowadzenie, bo już w 2 minucie i jak się okazało nie oddał go ani na moment. Radka po strzeleniu gola nastawiła się na kontrataki z kolei Wodociągi przejęły inicjatywę i próbowały swych sił w ataku pozycyjnym. W pierwszej połowie brakowało jednak klarownych okazji z obu stron i ta część gry zakończyła się prowadzeniem Radki 1:0. Zespół Macieja Łamasza chwilę po wznowieniu gry wykorzystał błąd bramkarza rywali i podwyższył prowadzenie. W drugiej części mecz się zaostrzył, sporo było nerwów i także więcej goli niż w pierwszej odsłonie. Gdy Wodociągi złapały po ładnej, zespołowej akcj kontakt, Radka natychmiast odpowiedziała. Zespół w białych koszulkach trafił co prawda jeszcze raz, z rzutu karnego, ale losów spotkania nie był w stanie odwrócić. Radka wygrała więc 3:2.

W pierwszym spotkaniu Ligi B2 Oświecenia Team mierzyło się z będącym ciągle bez punktu Walkoverem. Zespół Rafała Juszczyka szukał więc pierwszej zdobyczy, ale poza jednym kilkuminutowym fragmentem spotkania w drugiej odsłonie, nie był jej bliski. Oświecenia już na początku spotkania wypracowało sobie przewagę, systematycznie ją powiększając i schodząc na przerwę z prowadzeniem 5:1. Na początku drugiej połowy swoje pięć minut miał Walkover, który w krótkim odstępie czasu zdobył dwie bramki zmniejszył dystans do dwóch goli. Oświecenia jednak powróciło szybko do swojej gry, odzyskało koncentrację i po kilku minutach przewaga znów była bezpieczna. Ostatecznie drużyna w czarnych koszulkach zwyciężyła 10:5, odnosząc trzecie w sezonie zwycięstwo. W drugim spotkaniu starły się ze sobą dwie niepokonane drużyny. Ten fakt oraz poprzedni bezpośredni mecz z jesieni zwiastowały, że mecz pomiędzy Żymłą Siermięga i Amadeusem było ciekawym widowiskiem. Tak rzeczywiście było, choć gole strzelała tylko jedna ze stron - Żymła. Nie można powiedzieć, by zespół Ariela Labzika zdominował przeciwników, bo ten był równorzędnym rywalem, który jednak miał wielkie problemy ze sforsowaniem obrony rywali i skutecznością pod bramką dobrze dysponowanego Budzyna. W pierwszej połowie Żymła wypracowała sobie dwubramkową przewagę, która z jednej strony dawała pewien komfort, ale z drugiej niczego jeszcze nie gwaranowała. W drugiej odsłonie Siermiężni trafili po raz trzeci dopiero w 45 minucie, co już definitywnie rozstrzygnęło losy spotkania. W końcówce Żymła pewna już wygranej dołożyła jeszcze dwa gole i po ciekawym meczu pokonała Amadeusa 5:0. W ostatnim spotkaniu Czyżyny mierzyły się z Grupą Partner, która początku sezonu wiosennego na pewno nie mogła zaliczyć do udanych. Przed wtorkowym starcie nie miała podstaw do optymizmu, bo rywale w tej edycji spisują się całkiem dobrze. Potwierdzenie niezłej formy Czyżyn otrzymaliśmy także we wtorek. Grupa Partner choć zaprezentowała się dużo lepiej niż w ostatnim starciu z Żymłą, nie była w stanie uniknąć porażki. Zawodnicy w czarnych koszulkach mieli dobry moment gry, gdy złapali z rywalem kontakt i poczuli, że można nawiązać walkę. Po killkunastu minutach znów strzelać zaczęły jednak Czyżyny, których zgranych kolektyw okazał się przeciwnikiem dla Grupy zbyt mocnym. Ostatecznie zawodnicy w białych koszulkach zwyciężyli 6:2 i plasują się obecnie na 2 lokacie w Lidze B2. Grupa Partner zamyka tabelę.

W jedynym spotkaniu Ligi C1 Piłkarski Klub Rzeźników pokonał Grande 7:2. Pierwsza połowa tego spotkania była jednak dość wyrównana, choć już wtedy można wskazać Rzeźników, jako potencjalnych triumfatorów tego spotkania. Zacięta walka w tej części gry zakończyła się minimalnym prowadzeniem PK, które w drugiej odsłonie szybko podwyższyło rezultat. Potem inicjatywę przejłęlo Grande Bande, jednak nadziewało się na kontry rywali. Jedna, druga, trzecia kontra i było po meczu. Rzeźnicy mając korzystny wynik bardzo mądrze nastawili się na kontrataki i tym pogrążyli swoich przeciwników. Dzięki wygranej PK otworzyło swoje konto punktowe i przy okazji wydostało się ze strefy spadkowej wyprzedzając wtorkowego rywala.

Jako pierwsze na plac boju w Lidze C2 wyszły drużyny Bianconerrich oraz Nosaczy, które po pierwszym triumfie z Holbą miały zapewne nadzieję na kolejną zdobycz. Początek mógł zwiastować taki właśnie scenariusz, bo zawodnicy w czerwonych koszulkach już w 4 minucie objeli prowadzenie. Rywale jednak szybko odpowiedzieli, a po kilkunastu minutach byli już na prowadzeniu. Potem żadna ze stron nie była w stanie przez pewien czas trafić do siatki, co było też efektem niewielkiej liczby składnych akcji z obu stron. Było za to sporo twardej walki, także wzajemnych pretensji. Gdy 20 minutach posuchy bramkowej drużyny uporały się już niemocą strzelecką, to kolejne trafienia padały w krótkich odstępach czasu, odpowiadając na gola przeciwników. Ostatecznie Bianconerri wygrali 5:3, choć Nosacze wcale rywalom nie ustępowali. W drugim spotkaniu będąca bez punktów Holba szukała przełamania w starciu z CCKS Chłopami i można powiedzieć, że wreszcie był to mecz, na jaki czekali zawodnicy w zielonych koszulkach. Holba zagrała skutecznie zarówno w ataku, jak i obronie, z kolei Chłopy tym razem nie miały wiele do powiedzenia i zagrali bez charakterystycznego dla siebie zęba. Zespół w zielonych koszulkach objął prowadzenie po kwadransie gry i systematycznie powiększał przewagę. Jedynym minusem po tym spotkaniu była dla Holby stracona na minutę przed końcem bramka. Mimo niezachowania czystego konta są powody do radości, bo drużyna opuściła ostatnie miejsce w tabeli.

Pierwszy mecz Ligi D1 z wtorku, to hitowe starcie pomiędzy drużynami mającymi na koncie komplet punktów - Krakoską Piłką, osłabioną brakiem Jana Stachury oraz Shamrockiem. Niemal całe spotkanie przebiegało wedle schematu Shamrock atakuje, Krakoska Piłka kontruje. Przewagę optyczną w tym spotkaniu mieli zawodnicy w czarnych koszulkach, którzy jednak po pierwsze mieli kłopot ze sforsowaniem skomasowanej obrony rywali, a po drugie mieli problemy z powrotem do defensywy i nadążeniem za szybkim Piotrem Raczyńskim. To właśnie jego dwa szybkie gole dały dwubramkowe prowadzenie Krakoskiej, jednak na przerwę z przewagą gola schodził Shamrock. W drugiej odsłonie obraz gry wiele się nie zmienił, z tą różnicą, że zawodnicy w czarnych koszulkach już do bramki przeciwnikow nie trafili. A w końcówce, przy stanie 3:3 mieli ku temu znakomitą okazję, nie wykorzystali jednak rzutu karnego, co zresztą się zemściło. Ostateczny cios zadała bowiem Krakoska Piłka, która zwyciężyła 4:3 i jest jednym z już tylko dwóch zespołów bez strat punktowych. W drugim spotkaniu podobnych emocji już nie było, bo FC Meczdej pewnie rozprawił się z Armagedonem. O końcowym rozstrzygnięciu zadecydowało pierwsze 25 minut, w których to zawodnicy w czerwonych koszulkach zdecydowanie narzucili swoje warunki gry i pokazali, kto zdobędzie trzy oczka. Meczdej na prowadzenie wyszedł już w 1 minucie gry, szybko dołożył kolejnego gola, a potem systematycznie powiększał prowadzenie. Na przerwę FC schodziło z wynikiem 4:0 i choć w drugiej połowie Armagedon miał już więcej do powiedzenia, to zwycięstwo Meczdej nie było ani przez moment zagrożone. Ostatecznie zespół Cezarego Duda wygrał 11:5.

W pierwszym ze starć Ligi D2 Rekonwalescenci Skawina mierzyli się Albatrosem. Zdecydowanie lepiej w mecz weszli zawodnicy drugiej z ekip, którzy mieli w tym spotkaniu przewagę szybkości. Wykorzystując ten atut zespół groźnie kontrował i w efekcie na przerwę schodził z prowadzeniem 4:1. Ciężko powiedzieć, czy to ta przewaga uśpiła zespół Mateusza Cholewy, ale faktem jest, że w drugiej odsłonie drużyna niemal stanęła i całkowicie oddała pole ekipie ze Skawiny, w szeregach której skuteczny był Marcin Bachyrycz. Jego trzy gole po przerwie (a całym meczu cztery) dały ostatecznie jeden punkt Rekonwalescentom, którzy w drugiej połowie wykazali się szczelną defensywą i skuteczną ofensywą. Ekipa ze Skawiny zajmuje po tym spotkaniu 3 miejsce w tabeli, Albatros otwiera drugą połówkę tabeli. W drugim spotkaniu Ligi D2 lider przed tą kolejką, Alliance mierzył się z Nową Elektro Squad, która ciągle czeka na pierwsze FLSowe zwycięstwo. Patrząc na sytuację w tabeli obu drużyn, jakakolwiek zdobycz Nowej w tym spotkaniu musiałaby być traktowana w kategorii niespodzianki i początkowo na takową się zanosiło. Zawodnicy w błękitnych koszulkach odpowiadali na każde z dwóch pierwszych trafień Alliance, a w 20 minucie wyszli nawet na prowadzenie. Alliance nie do końca potrafił się odnaleźć w ataku pozycyjnym, do którego był zmuszony przez cofniętą i wyprowadzająca groźne kontry Nową, ale mimo to jeszcze przed przerwą doprowadził do remisu. W drugiej odsłonie obraz gry się już nieco zmienił, a Alliance nie dawał się już zaskoczyć przeciwnikom mądrze broniąc dostępu do swojej bramki. Sam z kolei był skuteczny w ofensywie zdobywając 6 bramek z rzędu, w tym jedną efektowną z rzutu wolnego. Ostatecznie niespodzianki więc nie było, a lider zwyciężył pewnie 9:3. W ostatnim spotkaniu Ligi D2 mierzyły się drużyny, które do tej pory nie odniosły jeszcze wygranej - Big Time Kraków oraz Vittoria Kraków. Przewaga liczebna była po stronie “Vittorian”, bo BT stawił się na mecz w zaledwie 6-osobowym składzie. To jednak zespół Carlosa Diaza ruszył szybko do ataku i wykorzystując mnożące się błędy w obronie Vittorii. W efekcie już po kwadransie gry Big Time prowadził 3:0 będąc zespołem zdecydowanie lepszym. W przerwie zawodnicy w czarnych koszulkach zebrali się w kółku, powiedzieli sobie parę mocnych słów i w drugiej odsłonie rzucili się do odrabiania strat. Zajęło im to jeszcze mniej czasu niż rywalom wypracowanie sobie trzybramkowej przewagi. W 34 minucie mieliśmy już remis 3:3 i choć Vittoria dalej starała się atakować, to szanse na zadanie zwycięskiego ciosu miały obie drużyny. Ostatecznie jednak więcej goli nie padło i obie drużyny zdobyły swój pierwszy w sezonie punkt.

W pierwszym spotkaniu Ligi E1 Błękitna Wataha mierzyła się z mającymi na koncie komplet punktów Wzmocnionymi FC. Faworytem byli więc zawodnicy w pomarańczowych koszulkach, którzy szybko zabrali się do pracy i po 9 minutach prowadzili już 3:0. Taka przewaga pozwoliła faworytowi na kontrolowanie losów pojedynku i choć Wataha nie rezygnowała z prób uzyskania korzystnego wyniku i co jakiś czas odgryzała się golem, to na dobrą sprawę nie była w stanie zagrozić przeciwnikom, którzy cały czas utrzymywali bezpieczny, co najmniej dwubramkowy dystans. Ostatecznie Wzmocnieni wygrali 8:4 i po czterech grach mają na koncie 12 zdobytych punktów, co daje im w tym momencie pozycję wicelidera. W drugim spotkaniu Powrót Żywych Trupów mierzył się z InPostem i była to rywalizacja o drugie zwycięstwo w sezonie. Od początku mecz toczył się pod dyktanto zawodników w żółto-czarnych koszulkach, którzy objęli prowadzenie w 11 minucie meczu. Powrót Żywych Trupów ograniczał się przede wszystkim do zagrywania długich piłek, które od czasu do czasy przynosiły skutek. Tak było tuż po przerwie, gdy sędzia podyktował rzut karny, a przewaga InPostu zmalała do jednej bramki. Potem jednak prowadząca ekipa wykorzystała błąd rywali i ponownie odskoczyła na dwie bramki przewagi. W kolejnych minutach InPost szedł za ciosem i zdobył kolejne trzy gole. Bohaterem meczu był Kamil Wójcik - autor czterech goli i dwóch asyst. Ostatecznie Powrót Żywych Trupów uległ 4:7 i jest to trzecia porażka tej drużyny.

Pierwsze spotkanie Ligi E2 miało przebieg sensacyjny. Sensacją nie był fakt zwycięstwa Jager-Masters ze Starymi Wilkami, ale rozmiary tej wygranej. Zawodnicy w pomarańczowych koszulkach do tej pory jeszcze nigdy nie strzelili w meczu dwucyfrowej liczby goli, jednak we wtorek znacząco podreperowali swój bilans bramkowy. Jager rozpoczął mecz od 5 goli w pierwszych 9 minutach gry, a w kolejnych specjalnie nie zwalniał tempa. Do przerwy prowadził 8:1 i choć w drugiej połowie Wilki miały trochę więcej do powiedzenia, to zmieniło faktu, że byliśmy świadkami jednostronnego meczu, ostatecznie wygranego przez Jager-Masters 16:4. Tak, jak dla Jager-Masters 16 to największa liczba strzelonych goli, tak dla Starych Wilków największa straconych. W drugim spotkaniu Groove Street mierzył się z Wściekłymi Psami i ten mecz już zupełnie inny przebiegi. Byliśmy bowiem świadkami zaciętego meczu, którego wynik do ostatnich minut był niewiadomą. Pierwsza połowa upłynęła w spokojnej atmosferze, mecz był czysty, a pierwszą bramkę zobaczyliśmy dopiero w 19 minucie gry. Na przerwę z prowadzeniem 2:0 prowadziły Wściekłe Psy i wypracowana przewaga okazała się wystarczająca. W drugiej odsłonie gra była szybsza niż w pierwszej, mecz także nieco się zaostrzył, a Groove Street wcale nie rezygnowała z korzystnego wyniku, choć w pewnym momencie przegrywało już 1:5. Trzy gole w odstępie 5 minut sprawiły, że Groove złapało kontakt i doszło do emocjonującej końcówki. Ostatecznie jednak mecz “zabił” Zenon Olszewski w 49 minucie ustalając wynik na 6:4 dla Psów. Dzięki zwycięstwu zespół Marcina Bartosika umocnił swoją pozycję w górnej części klasyfikacji.

Naj, naj, naj...

  • Najciekawsze debiuty: Przemysław Kapera wrócił do drużyny Żymły Siermięgi po niespełna dwóch latach przerwy, były zawodnik CMR Eskulap Piotr Mitka zadebiutował w Wodociągach Miasta Krakowa i wrócił do FLS po blisko trzech latach
  • Największe niespodzianki: rozmiary wygranej Jager-Masters i Holby

Ciekawostki

  • Amadeus nie strzelił gola w meczu po raz pierwszy od 28 września i meczu z CCKS Chłopy
  • Jager-Masters zanotował pierwszą dwucyfrówkę w FLS
  • Damian Pabiś (Bishaka) rozegrał 100 spotkanie w FLS
(0 votes)